Motoryzacja, Kierowcy nadal jeżdżą chodniku jeden śmiertelny wypadek mało - zdjęcie, fotografia

Kierowca cofając samochodem dostawczym nie zauważył pieszej, która szła prawidłowo po chodniku. To była pierwsza śmiertelna ofiara parkowania i jazdy po chodniku na ulicy Skłodowskiej. Co się zmieniło od tamtej pory? Absolutnie nic. Poza tym, że kolejna ofiara śmiertelna jest dopiero w drodze.

Początek tego roku przyniósł tragiczne w skutkach zdarzenie drogowe. Choć w tym przypadku właściwiej jest mówić o zdarzeniu chodnikowym. Bo dostawczak pod jednym z lokali gastronomicznych na Skłodowskiej potrącił kobietę, która przechodziła chodnikiem. Niestety, nie udało się jej uratować. Kierowca zwyczajnie nie widział jej, kiedy cofał. Ona zaś była niechronionym uczestnikiem ruchu w miejscu, w którym nie powinien jechać żaden pojazd samochodowy.

To tragiczne wydarzenie niczego nie nauczyło kierujących, którzy dowożą towary do pobliskich restauracji i sklepów. Problem istnieje od dawna. Bo choć parking jest dość duży, często brakuje na nim wolnego miejsca. W bezpośrednim sąsiedztwie jest bowiem sporo miejsc użyteczności publicznej, w tym budynek sądu, do których ludzie dojeżdżają samochodami. Kiedy wszystkie miejsca parkingowe są zajęte, samochodem dostawczym nie da się zaparkować, co stanowi problem dla kierowców tych dostawczaków, bo muszą oni przenieść ciężkie skrzynki lub beczki, tudzież inne większe opakowania z produktami. Tyle, że często zdarza się podjeżdżanie pod lokal gastronomiczny lub spożywczy nawet, jeśli są wolne miejsca na parkingu.

- Tu cały czas ktoś wjeżdża na chodnik. Trzeba uważać, bo ci kierowcy się spieszą. Biegają z tymi skrzynkami, z papierami jakimiś. Nie patrzą, że ktoś właśnie wyszedł ze sklepu na chodnik. Chwila moment i nieszczęście gotowe. Tak nie powinno być, bo chodnik to nie jest miejsce do jeżdżenia – mówi naszej redakcji Andrzej, mieszkaniec bloku z ulicy Skłodowskiej.

- Zimą na Skłodowskiej już zginęła jedna kobieta. Kiedy ktoś inny zginie, to tylko kwestia czasu. Trzeba jakoś inaczej to wszystko zorganizować, żeby kierowcy tych dużych samochodów nie wjeżdżali pod drzwi. Kiedyś z sąsiadami rozmawialiśmy, że można by było postawić znak, żeby przykładowo mogli na 10 minut na jezdni zaparkować, na czas rozładunku, kiedy nie ma miejsca na parkingu – uważa Dorota, mieszkanka osiedla Piaski.

Największy problem z samochodami jeżdżącymi po chodniku na Skłodowskiej jest oczywiście w godzinach porannych. Wówczas dowożony jest towar, choć zdarza się, że dostawczaki parkują i około południa. Tak być nie powinno i urzędnicy powinni znaleźć wspólnie z restauratorami oraz właścicielami lub najemcami obiektów handlowych wyjście z tej sytuacji – tym bardziej, że ulica Skłodowskiej jest dość mocno obciążona ruchem.

Nie da się natomiast znaleźć usprawiedliwienia dla tych kierowców, którzy mając wolne miejsce na parkingu podjeżdżają mimo wszystko pod punkt, do którego towar mają dostarczyć. Tu jest już zadanie albo dla policyjnej „drogówki”, albo dla straży miejskiej. Być może kilkaset złotych mandatu będzie odpowiednią lekcją przypominającą, że chodnik służy pieszym.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Facebook/ Pieszy Białystok)

Kierowcy nadal jeżdżą po chodniku. Czy jeden śmiertelny wypadek to za mało? komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama