Okiem hejtera, odc. 123 - Kultura wysoka - że co?

Felietony, Okiem hejtera Kultura wysoka - zdjęcie, fotografia



Czytałem ostatnio "Tygodnik Powszechny", gdzie Jerzy Jarniewicz pisał o klasycznych tekstach polskiej literatury i tym, jak się mają do współczesności. Naszło mnie, żeby pociągnąć temat w odrobinę inną stronę.

Teza Jarniewicza była z grubsza taka, że mamy błędne podejście do klasyki literatury. Że nie lubimy kiedy się przy niej grzebie, że każde próby adaptacji, uwspółcześnienia, stworzenia nowego tekstu "na motywach", traktujemy jak zamach niemal na naszą narodową świadomość. Jak czyn ex definitione noszący znamiona sabotażu albo pamfletu. Tymczasem tacy na przykład Angole z powodzeniem pozwalają mielić swojego Szekspira na każdy możliwy sposób, a to robiąc coś na kształt "Zakochanego Szekspira", albo przenosząc jedną ze sztuk w krwawe i krwiste okoliczności wojny na Bałkanach. Szczytem z kolei z naszej perspektywy wydaje się pozwolić przerobić dzieło ich największego dramaturga tak, by całe składało się z żargonu mniejszości zamieszkującej brytyjskie getta. Jaki jest efekt podejścia naszego, a jaki angielskiego? Kompletnie różny.

Taki mianowicie, że nasze "skarby literatury" są bardzo słabo znane, bo mało kto może je odczytać - język, jakim były pisane, kompletnie nieuwspółcześniony jest słabo zrozumiały, gramatycznie dziwaczny. A przecież polski w stosunku do angielskiego zmienił się dużo mniej... Gdzie przy Szekspirze sprawę można załatwić uwspółcześnionym tłumaczeniem, tak przy rodzimych twórcach jedyną metodą nie jest wcale wtłukiwanie ich na siłę w głowy uczniów gimnazjów i liceów (bo przymus - wiadomo - wywołuje przeciwny skutek i rodzi bunt), ani kolejne grzeczne i artystycznie kompletnie nieudane ekranizacje. Jedyną metodą jest pozwolić współczesnym grzebać przy tychże "skarbach". Przełożyć Morsztyna na język dresiarski, spróbować napisać Paska lolspeechem. I tak dalej.

Jarniewicz celnie zauważa, że nowy tekst nie zatrze dawnego, przeciwnie - spowoduje że jeden tekst pomnoży drugi. Odeśle zainteresowanych do starszego, zachęci do nowych interpretacji i realizacji. Lamus nam pięknie ożyje.

I tu właśnie sedno moich dalszych przemyśleń: wielu z Was uzna to za świętokradztwo, za mieszanie kultury wysokiej z niską. Ale w rzeczywistości: jakiej wysokiej? I jakiej niskiej? Czy w dobie sieci 2.0 taki podział ma jeszcze jakąkolwiek rację bytu? Dawniej linia demarkacyjna była w miarę widoczna i jasna. Muzyka meandrowała szlakiem dworskim i ludowym, które były w miarę oddzielne. Pisano po łacinie dla tych wykształconych i w językach narodowych, dla plebsu. A dziś? Prędkość, z jaką biegnie informacja i kompletna postmoderna w łączeniu gatunków, czy nawet nośników medialnych, skutecznie podziały rozmywa. Bo czy ktoś może mi powiedzieć, czym był pierwszy sezon "True Detective"? Znakomitym artystycznie serialem psychologicznym, czy doskonałym pop zjawiskiem? A "Imię Róży" Umberto Eco? Powieść dla kutych na cztery łapy z historii, filozofii i teologii akademików, czy po prostu świetnym kryminałem? Co z Talking Heads? Grali przecież (post-, ale zawsze) punka, a więc muzykę genetycznie robotniczą. Ale jednocześnie byli na tyle artystowscy, że bardziej zrozumiali dla bywalców uczelni artystycznych, niż rzeczonej klasy robotniczej. A więc kultura wysoka, czy pop?

Z drugiej strony mamy tak zwane kino festiwalowe. Produkcje, które z definicji mają zapewniać przeżycia inne niż, albo przynajmniej przerastające zwyczajną rozrywkę. Tymczasem coraz więcej z nich wisi jedynie na byciu w opozycji do mainstreamu, często za wszelką cenę i bez polegającej na czym innym wartości. Przy czym formy klasyczne są już tak zjedzone przez mainstream, że jeśli film nie jest tureckim obrazem trwającym sześć godzin, z czego przez cztery widzimy siedzącego w jednej pozycji brodatego mężczyznę, przez dwie natomiast ów mężczyzna stoi i paczy w pszeszczeń, to o "kulturze wysokiej" nie ma mowy.

Najgorzej w tej sytuacji ma "intelektualista". Bo oglądać, czytać, czy słuchać rzeczy mainstreamowe, to wstyd. Natomiast tych spoza mainstreamu można skonsumować tylko pewną liczbę. Bo konsumowanie rzeczy jadących takim forte non stop okazuje się najwyżej masochizmem.

Może więc powinniśmy w końcu darować sobie sakralizację tekstów kultury? Bo owo sacrum okazuje się instrumentem szantażu. W imię jakiegoś źle pojętego konserwatyzmu. Bo z tych, co bronią "skarbów kultury" przed chcącymi je interpretować i pisać na nowo "barbarzyńcami" - ilu z nich miało z tymi skarbami kultury aktywną styczność? Ilu anty-gombrowiczów czytało to, czego bronią? Sacrum powinno być doświadczeniem jednostkowym. I każdy ma prawo przeżywać je, kiedy akurat je przeżywa. I choć zakładam, że bardziej się do tego nadaje Plotyn, niż Balzac, zakładam również, że po Balzaka sięgnie sto razy więcej ludzi, niż po Plotyna, więc w globalnej skali wygra jednak Francuz. Sacrum nie powinno jednak przede wszystkim być nakazem. Nie powinno być nałożone na teksty (teksty w znaczeniu przekazu kulturowego, nie tylko literatury) odgórnie, innym tekstom zaś odebrane. Nie powinien padać nakaz: "Teraz obcujesz z sacrum, swołoczy! Szacunku!", bo efekt możemy mieć jedynie taki, jak z przymuszaniem dzieciaków do żarcia zdrowej żywności. Żeby kultura żyła, musi się kręcić. Musi sama z sobą dyskutować poprzez coraz to nowsze odczytania. Nowe spojrzenia. Świat nie jest już taki, jak w Oświeceniu, czy romantyzmie. Postarzał się o dwa wieki. Dzieła z tamtego okresu muszą się więc update"ować, jak wszystko. Jak wiedza. Ekonomia. Biologia. A myślenie w kategoriach "wysoka - niska", "wypada - nie wypada" to braku update"owania przykład chyba najwyraźniejszy.

(Paweł Waliński)

Reklama

Okiem hejtera, odc. 123 - Kultura wysoka - że co? komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ddb24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1/47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"