W różnego rodzaju gonitwach za turystami i kuszeniem ich mniej lub bardziej wyszukanymi atrakcjami, z oczu może umykać to, co pod ręką i zawsze absolutnie się sprawdza. Skoro Białystok czy Podlasie nie jest w stanie przyciągnąć zabytkami albo widokami na góry lub morze, turystów może przyciągać kuchnia, która jest jedyna w swoim rodzaju.

Całkiem niedawno w Białymstoku odbywał się konkurs kulinarny. Skierowany był do uczniów klas gastronomicznych z całego województwa podlaskiego. Łącznie wystartowało w nim jedenaście zespołów uczniowskich z całego regionu. Mieli w zasadzie jedno podstawowe zadanie – ugotować regionalną potrawę. Sami decydowali o tym, czym się chcą pochwalić i w czym się sprawdzić. Ważne było, aby podbić podniebienia jurorów. Choć tak naprawdę – zależało im na podbiciu podniebienia jednego z tych jurorów – Karola Okrasy, w którego restauracji mieliby szansę odbyć staż.

Przy okazji tego konkursu mieliśmy okazję porozmawiać z Karolem Okrasą, ale nie tylko z nim. Tak się składa, że poznaliśmy dość ciekawe spostrzeżenia. Mianowicie to, że turyści do nas przyjadą i wyjadą, ale na pewno zapamiętają regionalną kuchnię. Jak mówił miłośnik kuchni, kuchnia także potrafi ściągać i dla smaków też się wraca. Dla smaków też ludzie podróżują. Nasza redakcja coś akurat o tym wie, ponieważ sami podróżujemy po całym województwie podlaskim, aby sprawdzić gdzie i jak potrafią nakarmić restauratorzy. I wiemy doskonale, że do pewnych miejsc warto wrócić i wracamy – bardzo często. I tam, gdzie wracamy, jest ku temu powód.

- Kuchni podlaskiej warto próbować na Podlasiu. I warto próbować dlatego, że te produkty przygotowane tutaj, smakują jakoś inaczej. Ciężko próbować kuchnię podlaską na Mazowszu. Nawet jeżeli ktoś ją dobrze robi. Więc warto tutaj przyjechać, bo to jest ten dodatkowy składnik, który okrasza każde podlaskie danie – mówił w rozmowie z naszą redakcją Karol Okrasa.

I faktycznie tak to wygląda. Część restauratorów postawiła na regionalne produkty i składniki, które nawet w wymyślnych potrawach, zaczerpniętych z dalekich zakątków naszego globu, przypominają gościowi restauracji, że znajduje się on na Podlasiu. Tak między innymi serwują dania w Bistro Dobra Zmiana. Jak mówił naszej redakcji szef kuchni, takie składniki i dodatki, sprawdzają się doskonale.

- Ważne jest to, żeby informować gości, co mamy regionalnego, jakie produkty, żeby promować te regionalne rzeczy – mówi Angelo Colombo, szef kuchni w Bistro Dobra Zmiana. – Turyści lubią nasze smaki. Na Podlasiu jest tego bardzo dużo, jest dużo serów, wędlin, znany kumpiak podlaski i inne – dodał.

Ale nawet, jeśli podawane są potrawy z różnych stron świata, restauratorzy wiedzą, że warto je okrasić regionalnymi dodatkami. I nie ma przy tym znaczenia czy danie główne, które jako takie pochodzi z Włoch, Hiszpanii, czy z Francji, elementy regionalnych składników, są dodawane.

- Praktycznie w każdej karcie mamy coś regionalnego. Choćby nasza pizza na serze regionalnym i do tego jakieś sałatki regionalne, jakieś wędliny regionalne. Staramy się jak najwięcej używać regionalnych rzeczy, żeby pokazywać ludziom, że Podlasie ma dużo fajnych smaków, które warto pokazywać, których ludzie chcą spróbować – powiedział Angelo Colombo.

Nasza kuchnia podlaska wcale nie jest nudna. Wprost przeciwnie. Karol Okrasa zauważa, że tygiel kulturowy i narodowy, najbardziej widoczny jest na talerzu. Tu bowiem przeplatają się dania i składniki z kuchni polskiej, białoruskiej, tatarskiej, litewskiej. I wcale nie trzeba jeździć po całym regionie, aby takich mieszanek spróbować. Choć trzeba też dodać, że w zależności od tego czy jesteśmy na północy, czy południu województwa podlaskiego, albo we wschodniej lub zachodniej jego części, tradycyjne dania przyrządza się nieco inaczej. Jak na przykład bigos, albo babkę ziemniaczaną – królową podlaskiego stołu.

- Nie będę oryginalny, ale powiem, że koniecznie trzeba spróbować babki ziemniaczanej. Ale… pochodzić za nią, spróbować – mówi Karol Okrasa. – Ta babka może różnie smakować. Jedna zaparzona mlekiem, druga zaparzona masłem, trzecia w ogóle nie zaparzona. Ta z cebulą, ta z boczkiem, a ta ze słoniną na górze, żeby miała ładną, chrupiącą skórkę – dodał miłośnik kuchni.

To czym Podlasie bije na głowę inne regiony w Polsce, a przynajmniej bije je na talerzu, to oprócz potraw ziemniaczanych jest – dziczyzna. Z uwagi na to, że na około mamy wszędzie lasy, parki i rezerwaty, dzikiej zwierzyny mamy pod dostatkiem. Co ważne – zdrowej, dobrze odżywionej i choć pewnie miłośnicy zwierząt będą teraz przerażeni – ale zwierzyny smacznej. Przyrządzanie dziczyzny do łatwych nie należy. Jednak z uwagi na wieloletnie tradycje myśliwskie i często konieczność jedzenia dzikich zwierząt, w podlaskich przepisach przetrwały i nawet utrwaliły się przepisy na mnóstwo dań z dziczyzny.

Podlaskie ma turystom do zaoferowania na talerzu także dary lasu. I trudno się dziwić, skoro lasy mamy naokoło. Dorodne grzybowe lasy są w okolicach Michałowa, Żedni, ale także przecież okolice Grajewa czy Knyszyna każdego roku ściągają grzybiarzy oraz zielarzy. Takich potraw, z takimi składnikami, jakie można spotkać właśnie w naszym regionie, ciężko szukać gdzieś indziej.

Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że turyści do naszego regionu nie przyjeżdżają dla zabytków. Mamy ich niewiele w porównaniu do Gdańska, Wrocławia czy Krakowa. Tu się zwiedza głównie przyrodę, poznaje się różnorodność kulturową poprzez obiekty sakralne czy architekturę wiejską. Dopełnieniem tego jest podlaska kuchnia, absolutnie niepowtarzalna i niepodrabialna. I to jest ten z elementów, który może i powinien być eksponowany w przewodnikach turystycznych. Bo jeśli nie zabytkami, to tym co na talerzu oraz nożu i widelcu możemy tu ściągać turystów.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska)

Do turysty z nożem i widelcem. Bo ważne to, co na talerzu komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama