13°C rozproszone chmury

Lecą wióry: Pewna płonąca stodoła…

Blogi, Lecą wióry Pewna płonąca stodoła… - zdjęcie, fotografia

To jedna z takich historyjek, dzięki którym niektóre babki po wsiach wierzą w Pana Boga.

Dawno temu, ale nie tak znowuż dawno, żeby tego nie pamiętać, żył sobie pewien nadleśniczy. Macie rację czytelnicy, ten nadleśniczy był drań. Wprawdzie nie należy wszystkich nadleśniczych wkładać do jednego wora z draniami i łobuzami, ale nie oszukujmy się siostry i bracia – ten akurat był łotrem i huncwotem, a na dodatek siadał w pierwszej ławce w kościele ( zgadzam się! Nie z takich miejsc zabierano prosto do Piekła! Wspomnijmy Nerona i Kaligulę!).

Temu nadleśniczemu niczego nie brakowało. Może nieco spokoju w miejscu pracy, ponieważ nieopatrznie zatrudnił w biurze pewną bliską sobie osobę, która potem całymi dniami suszyła mu głowę za różne tam niedociągnięcia personalne. Poza tym niczego.

Starczało mu od pierwszego do pierwszego? Ano starczało. Głodował? Gdzieżby! Już mu tam firma nie dała głodować! Mało to posiłków regeneracyjnych wydaje się w nadleśnictwie? No nie. Wrąbie się kapuśniaku z wkładką mięsną i świat na różowo widzi! Toteż nasz nadleśniczy nie głodował.

No ale jakże to by wyglądało, żeby pilnować takiego majątku i nic z tego nie mieć? Kusiło człowieka żeby uszczknąć, no kusiło (normalnego nie kusi, ale mówimy o łachudrze)…

To i uszczknął. Oczywiście nie wziął fury i nie pojechał do lasu, bo jak by to wyglądało, żeby nadleśniczy sam furą jechał po drzewo, ale dzięki sznureczkom za jakie pociągał w swojej firmie, udało mu się nagromadzić niemały zapas desek, krokwi, bali w pewnej stodółce na skraju lasu. Taki kapitalik początkowy…

Tajemnica stodółki na skraju lasu była powszechnie znaną tajemnicą, bo w tamtych czasach ludzie i bez „Faktu” radzili sobie w wszechwiedzą o bliźnich. Stodółka zaś stała jak wyrzut sumienia na ciele lokalnej społeczności. Jak wrzód. Wypełniona dobrem pochodzącym z lasu, o którym wówczas jeszcze nikt nie miał pojęcia, że jest trwały, wielofunkcyjny i zrównoważony.

Aż przyszedł ów dzień sprawiedliwości.

Podczas burzy piorun trzasnął w stodółkę. Ta wypełniona drewnianym i dobrze wysuszonym wkładem (znał się nadleśniczy na suszeniu drewna), spaliła się szybko i doszczętnie. Kradzione nie utuczyło pana nadleśniczego. Mało tego! Miał niemało kłopotów z właścicielem stodółki, który domagał się odszkodowania, za użytkowanie jej niezgodnie z przeznaczeniem (gdzież chrześcijanie, stodoły do paserstwa używać?!). Odetchnęła lokalna społeczność! Jest sprawiedliwość na świecie! Niektórzy podejrzewali Opatrzność, ale czy chciałoby się Panu Bogu zajmować tarcicą? Wprawdzie kradzioną, ale zawsze to tylko deski… Mało to wojen i głodu na świecie?

(Źródło: https://lecawiory715656409.wordpress.com/2015/04/22/pewna-plonaca-stodola/ Foto: pixabay.com/ fire)


Lecą wióry: Pewna płonąca stodoła… komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl