Facebook ma coraz większe kłopoty a Polacy walczą o więcej wolności słowa

Może to jeszcze nie upadek wielkiego imperium, ale na pewno ogromne tąpniecie, które może mieć kluczowe znaczenie dla dalszej działalności amerykańskiego giganta mediów społecznościowych. Właściciel Facebooka po kompromitacji wycieku danych będzie musiał teraz tłumaczyć się przed najważniejszymi instytucjami w USA, Wielkiej Brytanii i w Unii Europejskiej. Tymczasem w Polsce zbierane są podpisy pod obywatelskim projektem ustawy, które zagwarantuje wolność słowa w mediach społecznościowych.

Od dłuższego czasu Facebook zalicza wpadka za wpadką. Nie tylko w Polsce, gdzie kasowane i blokowane są setki, a nawet tysiące profili bez możliwości zabrania głosu. Głośna krytyka polityki Facebooka oraz jego moderatorów zmuszała już przedstawicieli firmy do zamieszczania przeprosin. Zdarzało się, że konta wracały z powrotem do ich twórców i administratorów. Jednak sporo z nich przepadło wraz z całą zawartością, choć tę zawartość Facebook wciąż posiada. Co z nią robi?

To jest właśnie sedno sprawy. Facebook od dawna handluje naszymi danymi, choć w inny sposób niż przypuszczaliśmy. O aferze z Cambridge Analytica napisano już wiele, więc nie będziemy przytaczać znanych z innych mediów szczegółów. Nadmienimy jednakże, że twórca i właściciel Facebooka będzie musiał wkrótce tłumaczyć się najprawdopodobniej przed Kongresem w USA, został także wezwany do złożenia wyjaśnień przed Parlamentem Wielkiej Brytanii, bo w tym kraju zarejestrowana jest firma Cambridge Analytica. Mark Zuckerberg, oprócz tego, musi stawić się na wezwanie Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i niemieckiego resortu sprawiedliwości. Sam Facebook jak dotąd, ustami właściciela, ograniczył się jedynie do pokajania się przed użytkownikami, co może nie wystarczyć na zminimalizowanie skutków skandalu.

Naszym obowiązkiem jest ochrona twoich danych, a jeśli nie potrafimy tego robić, nie zasługujemy, by ci służyć” – opublikowano odpłatnie między innymi w The New York Times, Washington Post czy brytyjskim Observer.

W tej sytuacji dziwić może, że właściciela Facebooka nie wezwały także polskie władze. W naszym kraju od dłuższego czasu wielu użytkowników skarży się na samowładcze działania amerykańskiego giganta. Użytkownicy wskazywali, także i nasza redakcja, że Facebook choć działa w Polsce, nie stosuje się do polskiego prawa w zasadzie w żadnym wymiarze. Działanie tej firmy wręcz przypomina firmę krzak, o której nic nie wiadomo, ani gdzie jest, ani jak można spotkać się z pracownikami, gdzie złożyć zażalenie lub reklamację. Tymczasem Facebook pobiera ogromne ilości naszych danych, także osób prowadzących profile instytucji rządowych i czołowych polityków. Co się z nimi dalej dzieje? Dokąd trafiają? Czy zostały wykorzystane do kampanii w mediach społecznościowych?

Jeżeli chodzi o nieoczywiste dla większości użytkowników metadane, nie ma możliwości ominięcia tego mechanizmu działania Facebooka. Najprościej by było zwyczajnie zamknąć konto w tym serwisie i nigdy z niego nie korzystać” – podawał rok temu Komputer Świat.

Oprócz problemów z przechowywaniem i przetwarzaniem danych dochodzą jeszcze kwestie blokowania użytkowników i niejasne tak zwane standardy, o których w zasadzie nic nie wiadomo. Pisaliśmy już o tym, że Facebook to doskonałe narzędzie manipulacji, co z całą mocą pokazała afera z Cambridge Analytica. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że dzięki możliwości wykupywania politycznych reklam z Rosji, co w USA jest niemożliwe, użytkownicy Facebooka dostali „dużo zachęty” do oddania głosów w wyborach prezydenckich na Donalda Trumpa. Być może także Wielka Brytania opuściła Unię Europejską z powodu manipulacji, o czym zresztą zarząd Facebooka wiedział od trzech lat. I wiedział, że dane 50 milionów ludzi trafiły poza Facebook, ale w zasadzie nic nie zrobił by sprawdzić, co się z nimi dzieje.

Jeszcze przed wybuchem afery z wyciekiem danych, w Polsce, Fundacja Ordo Iuris podjęła starania o to by na Facebooku istniała wolność słowa. Walka o wolność słowa dotyczy też innych portali społecznościowych. Blokowanie użytkowników to poważny problem, który przeradza się w straty finansowe podmiotów gospodarczych. Dość wspomnieć, że od dawna problemy mają sklepy z częściami rowerowymi, od niedawna także fryzjerzy (za wyrazy o pejsach) i cała masa innych podmiotów, które w wyniku blokady na przykład nie są w stanie odpowiadać na maile klientom.

Warto zaznaczyć, że już na gruncie obowiązujących przepisów arbitralne kasowanie profili podejmowane przez portale społecznościowe jest działaniem niezgodnym z prawem. Portale społecznościowe, z których usług korzystają na terenie Rzeczypospolitej Polskiej jej mieszkańcy i obywatele, mają obowiązek stosować polskie ustawodawstwo. Niedopuszczalne jest w szczególności tworzenie regulaminów i stosowanie praktyk pozwalających na arbitralne ingerowanie w kształt usługi przez przedsiębiorcę. Tak np. postanowienie, zgodnie z którym przedsiębiorca jest uprawniony do dokonania wiążącej dla konsumenta interpretacji umowy, jest prawnie niedopuszczalne. Zabrania go wyraźnie art. 3853 pkt 9 Kodeksu cywilnego. Art. 3853 pkt 9 Kodeksu cywilnego wyłącza natomiast możliwość zastrzeżenia dla kontrahenta konsumenta uprawnienia wypowiedzenia umowy zawartej na czas nieoznaczony, bez wskazania ważnych przyczyn i stosownego terminu wypowiedzenia. Wątpliwości budzi m.in. pkt 14 regulaminu Facebooka, który przewiduje możliwość wyłączenia dostępu do portalu w przypadku naruszenia „ducha regulaminu”, które oceniają pracownicy firmy. Także wyłączenie jurysdykcji sądów polskich w sporach konsumenckich, co przewiduje portal Facebook w pkt 15 regulaminu, jest niedozwoloną klauzulą umowną (art. 3853 pkt 23 kodeksu cywilnego)” – czytamy na stronie Fundacji.

Ordo Iuris aktualnie zachęca do poparcia obywatelskiego projektu ustawy, który zostanie przekazany w formie petycji premierowi i Ministerstwu Cyfryzacji. Jeśli polski rząd nie przestraszy się amerykańskiego giganta i przyjmie rozwiązania przygotowane przez prawników Fundacji, użytkownicy zyskają możliwości, jakich w tej chwili nie mają. Do najważniejszych założeń projektu nowelizacji należy:

1. Wprowadzenie w sieciach społecznościowych zasady „co nie jest zabronione, to jest dozwolone” poprzez określenie zamkniętego katalogu przypadków, w których może dochodzić do kasowania treści.

2. Zakaz ograniczania zasięgu treści m.in. ze względu na kryteria polityczne i ideowe.

3. Ustanowienie ścieżki odwoławczej od decyzji o usunięciu treści, nakładającej na portal obowiązek rozpatrzenia odwołania w konkretnym terminie.

4. Wprowadzenie ustawowych gwarancji stosowania w sporach z sieciami społecznościowymi polskiego prawa oraz jurysdykcji polskich sądów.

Z założeniami do projektu ustawy można zapoznać się pod tym linkiem, natomiast sam projekt jest do odczytania TUTAJ. Nasza redakcja zdecydowanie popiera pomysł regulacji, które zobowiążą Facebook oraz inne media społecznościowe do stosowania się do polskiego prawa. Wyrażaliśmy pogląd, choćby na filmie załączonym powyżej w formie komentarza video, że jeśli zagraniczne podmioty działające na naszym terytorium nie stosują przepisów prawnych obowiązujących w Polsce, powinny zostać zablokowane.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Flickr.com/ dawo2012)

Facebook ma coraz większe kłopoty a Polacy walczą o więcej wolności słowa komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama