21°C rozproszone chmury

Obywatel Gie Żet: RODO

Blogi, Obywatel - zdjęcie, fotografia

Oj, nastraszyłem biurokratów tytułem! Jak abstrakcyjne są mechanizmy państwa Polan dowodzi wchodzące nowe rozporządzenie dotyczące ochrony danych osobowych oraz to, co dzieje się wokół niego. Być może w „normalnym” życiu nie widać tego aż tak wyraźnie, ale z perspektywy przedsiębiorcy i obserwatora różnych instytucji szaleństwo jest nie do opisania. Urzędnicy i wszyscy pasjonaci czujący się z powołania urzędnikami, dostają soczystego rozwolnienia, bo „RODO!”. Szkolenia, kursy, wytyczne, miliardy papierowych kartek opuszcza przeciążone obecnie drukarki, żeby wydobyć esencję aktualizowanych przepisów.

Powiem tak: nikt nie odpowiada za takie zaprojektowanie asfaltobetonowego miasta, że ludziom zalewa piwnice i tracą w ten sposób samochody, gniją im tapicerki, nie wspominając o delikatniejszych ziemniakach, nikt nie zrekompensuje bezsensownie rozebranego polbruku. Jest to bezkarne. Nikt się nie odezwie ani obruszy. Ale już przygotowanie do tego, żeby nie wyciekł znikąd ani jeden adres urasta do krucjaty, od której zależy przyszłość. Tylko przyszłość czego? No, biurokracji.

Kiedy wchodziła w życie pierwsza z ustaw chroniących nasze dane osobowe, tzw. GIODO, byłem nastawiony entuzjastycznie, ponieważ dostaję codziennie tony spamu. Mailem i do skrzynki pocztowej. Po rękach całowałbym dobrodzieja, który zakazałby rozsyłania czegokolwiek, jeśli nie wyrażę na to aktywnej zgody. Ale gdzie tam, firmy zbierają adresy e-mail po internecie, sprzedają se nawzajem, czasem napiszą (powiększając ilość niechcianych wiadomości), że kupiły bazę z naszym adresem (najczęściej nie), regularnie podsyłają propozycję skorzystania z baz danych adresów, żeby za pieniądze zlecać im bombardowanie niewinnych ludzi – i leci szambo na skrzynki pocztowe i nie ma na to żadnej kary. A telefony? Przynajmniej 5 razy w tygodniu ktoś dzwoni i coś proponuje. RODO, GIODO ani SRODO nie służą tak naprawdę do niczego o wielkim znaczeniu. Są wyłącznie inkubatorem dla urzędników. Są samouzasadniającymi się bytami, to znaczy „wymyślamy przepisy, bo istniejemy”.

Nie inaczej jest z „ciasteczkami”, które przesłaniają połowę stron internetowych i klikajcie frajerzy, bo unijni durnie wprowadzili przepis o mniej więcej takiej treści „każdy ma mieć prawo do wiedzy, że jest śledzony elektronicznie”, który w języku realiów tłumaczymy na „albo używasz internetu, albo nie korzystasz w ogóle, bo cały internet bez ciasteczek w praktyce nie istnieje”. Korzyść = zero.

RODO zaangażowało tysiące szkoleniowców i kosztowało dziesiątki tysięcy wynagrodzeń oraz miliony godzin słuchaczy. Po to tylko, żeby te same maile, które będziemy dostawali miały znacząco dłuższą treść, a wyrażane w sieci zgody po kilka dodatkowych punktów-których-nikt-nie-czyta albo które-i-tak-musisz-zaznaczyć-jeśli-chcesz-skorzystać. Odzwierciedlenie znajdziemy także w urzędach, w których dzisiaj wrze jak w kotle, żeby – koniec końców – po forsownym przygotowaniu zamknąć sprawę kilkoma dopiskami na formularzach, dodatkowymi miejscami na podpisy, założeniem obowiązkowych rejestrów, które trzeba wypełniać i nikomu nie będą służyły i bardziej rozbudowanymi stopkami na stronach internetowych. To jest dopiero „ŻAL”!

(Obywatel Gie Żet/ Foto: pixabay.com/ personal)


Obywatel Gie Żet: RODO komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl