14°C bezchmurnie

Białystok tonie w reklamach. Jak długo jeszcze będzie tonął?

Ustawa krajobrazowa jest i obowiązuje od blisko dwóch lat, więc w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, aby uporządkować przestrzeń publiczną w Białymstoku. Ale jak dotąd nikt się za to nie zabiera. Reklamy jak stanowiły śmietnik, tak stanowią i do chwili obecnej nie ma nawet jakiejkolwiek dyskusji o zaprowadzeniu porządku.

Jeszcze w ubiegłym roku zastanawialiśmy się, jak to będzie, kiedy zostanie uporządkowana nasza przestrzeń publiczna. Wydawało się, że skoro ustawa weszła w życie rok wcześniej niż pojawił się nasz komentarz video, ktoś w Białymstoku w końcu ruszy temat i zaczną się prace nad posprzątaniem chaosu reklamowego. Niestety, jak dotąd nie ma nawet jednej litery informacji o tym, że zaczęła się inwentaryzacja miejsc i nośników reklamowych.

Porządki w przestrzeni publicznej zaczęły już na poważnie dwa miasta w Polsce. To Łódź i Opole. Wkrótce reklamy będą znikać także z ulic Warszawy. Od czerwca mają się tam rozpocząć konsultacje społeczne dotyczące ustawy krajobrazowej. Chodzi o to, aby mieszkańcy oraz organizacje pozarządowe zabrały głos w sprawie przede wszystkim powierzchni wielkoformatowych i ekranów świetlnych, które bardzo często stanowią zagrożenie dla kierujących. Zwłaszcza w nocy zmieniające się kolory na telebimach lub pulsujące światła zamieszczone na budynkach potrafią zmylić. O tym zresztą mówili nam także białostoccy kierowcy i to niejednokrotnie.

- Na Sienkiewicza, jak się jedzie od strony Wasilkowa, przed komendą wojewódzką policji jest jakiś taki krzyżyk, chyba apteki i świeci się na zielono. Tam niedaleko są światła – opowiadał nam kierowca Grzegorz Karpiński. – Już parę razy hamowałem w ostatniej chwili, bo miałem akurat czerwone, a ten krzyżyk świecił się na zielono i mnie to zmyliło. Normalnie tak samo zielono jak przed przejściem dla pieszych. Takie rzeczy powinny zniknąć, dla bezpieczeństwa.

- Teraz tyle tych samochodów i świateł, że czasami ciężko się połapać. Jakoś niedawno jechałem Kaczorowskiego wieczorem i akurat zmieniła się reklama na jakieś czerwone kolory. Zahamowałem i ten za mną mało mnie nie walnął z tyłu – narzekał już kilka lat temu doświadczony kierowca białostockiej taksówki, Aleksander Nikitiuk.

Mimo takich głosów i dużego bałaganu w przestrzeni publicznej w Białymstoku nic nie słychać o jakichkolwiek pracach, które by wcieliły w życie powoli zapisy ustawy krajobrazowej. Urzędnicy wydają się mieć pilniejsze sprawy do załatwienia, jak przedkładanie po kilka razy tych samych planów zagospodarowania przestrzennego radnym pod głosowanie, żeby przepchnąć kolejną mieszkaniówkę lub drogi dojazdowe zbudowane z publicznych pieniędzy do wybranych inwestycji deweloperskich.

Liczymy na to, że w końcu ktoś zabierze się za inwentaryzację miejsc reklamowych w Białymstoku i naszego komentarza sprzed blisko roku nie trzeba będzie zamieszczać ponownie, bo od tamtego czasu nic się nie zmieniło i komentarz jest nadal aktualny. Warszawa podjęła kroki, które mają doprowadzić do tego, że zza reklam wyjrzy w końcu normalna architektura, a z ulic znikną pojazdy reklamowe, które szpecą i na dodatek zajmują miejsca parkingowe.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: K.)

Białystok tonie w reklamach. Jak długo jeszcze będzie tonął? komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Wiadomości, Białystok - więcej informacji