Wiadomości, Białystok pełen przeciwności Marsz wyzwiska kamienie piknik - zdjęcie, fotografia

Patrząc z boku na to, co działo się w mieście wczoraj i w ogóle ostatnimi dniami, można odnieść takie wrażenie, jak zawarte w tytule. I dodać: Białystok podzielony. W sobotę odbył się tu Marsz Równości - wydarzenie wzbudzające ogrom kontrowersji przed jego rozpoczęciem, a już w trakcie doszło do kulminacji gromadzonych emocji. Były petardy, kostki brukowe i interwencje policyjne. A przy tym spokojny pochód marszałka Kosickiego prowadzący na Piknik Rodzinny i zabawa dla rodziców i dzieciaków przed Pałacem Branickich.

Kiedy okazało się, że stowarzyszenie Tęczowy Białystok zgłosiło w urzędzie gminy - czyli de facto miejskim w Białymstoku, organizację Marszu Równości, zaczęło się na ostro. Fala krytyki wylała się na prezydenta Tadeusza Truskolaskiego, że ten legalizuje tego typu wydarzenia, promujące homoseksualizm, dewiacje i jest przeciwnikiem chrześcijaństwa. Z tym że takie mamy prawo, iż - mówiąc kolokwialnie - organ oficjalną zapowiedź przyjmuje do wiadomości i większego ruchu w tym zakresie nie ma. Za wyjątkiem szczególnych przypadków. To wolność zgromadzeń, którą mamy w naszym kraju. Pokazały to zresztą próby blokowania przez włodarzy Hajnówki pochodów narodowców - ci po odwołaniu się do sądu, wygrywali.

Zaogniło się, gdy marszałek województwa podlaskiego Artur Kosicki zapowiedział organizację marszu rodzinnego, dla rodzin. Truskolaski zakazał, bo miałoby to niby ze względu na konflikt terminów i punktów stycznych kolidować ze zgłoszoną wpierw manifestacją środowisk LGBT. No i w związku z tym mogłoby zaistnieć zagrożenie dla bezpieczeństwa. Kosicki przekonywał, że jako przedstawiciel władzy nie podlega pod ustawę o zgromadzeniach. Ostatecznie wygrał. Kontrowersje się skończyły, bo ów pochód przeszedł bez zakłóceń i zakończył się imprezą w przyjaznej atmosferze na dziedzińcu Pałacu Branickich.

Bardzo dziękuję wszystkim tym, którzy przyczynili się do zorganizowania pikniku, ale przede wszystkim dziękuję państwu, mieszkańcom województwa, że tu dziś przyszliście, że bawicie się razem z nami, całymi rodzinami, by pokazać, że mamy swoje wartości. Dziękuję za to z całego serca! Praca dla was to wielki zaszczyt - mówił podczas pikniku ze sceny marszałek Artur Kosicki.

Piknik objęty został patronatem metropolity białostockiego abp Tadeusza Wojdy oraz abp Jakuba, ordynariusza diecezji białostocko - gdańskiej. Uczestników spotkania odwiedził bp Henryk Ciereszko i podobnie jak marszałek dziękował za uczestnictwo i zachęcał do wspólnej zabawy.

Każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie: były atrakcje dla najmłodszych, jak np. możliwość wykonania budowli z klocków, zabawy z Photonem, kapsuła Green Velo, pojazdy służb mundurowych czy występy artystyczne. A do tego, jak na piknik przystało, darmowe kiełbaski i grochówka.

To co działo się jednak nieopodal, już tak kolorowo nie wyglądało. Zacznijmy od tego, że jeszcze kilka dni temu mówiono o kilkudziesięciu zgłoszeniach zgromadzeń. Do urzędu miejskiego, do północy 17 lipca, wpłynęło łącznie 70 zawiadomień o zgromadzeniach mających się odbyć 20 lipca w Białymstoku na podstawie ustawy Prawo o zgromadzeniach. Sami organizatorzy odwołali 13 wydarzeń, jedno nie zostało zarejestrowane, bo zostało złożone elektronicznie w złym formacie, uniemożliwiającym otwarcie. Co do dwóch planowanych, wydano decyzje zakazujące organizacji. Jednak w czwartek (18 lipca) Sąd Okręgowy w Białymstoku, do którego odwołali się organizatorzy, uchylił te decyzje. Prezydent Białegostoku też odwołał się od tych postanowień. Ponadto do siedmiu organizatorów wysłano wiadomości e-mail z prośbą o zmianę miejsca lub czasu zgromadzenia. Sąd Apelacyjny w Białymstoku podtrzymał decyzję prezydenta o zakazie odbycia jednego z marszów planowanego przez organizację pozarządową, z powodu pokrywania się miejsca i czasu z Marszem Równości oraz kwestiami zapewnienia bezpieczeństwa, a w sprawie drugiego zgromadzenia uchylił prezydencki zakaz.

W sobotę okazało się, że do godziny 10.30 aż 36 zgłoszonych zgromadzeń zostało odwołanych przez samych organizatorów. Jedno (przy placu Niepodległości im. Romana Dmowskiego) do tej pory już się zakończyło, a właściwie to się nie odbyło, bo przyszły na nie dwie osoby. 33 zgromadzenia nadal były planowane. O 11.30 otrzymaliśmy informację z magistratu, że rozpoczęła się pikieta kibiców przy Placu NZS, a kolejnych siedem odwołano. Zostało więc 28. Cały czas pracował sztab kryzysowy, gdzie obecny był prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski, komendant straży miejskiej Krzysztof Kolenda i przedstawiciel podlaskiej policji.

O 14.10 rzeczniczka prezydenta Urszula Boublej przekazała, że oficjalnie zakończono zgromadzenie kibiców na placu NZS. Organizator rozwiązał je, zgodnie z deklaracją, o godzinie 14.00. Część osób miała kierować się na kolejne zgromadzenie kibiców - marsz ruszający z ulicy Mickiewicza (okolice Galerii Arsenał), zaplanowany na godziny 14.00 - 18.00. W pobliżu placu NZS pozostawało około tysiąca osób. Równocześnie trwała manifestacja przy pomniku Bohaterów Ziemi Białostockiej, gdzie było około 100 osób, mająca zakończyć się o 16.00

Urszula Boublej zapewniła, że policja zabezpiecza wszystkie miejsca zgromadzeń.

Marsz Równości wyruszył nie jak pierwotnie zapowiadano o 14.00, a pół godziny później z placu NZS. Nie obyło się bez ekscesów. Przeciwnicy rzucali nie tylko wyzwiskami, ale w ruch poszły i butelki, i kamienie. Kilkakrotnie próbowali zablokować pochód, ale byli usuwani z ulic przez policję. Ze względów bezpieczeństwa w ostatniej chwili zmieniono też trasę, a i doszło do groźnego incydentu w postaci - jak podała policja - ataku na funkcjonariuszy. Użyto tzw. środków przymusu bezpośredniego - m.in. gazu pieprzowego. Marszowi przyglądały się setki, jak nie tysiące białostoczan. Wrażenie robiły ściągnięte z całego kraju siły policyjne, które chyba jednak nie do końca panowały nad sytuacją, skoro agresja wobec uczestników parady była kontynuowana na kolejnych odcinkach. Nie obyło się bez zatrzymań osób podejrzanych o popełnienie przestępstw (m.in. rozboju), jak i ukarania mandatami.

W Marszu Równości wzięło udział blisko tysiąc osób, a we wszystkich zgromadzeniach 20 lipca w Białymstoku - około pięciu tysięcy.

Jak widać: Białystok pełen przeciwności, a nie różnorodności. Ba, nie zgadzać się, protestować, spierać się, nawet blokować - to jedno. Fizycznie atakować potencjalnie słabszego przeciwnika i robić dym - to drugie. Pytanie, czy to jeszcze jakaś forma sprzeciwu, czy zwykłe chuligaństwo. A internauci podzieleni. Dyskusje i komentarze bez liczenia się ze słownictwem będą odżywały jeszcze na długo po sobotnich wydarzeniach. Zresztą, niektórzy piszą tylko po to, by pisać. Taka to walka o "lajki". Z każdej strony.

Warto też zaznaczyć, że nasza redakcja na portalu społecznościowym Facebook nie mogła przeprowadzić relacji "na żywo" z manifestacji kibiców na placu NZS. Mimo iż chcieliśmy pokazać przebieg legalnej manifestacji, wideo zostało zablokowane jako naruszające "standardy społeczności w zakresie treści propagujących nienawiść". Tak się tworzy (nie)prawdziwą rzeczywistość.

(Piotr Walczak / Foto: BI-Foto)

Białystok pełen przeciwności. Marsz, wyzwiska, kamienie i piknik komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2019-07-22 10:51:33

    Dlaczego tak wielu ludzi jest debilami?
    Mam nadzieję że karma wraca i otrzymacie policzek w te wasze nędzne ryje. Pseudo kibole

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama