Wiadomości, odszkodowania drzazgę nodze Miasto sobie zarzucenia - zdjęcie, fotografia

Odszkodowanie w wysokości 30 tys. złotych będzie musiało zapłacić Miasto Białystok mężczyźnie, który uległ wypadkowi na sali gimnastycznej w jednej ze szkół. W nogę wbiła mu się około 30-centymetrowa drzazga, którą trzeba było usuwać operacyjnie. Miasto nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucenia.

Do wypadku doszło w listopadzie 2015 roku. Grupa osób wypożyczyła późnym wieczorem salę gimnastyczną i prowadziła tam swoje zajęcia. Skończyły się one nieszczęśliwie dla jednego z mężczyzn, którego musiała stamtąd zabierać karetka. Nie mógł ruszyć się z miejsca z powodu wbitej w nogę drzazgi, a w zasadzie fragmentu deski z parkietu. Po tym wypadku mężczyzna musiał przejść operację, po czym miał jeszcze trudności z chodzeniem przez około 2 miesiące.

Po tym zdarzeniu mężczyzna chciał się porozumieć w sprawie odszkodowania. Niestety, odsyłano go z kwitkiem. Urzędnicy białostockiego magistratu, tradycyjnie już w takich sprawach, zasłaniali się zgodnością z prawem. Ale, i szkoła, i urzędnicy twierdzili też zgodnie, że wypadek i wbicie się 30-centymetrowej drzazgi to nic innego jak ryzyko związane z uprawianiem sportu. O tym, że mogło to być cokolwiek innego, nikt nawet się nie zająknął.

- Zwracałem się w interpelacji do prezydenta Białegostoku o szczegółowe informacje w sprawie tego wypadku, jak też i ilości innych podobnych zdarzeń. Z odpowiedzi wynika, że każdego roku szkolnego wypadkom ulega kilkaset osób. To dużo, choć pan prezydent utrzymuje, że wypadki zdarzają się głównie z powodu nieuwagi uczniów, albo niewłaściwie wykonywanych ćwiczeń. W przypadku tego mężczyzny i tego zdarzenia nie może być mowy o nieuwadze lub niewłaściwym wykonywaniu ćwiczeń, więc trochę to smutne, że Miasto załatwia niewygodne sprawy w taki sposób, że zmusza ludzi do procesów sądowych – powiedział naszej redakcji radny PiS Henryk Dębowski.

Z uzyskanych informacji trudno jednoznacznie wskazać podmiot, który ponosi odpowiedzialność za zaistniały wypadek. Do nieszczęśliwego zdarzenia doszło najprawdopodobniej ze względu na niefortunny splot różnych okoliczności (poczynając od samej produkcji deski użytej do parkietu, na upadku poszkodowanego kończąc), którym trudno było zapobiec” – czytamy we fragmencie odpowiedzi udzielonej przez zastępcę prezydenta Rafała Rudnickiego na interpelację radnego Dębowskiego.

Ale też trudno uznać, że mężczyzna zaplanował nadzianie się na drzazgę po to, żeby później poddać się operacji i mieć trudności z chodzeniem. Wiadomo, że wszystkich zdarzeń nie da się przewidzieć. Ale już podejść po ludzku po takim zdarzeniu, nigdzie nie jest zabronione. Może zatem dziwić, że Miasto nie pomogło mieszkańcowi w takiej sprawie, w której on również nie był sobie winien, ale zmusiło go do przejścia przez proces sądowy. Proces, który i tak zakończył się przyznaniem mężczyźnie odszkodowania od Miasta Białystok w wysokości 30 tys. złotych.

Radny Dębowski pytał w związku z zakończoną niedawno sprawą, czy Miasto zamierza przeprowadzić teraz kontrolę sal gimnastycznych w Białymstoku. W odpowiedzi usłyszał, że kontrole są przeprowadzane na bieżąco i nie ma potrzeby sprawdzania niczego dodatkowo. Czyli było dobrze i jest dobrze.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

30 tys. zł odszkodowania za drzazgę w nodze. Miasto nie ma sobie nic do zarzucenia komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama