11°C umiarkowany deszcz

Kiedyś uciekano ze wsi do miast, teraz ruch odbywa się w przeciwnym kierunku

W Białymstoku liczba mieszkańców wiele się nie zmieniła w ostatnich latach. Jednak zgodnie z prognozami demograficznymi, wkrótce ta liczba się zmniejszy. Coraz częściej poszukujemy ciszy i spokoju, którą odnajdujemy poza miejskim zgiełkiem. Ma to swoją cenę.

Jeszcze kilka lat temu w Polsce było 41 miast z liczbą mieszkańców powyżej stu tysięcy. Obecnie takich miast jest już 38 i wkrótce będzie ich jeszcze mniej. Oprócz tego, że jest nas mniej w związku z ogólną sytuacją demograficzną, to na dodatek ludzie coraz częściej wybierają życie poza dużymi miastami. Uciekają do strefy podmiejskiej, gdzie budują domy i znajdują swój azyl. Niestety, ma to spore konsekwencje finansowe, zwłaszcza dla większych miast, na których budżetach spoczywa odbywający się na naszych oczach proces suburbanizacji. Mówiliśmy o tym w naszym komentarzu video już kilka miesięcy temu, ale warto go znów przypomnieć.

Od początku lat 70-tych ubiegłego wieku do polskich miast napływali mieszkańcy wsi. Ten proces był związany z rozwojem przemysłu, szukaniem też miejsc pracy i lepszego życia. Od kilku lat trend ten uległ zmianie. I coraz częściej zamieniamy miejski zgiełk na wiejski klimat z czystym powietrzem. Tak też się dzieje w Białymstoku i pod Białymstokiem. Wystarczy popatrzeć jak rozbudowały się okoliczne wsie, jak Grabówka, Horodniany, Kleosin, Sowlany, Olmonty, Niewodnica, ale także i najbliższe miasteczka jak Wasilków czy Supraśl.

- Kiedy ośrodki miejskie się uprzemysławiały wiele osób przenosiło się tam ze wsi. Później, gdy zaczęliśmy się troszeczkę bogacić, ludność nie chcąc kupować mieszkań w dużych skupiskach ludzi budowała się na obrzeżach, gdyż było to tańsze, a jednocześnie zgodne z naturą i zrównoważonym rozwojem. Te osoby nie straciły jednak kontaktu z miastem – wyjaśnia geograf prof. Daniela Szymańska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Taka sytuacja ma niestety swoje konsekwencje, które zaczniemy odczuwać szybciej niż nam się wydaje. Proces suburbanizacji jest bardzo kosztowny dla większych ośrodków miejskich. To duże miasta muszą zadbać o drogi dojazdowe, placówki użyteczności publicznej, komunikację miejską oraz szereg innych rzeczy, na które potrzebne są pieniądze. A jak wiadomo pieniądze takie biorą się z podatków. Zatem jeśli w miastach zacznie ubywać mieszkańców, podatków też nie będzie i o potrzeby nie będzie jak zadbać. To nie wszystko.

Ogromnym problemem dla wielu samorządów wkrótce będą zadłużenia, które zaciągnięto w związku z inwestycjami. Dlatego niektóre miasta już podjęły starania o sprowadzenie do siebie nowych mieszkańców. Chodzi przede wszystkim o to, aby nie doszło do spadku wpływów do budżetu i przez to nie pojawił się brak finansowania na utrzymanie wszystkiego, co powstało w ostatnich latach.

- Samorządy pozbawione będą płatników podatków, a jeśli spojrzymy na ludność, znajdzie się w niej wyraźna nadreprezentacja osób starszych, a więc takich, których podatki są relatywnie niskie, a które jednocześnie są znaczącymi konsumentami usług z zakresu przede wszystkim usług opiekuńczo-pielęgnacyjnych, za co odpowiedzialne są władze samorządowe – wyjaśniał już rok temu w rozmowie z PAP Piotr Szukalski demograf z Uniwersytetu Łódzkiego.

Mając na uwadze taki stan rzeczy trudno zrozumieć, dlaczego w naszym mieście jeszcze nikt nie podjął się debaty o sytuacji demograficznej za kilkanaście i więcej lat. To teraz jest właściwy moment na podejmowanie stosownych działań, które mogą przecież zaowocować i to dopiero za kilka lat od momentu wdrożenia wypracowanych programów. A nad programami nawet nikt jeszcze nie usiadł i nic nie przedyskutował.

Kiedy popatrzymy na to, co powstawało w naszym mieście w ostatnich latach, wyraźnie zobaczymy, że inwestycje nie były ukierunkowane na powstawanie miejsc pracy, ani rozwój gospodarczy miasta. Poprawiliśmy sobie w niektórych miejscach komfort życia, głównie w poruszaniu się samochodami. Choć najwyraźniej nie pasował on wszystkim, skoro tysiące białostoczan wolało przeprowadzić się poza Białystok. Jeśli nie zadbamy o rozwój miejsc pracy i rozwój gospodarczy jako taki, kredytów inwestycyjnych może nie mieć kto spłacać. Za to trzeba będzie utrzymać coraz większą liczbę osób w wieku poprodukcyjnym.

Prof. Szymańska zauważyła, że często władze starają się wyhamowywać ten proces i aktywizować miejscowości, zachęcać ludzi do powrotu. Ale to głównie dzieje się tam, gdzie faktycznie myśli się o przyszłości, a nie doraźnych korzyściach politycznych oraz tam, gdzie dbałością otacza się wyłącznie dobry pijar.

- W miastach tworzy się nowe przestrzenie, wdraża się programy wspierające przedsiębiorczość i aktywność zawodową, uszlachetnia się ich centra, rewitalizuje, zmienia się charakter funkcjonalny, powstają nowe tereny zieleni. Część osób wraca. Ten proces nazywamy gentryfikacją – tj. uszlachetnieniem – mówiła profesor.

- Zwracamy uwagę na to, że nie jakieś wymyślne inwestycje za te pieniądze, które się pojawiają, tylko potrzebne jest tworzenie dobrych warunków. Żeby młodzi ludzie chcieli zostać, chcieli pracować w określonym środowisku lokalnym, chcieli tam założyć rodzinę, wychowywać dzieci na tym terenie – mówiła w Białymstoku przed kilkoma tygodniami Przewodnicząca Rządowej Rady Ludnościowej, prof. Józefina Hrynkiewicz.

Jak dotąd, setki kilometrów dróg, wszelkie duże obiekty nie zachęciły młodych ludzi do pozostania w Białymstoku. Nadal spora część z nich po skończeniu szkoły lub studiów wyższych myśli o emigracji. Pytaliśmy wielokrotnie studentów białostockich uczelni czy wiążą swoją przyszłość z naszym miastem. I z odpowiedzi wynika, że tylko część z nich ma zamiar pozostać w stolicy Podlasia. To głównie mieszkańcy mniejszych miast naszego regionu. Sami białostoczanie – jak nam mówili – wolą poszukać lepszej przyszłości z dala od naszego miasta.

Jedyną dobrą wiadomością na przyszłość dla Białegostoku jest to, że wciąż napływają do nas mieszkańcy z mniejszych miast z województwa podlaskiego. Ale jeśli nie będzie tu czego szukać, a warunki życia się nie poprawią, oni również pojadą dalej.

(Źródło: www.kurier.pap.pl/ Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: K.)

Kiedyś uciekano ze wsi do miast, teraz ruch odbywa się w przeciwnym kierunku komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się