2°C pochmurno z przejaśnieniami

Ludzie wywłaszczeni, pieniędzy nie ma. Tak jest zgodnie z prawem

Wiadomości, Ludzie wywłaszczeni pieniędzy zgodnie prawem - zdjęcie, fotografia

Kiedy w mieście budują się nowe drogi, jedni je chwalą, inni wręcz odwrotnie. Dopóki problemy nie dotkną tych zadowolonych, wszystko wydaje się mieć dla nich większy, czy mniejszy, ale jednak sens. Zadowolenie mija jednak w momencie, kiedy pojawiają się problemy. Teraz niezadowoleni są mieszkańcy ulicy Ciołkowskiego, którym część gruntów zabrano pod budowę nowej drogi. Od blisko roku nie mogą doczekać się odszkodowania.

Od jesieni ubiegłego roku trwa budowa ulicy Ciołkowskiego. W zasadzie przebudowa, bo ulica przecież dotąd była. Pierwotnie miała być to szosa jedno-jezdniowa w obydwu kierunkach, oddalona nieco od zabudowy jednorodzinnej. Ale z drogi jedno-jezdniowej zrobiła się nagle dwujezdniowa. Co oczywiście oznaczało wycinkę drzew i zburzenie budynków kolidujących z inwestycją. Do tego niezbędne stały się też ekrany akustyczne, których mieszkańcy początkowo w ogóle nie chcieli.

- Myślę, że należy jednak poczekać na decyzję środowiskową. Ale z uwagi na to, że ta droga, z tego co pan prezydent mówi, będzie przebiegała jednak dalej od domów, uda się całkiem uniknąć budowania ekranów akustycznych – mówił przedstawiciel mieszkańców z ulicy Ciołkowskiego – Tomasz Domański podczas posiedzenia Rady Miasta już dwa lata temu, kiedy jeszcze pracowano nad koncepcją przebudowy Ciołkowskiego.

Trzeba dodać, że mieszkańcy od samego początku byli sceptycznie nastawieni do całej inwestycji. Głównie dlatego, że widzieli, jak ta przebudowa wyglądała na innym odcinku tej samej ulicy. Ostatecznie jednak urzędnikom udało się przekonać mieszkańców do pewnych zmian i budowa ruszyła. Na początek pod topór poszły drzewa. Później zaczęło się przejmowanie gruntów niezbędnych do wykonania inwestycji. W tej sprawie także część osób, które były zagrożone wywłaszczeniem, nie podzielała entuzjazmu urzędników czy sąsiadów z dalszych części osiedla.

Dziś okazuje się, że ten brak entuzjazmu był uzasadniony. Mimo, że za chwilę minie rok od rozpoczęcia robót drogowych, wciąż nie ma ani śladu po pieniądzach, jakie powinni otrzymać ludzie w ramach rekompensaty. Wydaje się, że zasadnie – co przytomniejsi – martwili się o utratę nieruchomości, inni o miejsca pracy. W zasadzie od początku nie rozumieli dlaczego miasto upierało się by poszerzać drogę kosztem ich, prywatnych posesji, drzew i chodnika? Tym bardziej, że dokładnie po drugiej stronie ulicy znajdowały się łąki, nieużywane ogródki działkowe i masa terenów należących właśnie do miasta.

- Dziś dowiedziałem się, że mogę stracić dom. Kupiłem go niedawno i chociaż wiedziałem, że będzie coś tutaj robione z tą drogą, to nie myślałem, że mogę ten dom po prostu stracić. Nikt nie mówił, że droga ma być tu poszerzana. Nie dopuszczam do siebie takiej myśli, że mogę stracić dom. Wziąłem kredyt na 30 lat, spłacam go i teraz ktoś ma mi przyjść i powiedzieć idź sobie stąd? Nie! Nie pozwolę na to – mówił dwa lata temu młody mężczyzna – Przemysław Zadykowicz, mieszkaniec z Ciołkowskiego.

Sytuacja jest o tyle dziwna, że dokładnie po drugiej stronie nie było żadnej zabudowy, teren należał do Miasta Białystok. Można było śmiało budować nową arterię właśnie z wykorzystaniem gruntów miejskich. Ale to od mieszkańców przejęto grunty pod budowę nowej drogi. Przejęto, już prawie rok temu, ale pieniędzy wciąż nikt nie wypłacił. Zwrócili się do naszej redakcji z prośbą o interwencję. Nie są w stanie zrozumieć dlaczego wciąż nie otrzymali żadnego zadośćuczynienia.

Może ruszycie w ruch i pomożecie ludziom, a chodzi o to, sprzedaż działek przy ul. Ciołkowskiego, która odbyła się w grudniu 2016, lecz do dnia dzisiejszego ludzie NIE OTRZYMALI PIENIEDZY. Inwestycja ruszyła i jest na półmetku i kilkakrotnie zmieniano terminy płatności, zwalają to teraz na ministra. Więc czy pomożecie?” – napisał do naszej redakcji Pan Robert.

Kontaktowaliśmy się z urzędem miejskim w tej sprawie i właściwie dowiedzieliśmy się tyle samo – wina ministra. Choć nie do końca. Winne jest odwołanie wniesione do ministra, który zwiesił postępowanie. I do tego czasu nie ma mowy o żadnych odszkodowaniach. Na dodatek cała sytuacja – tak jak ona wygląda na chwilę obecną – jest zgodna z prawem. Mieszkańcy na swoje pieniądze mogą poczekać jeszcze bardzo długo. Jak długo? Tego nie wiadomo. Na pewno do czasu, aż decyzja o budowie drogi stanie się ostateczna – mimo że budowa przecież trwa.

- Decyzji ZRID dotyczącej budowy ul. Ciołkowskiego został nadany rygor natychmiastowej wykonalności, co zobowiązuje właścicieli nieruchomości do ich niezwłocznego wydania, opróżnienia lokali i innych pomieszczeń. Jednocześnie to uprawnia zarządcę drogi do objęcia nieruchomości w posiadanie i rozpoczęcia prac budowlanych. To oznacza, że zarządca drogi może przystąpić do realizacji inwestycji drogowej, nie czekając aż decyzja ZRID stanie się ostateczna, a właściciele otrzymają odszkodowania za swoje nieruchomości – wyjaśnia Agnieszka Błachowska z Departamentu Komunikacji Społecznej Urzędu Miejskiego w Białymstoku.

Zarządca drogi więc przystąpił do inwestycji na podstawie decyzji wydanej na mocy specustawy drogowej. Tej decyzji, która została zaskarżona i obecnie jest rozpatrywana w ministerstwie. Do czasu załatwienia odwołania pieniędzy nikt nie będzie wypłacał, bo nie może. Prezydent będzie mógł wypłacić odszkodowanie, ale dopiero wówczas, kiedy nakaże mu to wojewoda podlaski. Zaś wojewoda podlaski wyda swoją decyzję o wysokości odszkodowań dopiero, gdy odwołanie załatwi minister. Tak właśnie wygląda stan prawny na chwilę obecną.

- Zgodnie zapisem zawartym w decyzjach odszkodowawczych, wydawanych aktualnie przez Wojewodę Podlaskiego, Prezydent Miasta Białegostoku zobowiązany jest do wypłaty odszkodowań w terminie 14 dni od dnia, w którym decyzja Wojewody Podlaskiego stanie się ostateczna. Powyższa decyzja ZRID nie jest na chwilę obecną ostateczna, z uwagi na wniesione do Ministra Infrastruktury i Budownictwa odwołanie. 31 maja 2017 r. Minister zawiesił postępowanie odwoławcze prowadzone w sprawie decyzji ZRID – do czasu wydania przez Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska decyzji w sprawie odwołań od decyzji Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Białymstoku z dnia 21 marca 2016 r., ustalającej środowiskowe uwarunkowania dla tego przedsięwzięcia – dodaje Agnieszka Błachowska.

Mieszkańców taka odpowiedź na pewno mało satysfakcjonuje. Jednak nie mają żadnego innego wyjścia w tej sytuacji. I muszą czekać. Można się tylko zastanawiać, jakim cudem wciąż istnieje prawo pozwalające na budowę dróg na podstawie decyzji, które nie są ostateczne. W pewnych miejscach może to mieć sens – zwłaszcza przy budowie autostrad czy dróg ekspresowych, które mają szczególne znaczenie inwestycyjne.

Budowa dróg miejskich, nawet o znaczeniu krajowym czy wojewódzkim, wydaje się, że powinna podlegać nieco innym przepisom, zwłaszcza w tym obszarach, z których trzeba wywłaszczyć mieszkańców. W opisywanej sytuacji najbardziej zastanawia, dlaczego wywłaszczono ludzi z ich nieruchomości lub części, skoro po drugiej stronie ulicy znajdują się niezabudowane grunty miejskie.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska)

Ludzie wywłaszczeni, pieniędzy nie ma. Tak jest zgodnie z prawem komentarze opinie

  • uprawniony - niezalogowany 2017-09-12 12:06:09

    Pani Agnieszko! Zapomniała Pani, że w treści decyzji jest napisane, że można wystąpić o zaliczkę w wysokości 70% odszkodowania.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl