Wiadomości, Nadszedł okres Białystok uniknie podtopień - zdjęcie, fotografia

Poprzednie lata pokazały dobitnie co to znaczy inwestować w beton i asfalt kosztem zieleni. Kilkukrotnie Białystok był zalewany, a wody opadowe nie miały dokąd spływać. Władze Białegostoku tłumaczyły każdorazowo, że mieliśmy do czynienia z nietypowymi zjawiskami atmosferycznymi, pomijając fakt, iż te zjawiska w sporej części wynikają z infrastruktury, jaka pojawiła się w ostatnich latach, jak też i z ubytków w zieleni.

Mieszkańcy bardzo żywo reagują na wszelkie komunikaty pogodowe o tej porze roku. Śledzą doniesienia i ostrzeżenia przed nawałnicami. Trudno się temu dziwić po tym, co spotkało Białystok w ostatnich latach. Kilkukrotnie nasze miasto znajdowało się pod wodą, a przynajmniej znaczne jego obszary. Woda wdzierała się do piwnic, garaży, zalewane były ogrody działkowe, samochody nawet na ulicach stały w wodzie sięgającej niekiedy nawet szyb. Wydaje się jednak, że wniosków z tego wyciągnięto niewiele. Bo oprócz doraźnych zabezpieczeń nie pojawił się jakiś szczególny program i inwestycje zabezpieczające prywatne mienie mieszkańców oraz Miasta Białystok przed wodami opadowymi.

Wszyscy chyba pamiętają w jakim stanie znajdowała się ulica Jurowiecka, która aktualnie jest przebudowywana w miejscu, jakie było najbardziej podtapiane. I tak samo chyba wszyscy pamiętają Park Antoniuk, który nawet doczekał się nieco zmodyfikowanej nazwy – Aquapark Antoniuk – z uwagi na to, że przy większych opadach deszczu niemal całkowicie znajdował się pod wodą. Do tematu wracamy, ponieważ najbliższe dni – według synoptyków – obfitować będą w opady deszczu oraz burze. Ale także i dlatego, że do chwili obecnej nie wiadomo co się stało z przetargiem na "Aktualizację programu zagospodarowania wód opadowych i rozbudowy kanalizacji deszczowej w granicach administracyjnych miasta Białegostoku wraz z racjonalnym rozmieszczeniem zbiorników retencyjnych, rowów i odparowników".

- Konsekwencje nietypowych zjawisk atmosferycznych - na przykład nawałnic, jakie w ostatnich latach zdarzają się także w naszym regionie pokazują, że takie plany są naszemu miastu bardzo potrzebne. Dlatego zdecydowaliśmy o przystąpieniu do tego projektu – mówił pod koniec ubiegłego roku Rafał Rudnicki, zastępca prezydenta Białegostoku.

Słowa te padły przy okazji zakończenia prac nad opracowaniem projektu "Planu adaptacji Miasta Białystok do zmian klimatu do roku 2030". Projekt ten powstał dzięki programowi Ministerstwa Środowiska i finansowany jest przez Unię Europejską ze środków Funduszu Spójności oraz budżetu państwa. Dotyczy 44 polskich miast, wśród których znalazł się także Białystok tworząc program adaptacyjny. Jest on bardzo ważny przy ubieganiu się o dotacje unijne przeznaczone na przedsięwzięcia związane ze zmianami klimatycznymi i działania zidentyfikowane w ramach projektu pozwolą na łagodzenie skutków i zagrożeń.

Tyle tylko, że w programie tym nie ma mowy o zalewaniu miasta. Z tym musi poradzić sobie ono we własnym zakresie. A sytuacja obecnie wygląda tak, że wspomniany wyżej przetarg na "Aktualizację programu zagospodarowania wód opadowych i rozbudowy kanalizacji deszczowej w granicach administracyjnych miasta Białegostoku wraz z racjonalnym rozmieszczeniem zbiorników retencyjnych, rowów i odparowników" został rozstrzygnięty, zaś sam program powinien był być gotowy jeszcze w grudniu 2017 roku. Później przesuwano ten termin o kolejne miesiące. I w sumie nie wiadomo czy taki program w końcu jest, czy go nie ma. W grudniu ubiegłego roku pojawiła się tylko o nim wzmianka w prezentacji na X Klimatycznym Forum Metropolitalnym. Poza tym białostocki ratusz nigdzie nie prezentował też opracowań firmy AquaRD z Warszawy, która wygrała ten przetarg za nieco ponad 151 tys. złotych i miała przygotować pełne opracowanie zagospodarowania wód opadowych w Białymstoku.

Kolejna sprawa to zbiorniki retencyjne. Niewiele wiadomo gdzie mają powstać, ile ich będzie i jak ich budowa wpłynie na niwelowanie skutków zalewania Białegostoku. Tu także władze miasta milczą, a radni zajęci są wyłącznie bieżącymi sprawami – jak remonty chodników, lokalizacją przystanków autobusowych, a najbardziej chyba kampanią wyborczą i spieraniem się o ulice oraz honorowych obywateli Białegostoku. Zostawiając tysiące mieszkańców tym samym w niepewności, czy ich posesje przetrwają wiosenne i letnie nawałnice bez szkód.

Mało kto pochyla się nad problemem tak zwanego uszczelnienia Białegostoku, które polega głównie na zabetonowywaniu i asfaltowaniu niemal każdej wolnej przestrzeni. Oprócz tego, że dzięki temu wody opadowe nie mają w co wsiąkać, dodatkowo ten stan rzeczy powoduje wzrost temperatur. To z kolei ściąga groźne zjawiska pogodowe, między innymi takie jak nawałnice.

- Na podstawie prowadzonej przez IMGW-PIB działalności możemy potwierdzić, że warunki termiczne w miastach są cieplejsze, niż poza obszarem zurbanizowanym w obszarach podmiejskich i wiejskich. Jest to związane z jednej strony z szybszym nagrzewaniem się zabudowy miejskiej, niż terenów zielonych, jak również z kumulowaniem się energii cieplnej wydatkowanej podczas różnorodnej aktywności człowieka (użytkowanie środków transportu i różnego typu urządzeń elektrycznych, ogrzewanie pomieszczeń w chłodnej porze roku itd.). Zjawisko to nosi nazwę wyspy ciepła i związane jest z dużymi aglomeracjami – mówiła już prawie dwa lata temu Anna Martynuska z IMGW-PIB.

To się nie zmieniło do dziś, przynajmniej co do ustalenia źródła problemu. I raczej nie zmieniło się to, że źródła tego problemu w Białymstoku chyba nikt nie podejmuje się zlikwidować. Zalewana mocno ulica Jurowiecka straciła dziesiątki drzew i powierzchni zielonej, w zamian za to zyskała już dużo kostki brukowej, a za chwilę jeszcze nową porcję asfaltu z betonem. Park Antoniuk także ma nieuregulowane stosunki wodne i będzie zalewany podczas większych ulew. Bo jak stwierdzili urzędnicy – tak musi być. Konkretnie to urzędnicy doszli do wniosku, że to teren zalewowy. Więc na terenie zalewowym postanowili zlokalizować park i dołożyli do niego obiekty rekreacyjne. I chyba wszystko tylko po to, żeby po parku można było spacerować pontonem po każdych opadach deszczu.

Być może z uwagi na to, że znów pojawiły się groźne zjawiska pogodowe i towarzyszyć będą nam przez co najmniej kilka miesięcy, ktoś z urzędu miejskiego lub z radnych zdecyduje się na przekazanie mieszkańcom, czy mają czego się obawiać w bieżącym sezonie, czy jednak jakieś prace poczyniono, aby zabezpieczyć Białystok przed zalewaniem? Nasza redakcja będzie z pewnością o to dopytywała.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: nadesłane przez czytelnika)

Nadszedł okres burz. Czy Białystok uniknie podtopień? komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama