Felietony, Jeszcze bardziej subiektywne wieści gminne - zdjęcie, fotografia

No i masz ci los. Przyszło astronomiczne lato, a tu klops. Nie ma jak pojechać i pomoczyć zadek nad wodą, bo zimno, że aż ciepłe skarpetki same wyszły z szuflady. Dlatego zamiast siedzieć z piwem nad wodą, śledziliśmy co się dzieje i co się działo, a teraz dzielimy się skrótem tych informacji. Jak zwykle najprawdziwszych, bo zebranych z najmniej wiarygodnych źródeł.

PONIEDZIAŁEK, 1 lipca – Osobno a jednak razem

Partia Biedronia postanowiła dostosować się do pory roku i Wiosna w zasadzie przestała istnieć. Poinformowali o tym sami jej członkowie, którzy akurat zaklinali rzeczywistość i udawali, że Wiosna cały czas jeszcze jest. Otóż – nie jest. Lato rozpoczęło się 23 czerwca, a Wiosna zaczęła zbierać się do odejścia jeszcze w maju, zaraz po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Lider najwyraźniej szykuje się do jesieni średniowiecza, co mogło mu bardziej odpowiadać… z różnych powodów. W każdym razie Wiosna zaczęła rozmowy z Platformą i w zasadzie tonem błagalnym prosi o wpuszczenie na listy. Coś nam mówi, że członkowie tej partii na listy mogą się dostać – na super biorące miejsca od 8 do 17.

I Wiosna miała być osobno z Platformą, a będzie razem – nie mylić z partią, z którą też chciała wcześniej być osobno, a potem razem z Razem. Ale lider partii Wiosna też miał być homoseksualistą, a został w Parlamencie Europejskim specem od praw kobiet. Więc nie dość, że stał się heterykiem, dość takim twardym, to został jeszcze feministką. I weź tu panie ogarnij tę politykę…

WTOREK, 2 lipca – I wilk syty i Manchester City

Pozostając w tematach polityczno – feministycznych zapodajemy informację, jaka chyba była zaskoczeniem. Szczególnie dla białostockich feministek. Działacze Stowarzyszenia dla Polski chcą, żeby obok, a nie zamiast ulicy Łupaszki, była ulica 100-lecia praw kobiet. Byłby wtedy i wilk syty i Manchester City. I tylko poseł Truskolaski wyszedłby na tego na kogo i tak zazwyczaj wychodzi, jak tylko przyjdzie mu do głowy zabierać publicznie głos. On pierwszy domagał się wyrzucenia majora Łupaszki na śmietnik historii, choć jako parlamentarzysta powinien wiedzieć, że to parlamentarzyści, w tym jego koledzy klubowi, głosowali za uhonorowaniem Łupaszki i wynieśli go do rangi bohatera narodowego. Na razie propozycja nazw dwóch ulic – z dwóch różnych bajek obok siebie – przepala powoli zwoje mózgowe wszystkich urzędników oraz polityków przyklejonych do prezydenta o tym samym nazwisku co poseł wyżej wymieniony.

ŚRODA, 3 lipca – Disco bandżo na Polibudzie. Potrzebnych będzie dużo toy-toyów!

Dwa dni potupajki czeka białostoczan na początku sierpnia. Marszałek województwa razem z Polsatem zaprasza na festiwal „Disco pod gwiazdami” w dniach 3-4 sierpnia. Gwiazd ma być dużo, ale zabraknie największej i najważniejszej. Zenka nie będzie! Okazało się, że nie miał wolnego terminu, żeby pojawić się w stolicy disco polo. Na festiwal będzie można przyjść za darmochę i potupać w rytm najbardziej tanecznych hitów. Wszystko to wygląda jak powtórka z Juwenaliów, tylko z tą różnicą, że wszystko zamiast ukrywać za płotami, na żywo pokaże telewizja Polsat. No i wszystko pięknie, ładnie… Disco bandżo czeka pewnie wszystkich do białego rana. Ale czy organizator zamówił już dostatecznie dużo toy-toyów? Bo muza muzą, gwiazdy gwiazdami, a pierwsze potrzeby są zawsze najpierwsze! I tradycyjnie czekamy na telefony od nie mogących zasnąć narzekaczy, że im babcia Maryla Rodowicz spać nie daje.

CZWARTEK, 4 lipca – Tajne łącza magistratu

Te łącza muszą być tajne i to na dodatek mocno. Urzędnicy nie chcą wyjaśnić na jakiej podstawie obliczyli milisekundy, dzielące wpływ wniosku o jeden marsz, od wpływu wniosku o drugi marsz. Dlatego pozwolili przejść tęczowemu marszowi, a nie temu, co to chciał iść w obronie tradycji i rodziny. Redakcja Wieści ma tu podejrzenie z przypuszczeniem, że urzędnicy dowodzeni przez Tęczowe Słońce z czwartego piętra budynku na Słonimskiej, testują właśnie jakieś tajne łącza internetowe na technologii rosyjskich naukowców. Dzięki temu posiadają dostęp do tajnych danych obliczających milisekundy i nie chcą ich ujawnić. Bo na wniosek organizatorów marszu w obronie tradycji i rodziny o podzielenie się wiedzą o tej technologii, wzięli i odmówili. A tylko tak dałoby się ustalić, który wniosek, o który marsz, wpłynął jako pierwszy. Sprawa najprawdopodobniej zakończy się w sądzie, a tam już tajne łącza stracą na tajności – o ile sąd będzie chciał poznać najnowszą technologię żywcem z rosyjskich laboratoriów. W każdym razie od momentu, kiedy urzędnicy postanowili zataić tę technologię, ich szef zaczął być określany jako Tęczowy… (tu pojawiają się trzy litery). I nie, nie jest to to, co myślicie – bo kierownik urzędu został określony jako Tęczowy Wuc! Gdyż na wodza to jeszcze mu brakuje amerykańskiej technologii.

PIĄTEK, 5 lipca – Kto nie ma raz w głowie, ten ma dwa razy w nogach

Przekonali się o tym kolejny raz radni wojewódzcy, którzy cierpią na jakąś depresję. A przynajmniej część z nich musi cierpieć, bo spadła im samoocena. Gdyby dobrze sami siebie ocenili w czerwcu, kiedy była ku temu okazja, nie musieliby jechać znowu do Białegostoku i to tylko na 10 minut. Po co? Żeby zagłosować za odwołaniem marszałka, którego i tak by nie odwołali – nawet jak by wołali przez największe głośniki. Artur Kosicki, choć marszałkiem jest od pół roku, był najczęściej odwoływanym i powoływanym marszałkiem chyba w historii Polski. Dlatego podczas sesji Sejmiku panowały emocje jak na rybach i grzybobraniu razem wziętymi, a radni tylko stracili czas na dojazdy. Ale za to przekonali się, że prawdą jest powiedzenie, że kto nie ma raz w głowie, to ma dwa razy w nogach.

SOBOTA, 6 lipca – Strój z kartofli

Właśnie takie odzienie mogłaby sobie sprawić pani Barbara Nowacka, która przyjechała do Białegostoku z politykami Platformy. Wielce się zdziwiła, że na rynku na Kawaleryjskiej nie ma klientów, ale na Giełdzie Rolnej na Andersa to są. No bo kto by pomyślał, że bluzkę, spodnie czy walizkę to się nie kupuje codziennie, ale takie kartofle to można codziennie? Politycy Platformy choć na rynek na Kawaleryjską przyjechali, to se pochodzili, porobili zdjęcia, pogadali, ale żeby coś kupić… to ot, hroszy ni ma. I taki z nich pożytek dla kupców. O reszcie społeczeństwa nie ma co wspominać w kontekście pożytku. Redakcja Wieści doradza, żeby następnym razem coś kupili, choć nocnik jaki, albo sznurówki do butów, cokolwiek, albo pomyśleli poważnie o strojach z kartofli. Żeby nikt im nie wypominał buractwa i cebulactwa.

(Redakcja Wieści Gminnych/ Foto: BI-Foto)

Jeszcze bardziej subiektywne wieści gminne komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama