Blogi, Obywatel Złota rączka białostockich władz - zdjęcie, fotografia

Miasto uruchomiło akcję „Zwiększenie poczucia bezpieczeństwa seniorów w 2018 roku”. Można przeczuwać, że dziadki i babcie w bieżącym roku będą podskakiwać z beztroski, nucić frywolne przyśpiewki, zostawiać otwarte mieszkania oraz piwnice, jeśli tak zatytułowany program wypali. Może nawet jesienią postawią iksa tam gdzie powinni. Pewnym niepokojem napawa tylko perspektywa – co wydarzy się 1 stycznia 2019. Czy wówczas białostoccy emeryci nie doznają nagłego stresu, skoro zwiększać się im będzie „poczucie” tylko do końca grudnia?

Nazwa okazuje się myląca i nie mówiąca za wiele o treści podjętego działania. Urząd zdecydował się przeznaczyć pieniądze na drobne, bezpłatne naprawy domowe dla... właściwie nie wiem dla kogo. W oficjalnych komunikatach jest mowa, w różnych konfiguracjach, o seniorach, 65+, osobach schorowanych, ubogich, niepełnosprawnych, samotnych. Biorąc każdy z przymiotów oddzielnie, dałoby się dopasować przynajmniej jedną cechę do co drugiego mieszkańca Białegostoku. Skoncentrowałem się na tym, bo jestem ciekaw, jaki będzie użyty wykrywacz person, którym przysługuje darmowa obsługa. O ile pułap wieku da się zweryfikować po PESEL-u, to jak wykonawca będzie sprawdzał biedę albo samotność? Przypuszczalnie głównym miernikiem będzie ustna deklaracja zainteresowanego, siedem parafek na jakimś papierze z zapewnieniem należenia do grupy docelowej, albo twardy papier: o wieku, o niepełnosprawności, o schorowaniu, o nędzy lub... aktywności na portalach towarzyskich, wywołanej samotnością.

Niedostateczne sprecyzowanie zasad jest koszmarem polskich praw każdego szczebla. Również i w tym przypadku. Już samo otwarcie pola do domysłów generuje koszty, bo rozstrzygnięcie dylematów nastąpi nie w głowie czytelnika ogłoszenia, ale dopiero po wykonaniu telefonu i zaangażowaniu opłacanego pracownika. Brak dokładnych wytycznych wskazuje też, że akcja ma częściowo wymiar spontaniczny, zaś ewentualne decyzje charakter uznaniowy. Tak mniej-więcej, żeby się intuicyjnie mieścić w ogólnie rozumianym zbiorze „zróbmy dobry uczynek komuś potrzebującemu”. Szczegóły natury, powiedzmy, „mam 1100 zł emerytury, odjęte nogi, cieknący kran [oraz tylko 4 nieruchomości, bo letni domek właśnie sprzedałam]”, będą z praktycznych względów pomijane.

Wiemy już, że komuś wzrosło poczucie bezpieczeństwa. Stało się tak wraz z pomalowaniem mu kaloryfera. Zagadką pozostaje, skąd chętny dowiedział się o takiej możliwości. Odświeżenie grzejnika miał skończone, zanim oficjalnie ogłoszono start kampanii. Nie pytam złośliwie, zauważam tylko, że poza notatką w internetowych „aktualnościach” (które za chwilę znikną), nigdzie na stronach urzędu miejskiego nie było i nie ma podanego numeru telefonu ani jakiejkolwiek wzmianki, że tak się w ogóle da. Jest nadzieja na zmianę, bo szef zwycięskiego stowarzyszenia (coś mnie tknęło i sprawdziłem, nazywa się identycznie jak kandydat na radnego w poprzednich wyborach z list Komitetu T. Truskolaskiego) zapewnia, że kampania informacyjna jeszcze ma być. Och, niewątpliwie jest konieczna!

Pozostaje do omówienia sprawa przetargu na usługę pomocy. Warunkiem było, żeby wykonawca pokrył sam przynajmniej 10% kosztów. Możliwości dano dwie: wkład materialny albo praca, ale nie może to być TYLKO praca. Przy tak skonstruowanym ogłoszeniu (skądinąd pewnie stoją za tym jakieś bzdurne przepisy) dochodzą kolejne obciążenia do finansowej ekwilibrystyki, jaką musi popisać się organizator działań. Takie wyzwanie podejmują zresztą chyba wszyscy, którzy biorą publiczne pieniądze i muszą mieć wkład własny. Przy większych projektach niemal dodatkowy etat trzeba powoływać na potrzeby naginania do regulaminowych zasad.

Ocena. „Złota rączka” dla potrzebujących nie będzie działała dobrze, jeżeli reguły nie zostaną sprecyzowane i podane do publicznej wiadomości. Z tym, że mając na uwadze, iż za pół roku akcja się skończy, trzeba zadać pytanie o sens. Jeśli ktoś uznał, że teraz jest potrzebna, to po Nowym Roku nie będzie? Usterki się skończą? Pytanie jest ogólniejsze: czy celowe jest angażowanie się tak dużego organizmu jakim jest Miasto w krótkotrwałe zrywy, które z zasady nie rozwiążą problemów i po pół roku wszystko będzie po staremu? Wydaje się, że lepiej albo złagodzić bolączkę ostatecznie (choćby przyszłościowy zapis w budżecie i długoterminowa korekta w wieloletniej prognozie finansowej), albo nie marnować sił i środków na jednorazowe błyśnięcie po oczach.

(Obywatel Gie Żet/ Foto: pixabay.com/ plubmer)

Obywatel Gie Żet: Złota rączka białostockich władz komentarze opinie

  • Obywatel Gie Że - niezalogowany 2018-08-24 00:30:38

    Po zastanowieniu wycofuję się z rzucania podejrzenia, że "krótkotrwałe zrywy" nie powinny mieć miejsca w przypadku Urzędu Miejskiego. Programy pilotażowe bywają potrzebne i nie miałem w tym racji, pisząc powyższy tekst. Także niewykluczone jest, że akcja będzie kontyunuowana. Aktualne za to pozostają niejasne reguły.

  • gość 2018-08-24 17:40:33

    Panie Obywatelu każde błyśnięcie po oczach także jednorazowe błyśniecie jest potrzebne ponieważ nadeszła kampania wyborcza i dobry pan Tadeusz pomaga ludziom

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama