Polityka, Lewica wróciła głowy partii Razem - zdjęcie, fotografia

Po czterech latach nieobecności przedstawiciele lewicy wracają do Sejmu. W postaci koalicji trzech partii: Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Razem i Wiosny. Łącznie w IX kadencji zobaczymy 49 posłanek i posłów lewicy. Województwo podlaskie będzie reprezentował Paweł Krutul z Wiosny, który startował z pierwszego miejsca na liście. Pytamy, jak lewicowi politycy z naszego regionu oceniają wynik wyborczy i fakt, że znowu są - jako całość - w grze, w wielkiej polityce. I choć lewicy na chwilę obecną rozłam nie grozi, to roszady się szykują. Media bowiem donoszą, iż SLD może połączyć się z Wiosną w jeden organizm. Rozmowy trwają. Co na to Razem, które do Sejmu wprowadza najmniejszą liczbę reprezentantów? Wydaje się, że tu ugięcia nie będzie i ugrupowanie jakim jest Razem, dalej będzie kroczyło swoją ścieżką, choć w koalicji. Nie powinno być też w przypadku tej partii transferów do silniejszych - przynajmniej teoretycznie - partnerów.

Lewica się zjednoczyła i wydaje się, że tylko dzięki temu weszła do parlamentu. Zagranie było dość zachowawcze, bo nie przystąpiła do wyborów w formie oficjalnej koalicji, a kandydaci Razem, Wiosny i SLD zostali rozmieszczeni na listach Komitetu Wyborczego Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Przypomnijmy, że poprzednio Koalicyjny Komitet Wyborczy Zjednoczona Lewica (SLD, TR, PPS, UP, Zieloni) otrzymał 7,55 proc. głosów i do wymaganego dla koalicji ośmioprocentowego progu zabrakło niewiele. Partia Razem startowała oddzielnie, dostając 3,62 proc. (próg to 5 proc.). Wiosna jeszcze nie istniała.

W tym roku KW SLD otrzymał 12,56 proc., tym samym wprowadzając do Sejmu 49 posłanek i posłów (23 związanych z SLD, 15 z Wiosną, sześcioro z Razem, pięcioro nie deklarujących przynależności partyjnej), a ponadto dwójkę senatorów (z Polskiej Partii Socjalistycznej i Wiosny).

Sojusz Lewicy Demokratycznej może poczuć się mocny. Najgorzej w zestawieniu wypada Razem, z której to partii będzie najmniej przedstawicieli lewicy w Sejmie.

Z województwa podlaskiego liczono po cichu na dwa mandaty. Jest jeden. Wziął go Paweł Krutul z Wiosny, kandydując z pierwszego miejsca na liście. Poseł elekt deklaruje, że w Sejmie chce pracować ponad partyjnymi podziałami. Zamierza lobbować na rzecz budowy infrastruktury drogowej w naszym województwie, w tym obwodnic miast. Ma plan, by zainicjować porozumienie, formę przymierza wszystkich parlamentarzystów z naszego regionu, by wspólnie lobbować, walczyć na rzecz zwiększenia dostępności Podlasia poprzez budowę dróg. Według niego razem, ponad partyjnymi podziałami, dla regionu można załatwić więcej. Zapewnia, że chce łączyć. Polityków wszystkich opcji, którzy weszli do Sejmu startując z podlaskich list. Bo tylko w ten sposób można osiągnąć więcej dla regionu. Wspólnie. Drogi nie mają zabarwienia politycznego.

Mimo 14 mandatów z Podlasia, tak naprawdę w Sejmie będzie tylko 13 reprezentantów regionu. Jedynką na liście Konfederacji był tu bowiem Robert Winnicki, nie mający wiele wspólnego z naszym województwem.

Martwi mnie, że z okręgu nr 24, obejmującym województwo podlaskie, startowali ludzie nie związani z regionem, tak zwani spadochroniarze - mówi Krutul.

Lewica wprowadziła swojego przedstawiciela do parlamentu z podlaskiego, ale niedosyt w poszczególnych ugrupowaniach na pewno pozostał. Po pierwsze w SLD, gdzie Piotr Kusznieruk, szef tutejszych struktur, startując z drugiego miejsca na liście musiał obejść się smakiem mandatu. Po drugie: w partii Razem (od niedawna oficjalna nazwa ugrupowania to Lewica Razem), gdzie młodzi działacze byli jednymi z bardziej aktywnych, jeśli chodzi o konferencje prasowe i zaangażowanie w informowanie za pośrednictwem mediów o swoich postulatach. Zostali z niczym, a jednak ogólnopolski wynik napawa ich optymizmem. Rozmawialiśmy z kilkoma tutejszymi działaczami, na których - jakkolwiek to zabrzmi - opiera się struktura Razem w regionie, aczkolwiek - i to trzeba podkreślić - nie tylko na nich.

Jestem dumna i szczęśliwa, że przedstawiciele naszej partii znajdą się w parlamencie. Tym bardziej, że z natury jestem pesymistką. Te 12,56 proc. w skali kraju dla lewicy to duży sukces. Pokazuje to, że jesteśmy potrzebni, że głos w obronie najsłabszych jest wyczekiwany przez społeczeństwo, a my go właśnie gwarantujemy - komentuje Katarzyna Rosińska, rzeczniczka prasowa okręgu, która startowała w wyborach do Sejmu z trzeciej pozycji, otrzymując 5 280 głosów, czwarty wynik.

Rosińska jest zadowolona z 49 miejsc w Sejmie, które zajmą politycy lewicy. Martwi ją jednak to, że wśród wszystkich partii niespełna jedną trzecią parlamentarzystów będą stanowiły kobiety. Również w przypadku lewicy jest to mniej niż połowa. A Katarzynie Rosińskiej, jako feministce, bardzo zależy na większym udziale kobiet w życiu politycznym.

Moim zdaniem decyzja o wspólnym starcie z Wiosną i SLD była dobra. Bo poparcie na poszczególne ugrupowania lewicowe rozbiłoby się, co mogłoby doprowadzić do tego, że nikt nie wszedłby do Sejmu. A tak, wyborca nie musiał wybierać między partiami, bo miał jedną lewicową listę - ocenia koalicję.

Również Seweryn Prokopiuk, w tym roku "czwórka" na lewicowej liście, cztery lata temu otwierający listę Razem do Sejmu, twierdzi, że warto było zagrać wspólnie z Wiosną i SLD.

Cieszę się, że udało nam się porozumieć z Wiosną i SLD i wspólnie poszliśmy do wyborów. Tego zresztą oczekiwali sami wyborcy. Zabiegali o to. Podczas spotkań choćby z mieszkańcami województwa podlaskiego słyszeliśmy, że mamy dobre pomysły, że jest chęć głosowania na lewicę, ale pojawiały się obawy, że głos może zostać zmarnowany, jeżeli trzy partie wystartują samodzielnie i żadna w ten sposób nie wejdzie do Sejmu - tłumaczy Prokopiuk i ocenia wyjście lewicy z cienia i jej powrót do parlamentu: - Dobrze, że wróciliśmy do gry, jako lewica, alternatywa dla prawicy, konserwatyzmu czy neoliberalizmu. Sądzę, że to poparcie będzie rosło. Dzięki obecności w parlamencie częściej będziemy w mediach, dziennikarze żywiej zainteresują się pokazywaniem naszych przedstawicieli. Musimy tylko dostać szansę od telewizji, gazet, portali internetowych, by móc szeroko przekazać nasze poglądy i postulaty. Ewidentnie widać, że jest zapotrzebowanie na lewicę i ludzie to wyrazili stawiając "krzyżyki" przy naszych nazwiskach 13 października.

Z kolei Grzegorz Janoszka (startujący do Sejmu z szesnastego numeru na liście) komentuje, że lewica wbiła się klinem między dwie prawicowe formacje, które zawłaszczyły scenę polityczną na lata.

To była bardzo niezdrowa sytuacja. Przyzwyczailiśmy się, że mamy do wyboru jedynie dwa końce tego samego prawicowego kija. Cieszy więc bardzo, że wreszcie są w sejmie polityczki i politycy, którzy mogą ten kij połamać - przekonuje Janoszka.

Pozycja partii Razem nie jest jednak w lewicowej koalicji silna. Już nie. Jeśli nawet taka była, to po wyborach musiała osłabnąć. Wystarczy spojrzeć na liczbę posłów każdego z ugrupowań. Lider, jakim jest Adrian Zandberg, pewnie będzie walczył o odpowiedni status, ale czy dysponuje wystarczającą siłą przebicia teraz? W mediach coraz głośniej i częściej mówi się, że SLD może połączyć się z Wiosną i stworzyć jeden organizm. Wtedy też razemici mogliby zostać przyparci i być może uznać rangę większego. Bo Zandberg raczej nie wejdzie w temat połączenia, które oznaczałoby wyzbycie się własnej tożsamości.

Już na etapie kampanii ustalaliśmy, że nasi posłowie utworzą osobne koło poselskie. Nie musimy udawać, że z Wiosną czy SLD nic nas nie dzieli. Bo dzieli. Ale możemy współpracować i się wzajemnie uzupełniać - mówi Seweryn Prokopiuk. - Jeżeli dojdzie do połączenia Sojuszu z Wiosną, nic się nie powinno zmienić ze strony Razem. Dalej będziemy szli utartą ścieżką.

Katarzyna Rosińska nie zaprzecza, że dochodzą do niej głosy, iż między SLD a Wiosną toczą się negocjacje.

Nie wiem, co wyniknie z tych rozmów. Wiem za to, że Razem istniało i rozwijało się przez ostatnie cztery lata, gdy nie miało swojego przedstawicielstwa w parlamencie. Przetrwali u nas ludzie ideowi, którym zależy na lewicowych wartościach i którzy pozostają im wierni. Oczywiście nie brakuje nastrojów, że stoimy nieco z boku. Obserwujemy. Jestem ciekawa, czy wyjdzie mariaż doświadczonego ugrupowania ze świeżym na arenie politycznej. My w każdym bądź razie pozostaniemy jako Razem - zapewnia.

Rosińska nie sądzi przy tym, doszło do jakichś transferów partyjnych ze strony polityków Razem, którzy weszli do Sejmu. A jeśli już, to będą to transfery nieliczne.

Wiosna i SLD mają trochę inne interesy. Jak najbardziej możemy współpracować, ale jesteśmy oddzielnym i też niezależnym organizmem - podkreśla.

Czy w Razem mają ból głowy, gdy SLD próbuje układać się z Wiosną?

Możliwe połączenie SLD i Wiosny nie spędza mi snu z powiek, choć na razie to tylko kuluarowe ploteczki, na które patrzę z przymrużeniem oka. Gdyby tak się stało, nie widzę problemu, by Razem trwało dalej jako wyraźny głos na lewo od takiego socjalliberalnego zlepka. Potrzebna jest w Sejmie lewica, która podważa neoliberalne zasady gry i właśnie Razem jest taką formacją - stwierdza Grzegorz Janoszka.

Przypomnijmy, że wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość, otrzymując 43,59 proc. głosów, tym samym wprowadzając do Sejmu 235 swoich przedstawicieli (dziewięciu z województwa podlaskiego). Koalicja Obywatelska uzyskała wynik na poziomie 27,40 proc., zdobywając 134 mandaty, w tym trzy z Podlasia. Lewica będzie miała w Sejmie 49 posłów (jeden z naszego regionu) dzięki 12,56 proc. głosów. Na Polskie Stronnictwo Ludowe postawiło 8,55 proc. głosujących (30 mandatów, w tym jeden z podlaskiej listy), a na Konfederację 6,81 proc. (11 mandatów, jeden z woj. podlaskiego); do Sejmu wejdzie też jeden poseł z komitetu Mniejszości Niemieckiej. Frekwencja wyniosła 61,74 proc.

(Piotr Walczak / Foto: Mat. pras.)

Lewica wróciła do gry. Ból głowy partii Razem? komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama