Felietony, Czarne białe - zdjęcie, fotografia

Tytuł felietonu odnosi się do niemieckiego filmu z 1978 roku w reżyserii wtedy jeszcze mało znanego Wolfganga Petersena o genialnym matematyku – szachiście, który zdobywa mistrzostwo świata w szachach, ale płaci za to cenę szaleństwa.

Tytułowe czarne i białe ma posłużyć jako metafora dwóch występów polskiej reprezentacji w piłce nożnej w eliminacjach do Mistrzostw Europy 2020 – meczów z Macedonią Północną na wyjeździe i Izraelem w Warszawie. Od spotkań minęło już kilka dni, ale do dzisiaj zachodzę w głowę, jak ta sama drużyna z tymi samymi zawodnikami może rozegrać tak dramatycznie różne zawody w ciągu 3 dni! Okej, jasna sprawa, inny przeciwnik, inne warunki, inny styl gry. Ale nie wszystko da się zrzucić na pewne obiektywne okoliczności.

Gdyby obserwator spojrzał tylko na suche wyniki – jest bardzo dobrze, wygraliśmy z Macedonią Północną 1-0 w Skopje i rozgromiliśmy (do tego jeszcze wrócimy) Izrael 4-0 na Stadionie Narodowym w Warszawie. Zdecydowanie prowadzimy w grupie eliminacyjnej, nie straciliśmy jeszcze bramki, strzelając osiem. Na papierze wygląda świetnie, prawda?

Prawda. Natomiast nasza grupa składa się z potęg futbolu. Poza nami (19 miejsce w rankingu FIFA) mamy następujące „potęgi”: Austria (26 miejsce), Słowenia (65 miejsce), Macedonia Północna (73), Izrael (82) i Łotwa (137). Ta ostatnia jest między Rwandą a Myanmarem. Lewy i spółka nie mają z kim przegrać.

Zanim rozpoczął się mecz w Macedonii, na ulicach tamtejszej stolicy swoje siły postanowili sprawdzić nasi wierni kibice. Przypomina mi się mem, na którym Wielki Mistrz Krzyżaków ze zdumieniem przygląda się polom grunwaldzkim, na którym wojska polskie leją się między sobą i pyta giermka „Zaczęli bez nas?”. Mniej więcej podobnie było w Skopje. Kilkuset naszych fanów miało rozgrzewkę między sobą i spotkanie obejrzeli poza stadionem. Ci, którym udało się dostać na mecz – przecierali oczy ze zdumienia. Trener Brzęczek postanowił, że na drużynę z 73 miejsca rankingu dwóch napastników to gruba przesada, niech gra Lewy a reszta będzie, no właśnie, co będzie? Bronić remisu? Czyhać na kontrę? Nie wiem do dziś, ale dokładnie tak to wyglądało. Nasi przeciwnicy już po kilku minutach widzieli, że nie taki diabeł straszny i raz po raz zagrażali bramce strzeżonej przez Fabiańskiego. Nie miał może zbyt dużo roboty, ale suma summarum więcej niż jego vis a vis. Do przerwy wyglądało to tragicznie, nie oddaliśmy celnego strzału na bramkę Macedonii. Zero, null, nic. Nie wiem jakie czary odprawiono nad Brzęczkiem w przerwie, ale łaskawie zgodził się wystawić Krzysztofa Piątka do pomocy Lewemu w ataku. Efekt? Już pierwsza akcja po przerwie, dośrodkowanie z rzutu rożnego, coś-na-kształt-przewrotki napastnika Milanu, jakieś koziołki, jakaś noga Lewego, pogoń Glika i ktoś z naszych strzelił bramkę (po meczu przyznano gola El Pistolero czyli Piątkowi). Ta bramka była symbolem naszej piłkarskiej miernoty w tym spotkaniu. Fajnie, że wpadła, ale był to tzw. farfocel. Czy poszliśmy za ciosem? Skądże znowu! Dwie-trzy akcje i jakieś 10 minut później zaczęliśmy czekać na gwizdek końcowy. Dowieźliśmy dość szczęśliwie jednobramkowe zwycięstwo, wynik poszedł w świat, a może bardziej do tabel. Emocje jak na grzybobraniu.

W poniedziałek, dokładnie trzy dni później, graliśmy z Izraelem. Już kilka godzin przed meczem wiedzieliśmy, że tym razem wyjdziemy dwójką napastników z Lewandowskim i „Pio Pio Pio” jak to o nim mówią. To spotkanie miało dodatkowy smaczek, na konferencji przedmeczowej kapitan Izraela Natcho był uprzejmy powiedzieć „Pochodzę z rodziny, która wie co to zagłada. Jesteśmy świadomi przeszłości i będziemy starali się wygrać to spotkanie”. Tłumacząc na nasz, zabrzmiało to troszkę jak „jesteście odpowiedzialni za Holokaust, polskie obozy śmierci itd. itp.” Ciekawostką jest, że Natcho jest pochodzącym z Turcji muzułmaninem.

Akcent, przyznajemy był dziwny i dla wielu niezrozumiały, ale mniej o tym. Na boisku było jednostronne widowisko. Nie wiemy, czy wpływ miało miejsce rozegrania spotkania, czy może dodatkowa motywacja lub fakt, że gorzej niż w Macedonii zagrać nie można. Rozgromiliśmy Izrael po bramkach Piątka, Lewandowskiego, Grosickiego i Kądziora. Mecz był jednostronnym, świetnym, dynamicznym koncertem naszej reprezentacji. Na tym można by poprzestać, gdyby nie fakt dodatkowych okołomeczowych smaczków.

Najpierw po strzelonym golu Krzysztof Piątek nie wykonał swojej typowej „cieszynki” układając dłonie w kształt pistoletów i imitując wystrzały, następnie dziennikarze zarówno z Polski jak i Izraela zarzucali oficjalnemu kontu twitterowemu PZPN („Łączy nas piłka”), że obrażają mieszkańców Izraela wpisując przy wyniku słowo „pogrom” (od zawsze używane jako synonim wysokiego zwycięstwa). Pogrom=Jedwabne=Holokaust. Chyba taka była retoryka tych komentarzy. Internet od razu zaroił się od memów i wykazu słów, których nie wolno używać w meczach z Izraelem: spalony, pogrom, 18 i 88 minuta meczu (dziennikarzowi TVP Saumelowi Pereira zarzucono, że był na meczu w koszulce z numerem 88 na plecach – czyli rokiem jego urodzenia, co symbolizuje również w środowiskach nacjonalistycznych litery HH – czyli Heil Hitler). Oczywiście nie można również napisać, że zawodnik strzelał, bo przecież to nawiązuje do wiadomo czego. Smaczku dodawał fakt, że sędzią głównym był... Niemiec.

W 46 minucie pierwszej połowy mieliśmy rzut wolny. Sędzia niemiecki ustawił mur z Izraelczyków, a Polak – Lewandowski strzelał w ich kierunku. Koszmar powrócił.

Wierzymy, że w kolejnych meczach będziemy oglądać tą reprezentację z meczu z Izraelem. Nie jej ciemną stronę, a białą, tfu, jasną!

(Włóczykij/ Foto: https://twitter.com/LaczyNasPilka/status/1138309886712958976)

Czarne i białe jak dnie i noce komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama