-1°C całkowite zachmurzenie

Karczma za Płotem oferowała „Podmoskownyje wieczera” do obiadu

Na swój sposób można by powiedzieć, że Czarna Białostocka to miasto lidera, przynajmniej kulinarnego. Bo to właśnie z powodu pierwszego w historii naszych kulinarnych wypadów za miasto, nawiedziliśmy tę miejscowość po raz drugi. Czyżby ta dobrze znana na Podlasiu osada wyrastała nam na gastronomiczną stolicę regionu? To się okaże. Choć musimy przyznać, że drugi miejscowy lokal po słynnym „golonkowym” Barze Max, mocno podnosi poprzeczkę w porównaniu do innych do tej pory odwiedzanych przez naszą mobilną inspekcję. W każdym razie nasza srebrna strzała wyładowana do ostatniego miejsca zajechała pod Karczmę za Płotem.

Od dłuższego czasu irytowało i zarazem ciekawiło nas, co też się dzieje za płotem, a raczej w „Karczmie za Płotem”. Jeździło się i tu i tam, ale jakoś zawsze wygrywał Max ze swoją świńską giczą. Do czasu. Tym razem brak miejsc i dokuczający już głód spowodował szybką i jednogłośną decyzję. „The winner is…” – Karczma za Płotem! Jedziemy. Lokal ten jest położony w sąsiedztwie, bo zaledwie kilkanaście kilometrów od Białegostoku, tuż przy głównej drodze, więc przemieszczenie się nie zajęło nam dużo czasu. „Nam” – gdyż tym razem skład był mocny i zwarty czego dowodem był emerytowany stoper naszej Jagi na pierwszym siedzeniu „srebrnej strzały”. I tak oto słynny „Lis” zamiast golony w Maxie opędzluje pyszną karkówkę „Za płotem”. Ale po kolei.

Gwoli redakcyjnej powinności musimy przypomnieć naszym czytelnikom, że Czarna Białostocka to gmina miejsko-wiejska w powiecie białostockim. Położona jest w odległości około 15 km od Białegostoku w kierunku Grodna na Białorusi. Otoczona prawie z każdej strony lasami zasłynęła dobrym bimbrem oraz dużą ilością bimbrowników i ich manufakturek zaszytych w głębokiej puszczy.

Dojechaliśmy do „Karczmy za Płotem”. Parking duży, miejsca wystarczy na kilkanaście samochodów co najmniej, choć trzeba uważać, żeby go nie minąć, bo wjazd jest dość wąski. Już od progu – ku naszemu zaskoczeniu – przywitały nas dźwięki na żywo granej muzyki. Jak się okazało to miejscowe trio akordeonowe Akord, które od lat w każdą niedzielę przygrywa „do kotleta”. I tu trzeba przyznać, że robią to naprawdę dobrze. Generalnie z miejsca duży plus. A szczególnie, że na wejściu trio zagrało nam słynne „Podmoskownyje wieczera”.

Nie da się ukryć, że na plus zapracowało także wnętrze lokalu, niezbyt duże na pierwszy rzut oka, ale niesamowicie przytulne. Przypominające starą wiejską chatę, wszystko w drewnie, na ścianach rękodzieła i stare obrazy. Normalnie tylko siadać do stołu i brać litra. Niestety, albo i stety, tym razem członkowie ekspedycji zachowali w miarę umiarkowaną trzeźwość. Ekstrema nas nie interesuje. I jak wspomnieliśmy, lokal pozornie duży nie jest, ale jak się okazuje posiada drugą salę tzw. Bankietową. Na terenie przyległym do karczmy znajduje się ogród rekreacyjny z miejscem do zabaw dla dzieci, mini skansenem czy polem do siatkówki. Po krótkiej wizytacji przeszliśmy do głównego zadania tego popołudnia, czyli do konsumpcji.

Musimy uczciwie przyznać, że Karczma za Płotem zrobiła nas mega pozytywne wrażenie. Z pewnością „plusem dodatnim” był zespół. Jedzenie też było smaczne w dawkach mocno solidnych i nie zmieni oceny nawet mało ogarnięty kelner, który delikatnie „popultał” zamówienie. Nie zmienią wysokiej oceny też przerwy w elektryczności, które oczywiście nie były winą bardzo sympatycznych właścicieli, tylko burzy, która akurat miała ochotę przejść w okolicy. A konkretnie fazy zabrakło za sprawą szalejącego kilka tygodni temu „Grzegorza”. Ale miało to też swój urok, ponieważ brak prądu nadał temu miejscu jeszcze bardziej wyjątkowy charakter. I co najlepsze – w niczym nie przeszkodził, jeśli chodzi o zamówienie czy degustację. Warto wiedzieć, że w „Karczmie za Płotem” nie ma odgrzewania w mikrofali, czy czymś podobnym. Wszystko jest świeże, gotowane lub pieczone w piecu. Można? Można!

Tak na marginesie to nie mamy lotniska ,nie mamy uchodźców, nie mamy dobrego połączenia ze światem, nie mamy zamachów, nie mamy powodzi (oprócz Aqua Parku Antoniuk po ulewie), to przynajmniej burza nam trochę podniosła adrenalinę. I git!. Zamówienie złożyliśmy na bogato. Ale ogólnie rządziła karkówka i schabowy. Na początek jednak postanowiliśmy się uraczyć czymś na rozgrzewkę i była to… nie, nie wódka, ale herbata – idealna na tę porę roku. Miód malina! Czarna herbata z pomarańczami, goździkami i miodem. W życiu lepszej nie piliśmy. Nawet dla samej herbaty warto pojechać do Karczmy za Płotem.

Męska część załogi mobilnej inspekcji kulinarnej uraczyła się flaczkami, które podane mocno gorące, bardzo przypadły do gustu. Przyprawione, pachnące majerankiem połechtały podniebienia pod część dalszą obiadu. A dalsza część obiadu składała się z ziemniaków z karkówką, ziemniaków ze schabowym i prawdziwie męskim zestawem składającym się z ziemniaków, ale zarówno z karkówką, grillowaną piersią z kurczaka oraz boczkiem na jednym talerzu. Wszystko doprawione masłem czosnkowym oraz z boku z zestawem surówek. Dodamy, że ziemniaki można zamówić w różnej formie – gotowane z wody, zapiekane lub frytki.

Powiemy, że jedzenie bardzo pyszne, które stawia Karczmę za Płotem naprawdę wysoko. Na tyle wysoko, żeby z czystym sumieniem zarekomendować tam wizytę wszystkim głodnym i tym, którzy – tak jak my – lubią sprawdzić, gdzie i jak karmią. Czarna Białostocka leży wystarczająco blisko, żeby tam zajrzeć, co z całego serca polecamy. Obsługa, jak i właściciele, zasługują na naprawdę wysoką notę. A szczególnie za jeszcze coś. I to – podobnie, jak zimową herbatkę na rozgrzanie – musicie koniecznie spróbować. To serniczki. No palce lizać! Lepszych nigdzie nie jedliśmy.

Członkowie lotnej ekipy najedli się jak za króla Jagiełly i pozwiedzali cały obiekt, który szczególnie latem oferuje bardzo wiele możliwości – od grilla na świeżym powietrzu, po pikniki czy miejsce do przyjęć dla najmłodszych. Wbrew pozorem lokal jest bardzo duży, a okolica przecudna. Zresztą jak wygląda, widać na zdjęciach.

Reasumując, może nie ma tam takiej świńskiej nogi jak u sąsiadów, a przynajmniej tym razem jej nie próbowaliśmy, ale za to mają inne bardzo dobre rzeczy. Nam szczególnie przypadły do gustu serniczki. Gorąco polecamy Karczmę za Płotem, bo i cenowo jest tak jak na stole – znaczy dobrze. Aby najeść się do syta czteroosobową rodziną nie wydacie więcej niż 100 zł, a pewnie jeszcze i sporo zostanie. My na pewno tam wrócimy. A jak już wiecie, samo to, że anonsujemy powrót, wystawia dobrą laurkę tej miejscówce. Zapamiętajcie – Karczma za Płotem w Czarnej Białostockiej musi się pojawić w Waszych obiadowych planach.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska i Maciej Kudrycki)

Karczma za Płotem oferowała „Podmoskownyje wieczera” do obiadu komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2017-12-03 08:32:25

    Od dawna uważam, że to jeden z najlepszych lokali na tej trasie. Schabowy na cały talerz - palce lizać.

  • gość 2017-12-03 12:07:13

    Byłam tam juz kilka razy, latem. Zamiast herbatki piłam świetny, zimny napój. Potwierdzam, że dania ogromne, smaczne, bardzo ładnie podane. Obsługa bardzo miła. Zespół umila pobyt. Szkoda, że sam płot sie zmienił, poprzedni, pleciony bardziej mi się podobał. Polecam wszystkim, blisko i smacznie.

  • gość 2017-12-03 12:15:03

    Treść komentarza...

  • Gość - niezalogowany 2017-12-03 23:51:38

    My ròwnież często tam bywaliśmy do momentu, kiedy zobaczyłam jak właścicle traktuje kelneròw i pracownikòw- burczy,rozkazuje, jest bardzo opryskliwy.Często zmienia się tam personel. Chciałam ròwnież zarezerwować salę na uroczystość rodzinnà,ale 12 osòb to było dla właściciela za mało i nawet nie chciał rozmawiać na ten temat. Còż, szkoda, ale ja do takich ludzi nie przychodzę.

Dodajesz jako: Zaloguj się