Lecą Wióry: Chwała Jowiszowi, że Derektor to nie Kaligula!

Blogi, Lecą Wióry Chwała Jowiszowi Derektor Kaligula! - zdjęcie, fotografia

Ot gdyby ktoś w Derekcji Generalnej poszedłby po rozum do głowy, podpowiedziałby Derektorowi, żeby wydał jaką bumagę nakazującą nadleśniczym nabyć do każdej biblioteczki leśniczego książkę Aleksandra Krawczuka „Poczet cesarzy rzymskich”. Zamiast wydawać krocie na bałwańskie książki o chrobotkach i orlikach, na półce każdej kancelarii w Polsce stanęło by dzieło, które pokazałoby i unaoczniło, że władze Państwowego Gospodarstwa Leśnego, a już w ogóle Derektor Generalny nie są takie złe, jak się o nich tyle w kancelariach, jak Polska długa i szeroka gada.

Czy taki Derektor jest jak Kaligula? On to, by pokazać innym senatorom jakimi są durniami, mianował swego ulubionego konia również senatorem. Czy miała miejsce taka sytuacja w Lasach Państwowych aby na wyższy urząd mianowano jakiegoś osła? Każdy z doświadczenia może sam sobie na to odpowiedzieć!

Albo dajmy na to Neron. Nie dość, że kazał zamordować matkę i pierwszą żonę, to po pijaku kopnął w brzuch drugą, ciężarną małżonkę, wysyłając ją na tamten świat. Nie wspominając o tym, że kazał spalić Rzym. Czy znalazłby się taki szubrawiec w zacnym gronie leśnej wierchuszki? Śmiem wątpić. A nawet gdyby, to na pewno by się to nie wydało!

Nikt też nie może powiedzieć, że Derektor przypomina takiego Kommodusa, drania i typa spod ciemnej gwiazdy, będącego jednocześnie cesarzem rzymskim, który najbardziej lubił mordować zwierzęta w cyrku, załatwił na amen siostrę (na usprawiedliwienie trzeba przyznać, że ta próbowała załatwić najpierw kochanego braciszka cesarza –  ot jaka piękna rodzinka) i całą kupę swoich krewnych. O małżonce zamordowanej w pięknych okolicznościach przyrody na wyspie Capri nie wspomnę, bo taki cesarz powinien żonę trzymać krótko – to znaczy niezbyt długo. Skończył zresztą marną śmiercią – najpierw niedokładnie otruty, a potem doduszony w trakcie wymiotów przez tępego osiłka. Nigdy nie słyszałem o podobnych wypadkach w GDLP.

Innym cudownym dzieckiem cesarstwa rzymskiego i epoki był Karakalla, po którym w Rzymie zostały najbardziej imponujące ruiny łaźni, tak zwane termy Karakalli (obejście tej imponującą kupy cegieł dookoła, średnio wysportowanemu leśnikowi zajmuje około pół godziny). Czym miał wypełnioną głowę ów człowiek -nie wiadomo, ale oprócz trocin i sieczki zdaje się, że niewiele można było tam znaleźć. Gdyby taki człowiek został Derektorem Generalnym, historię Lasów Państwowych należałoby napisać na nowo i byłoby tam o wiele więcej krwi, przemocy i zabójstw, aniżeli w sławnym filmie „Piła”. Kogóż zamordował ów wyrodek? Oczywiście swojego rodzonego brata. Pozbawił dziewictwa jedną z westalek, którą potem jako cesarz skazał na śmierć za niedopełnienie ślubów. Mądrala. Oprócz tego kazał wymordować takie mnóstwo ludzi, że przeklęty Herod od Rzezi Niewiniątek, wydaje się barankiem łagodnym. Zginął marnie, kiedy udał się „na stronę” zadźgany mieczem przez spiskowca. Nawet we wschodnich Derekcjach Regionalnych Lasów Państwowych nie dzieją się takie rzeczy!

Wszystko jednak przebił synalek Karakalli, na którego wołano Heliogabal. Muszę wam drodzy czytelnicy powiedzieć, że rzadko spotyka się takiej klasy „artystę”. Po tatusiu odziedziczył wyżej wspomniane trociny i sieczkę zamiast rozumu. Cesarzem ogromnego Imperium został jako czternastolatek. Obecnie takim młodym jegomościom obawiamy się dawać jeździć skuterami, a tu dostał smarkacz rządy nad połową świata.

No się zaczęło.

O tysiącach pomordowanych nawet nie warto wspominać. Nawet konkubenta matki zadźgał własnoręcznie, kiedy ten nakłaniał go do odbywania nieco mniejszej ilości perwersyjnych orgii. Mało mu było mordowania ludzi, więc nakazał dureń urządzenie pokazu polowania, gdzie zamordowano 51 tygrysów. Czyż to nie bałwan?

Oprócz tego przebierał się za prostytutkę i świadczył rozmaite usługi wieczorami. A na koniec „wyszedł za mąż” za niejakiego Hieroklesa. Takie było dżęder w starożytnym Rzymie! Mąż prał równo cesarza Heliogabala, toteż często łaził on po pałacu z niemożliwie obitą gębą. I bardzo to lubił(a).  Koniec tego kabotyna i błazna był oczywisty – zarżnięto go (męża i matkę również) i wrzucono do słynnego kanału na ścieki Cloaca Maxima.

Chwała Bogu, że w Lasach Państwowych póki co tytuły Derektorów nie są dziedziczne!

Dziękujmy zatem bogom rzymskim, że nie dopuścili aby za trwałą, wielofunkcyjna i zrównoważoną gospodarkę leśną, były odpowiedzialne takie typy i łobuzy. jak wymienione przez autora w „Poczcie…”. Byłoby po prostu z Lasami, jak z tym całym Rzymem – „… ch…j, dupa i gałęzi kupa”!

Gdyby ten pan został Derektorem Generalnym za drewno „przelegujące” powyżej 100 dni na stanie leśnictwa, groziłaby co najmniej śmierć (a w gorszym przypadku odebranie dodatku funkcyjnego).

(Źródło: https://lecawiory715656409.wordpress.com/2015/05/ Foto: pixabay.com/ sculpture)

Lecą Wióry: Chwała Jowiszowi, że Derektor to nie Kaligula! komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama