Polityka, Paweł Krutul Wspólnie regionu można załatwić więcej - zdjęcie, fotografia

Paweł Krutul (na zdjęciu z lewej; obok Robert Biedroń) w roli posła będzie debiutantem. Startował z pierwszego miejsca na liście Komitetu Wyborczego Sojusz Lewicy Demokratycznej, otrzymując w okręgu nr 24, obejmującym województwo podlaskie, 13 455 głosów. Jako jedyny kandydat Lewicy z naszego regionu dostał się do Sejmu. W rozmowie z Dzień Dobry Białystok podsumowuje kampanię, wyniki wyborów oraz zdradza, za czym zamierza lobbować w parlamencie.

To jego pierwsza przygoda z Sejmem RP, ale "liznął" już nieco polityki. Zaczynał w Nowoczesnej, jako szef sztabu Krzysztofa Truskolaskiego. Potem przeszedł do Platformy Obywatelskiej. W partii tej - jak zaznacza - nie piastował żadnego stanowiska, był szeregowym działaczem. Z końcem zeszłego roku opuścił szeregi PO.

Z przewodniczącym (Robertem Tyszkiewiczem - red.) zaczęliśmy nadawać, delikatnie mówiąc, na zupełnie różnych falach - wspomina Paweł Krutul.

Jak opowiada, niedługo po tym spotkał się z Robertem Biedroniem i wstąpił do Wiosny. Po trudnych, nierzadko burzliwych rozmowach z koalicjantami z SLD i Razem, stanęło na tym, że Krutul będzie otwierał podlaską listę Lewicy do Sejmu. Głównym konkurentem na to miejsce był Piotr Kusznieruk z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który ostatecznie znalazł się na drugiej pozycji, trzecia przypadła Katarzynie Rosińskiej z Razem.

Od rana do wieczora, przez cały kampanijny miesiąc, pracowałem na wynik. Właściwie sam. Bez pieniędzy z partii. Z własnej kieszeni finansowałem banery, ulotki, podróże po województwie na spotkania z mieszkańcami. 99 procent roboty wykonywałem samodzielnie - mówi redakcji Dzień Dobry Białystok. - Zaniedbywałem przez to nie tylko obowiązki zawodowe, ale i dzieci, zarzuciłem sport - squasha i siłownię. Ale wysiłek się opłacił.

Nie kryje, że po cichu liczył na dwa mandaty Lewicy z Podlasia. Niemniej cel minimum został osiągnięty.

Uzyskałem super wynik. Nawet Robert (Biedroń - red.) powątpiewał, że tak wyjdzie, a jednak - uśmiecha się poseł elekt.

Przy okazji podkreśla, że już w ciągu dwóch dni po wyborach posprzątał po sobie banery z terenu całego województwa. Czas na odpoczynek? Według Pawła Krutula nie bardzo. Oprócz czekających go obowiązków poselskich, musi wpierw uporządkować sprawy biznesowe. Jest przedsiębiorcą, prowadzi działalność handlową, sklepy - wcześniej przez kilkanaście lat pracował w korporacji jako menadżer, zajmując się m.in. sprzedażą czy windykacją.

Pytany, czy zdecyduje się zostać posłem zawodowym, dziś nie ma gotowej odpowiedzi. W takim układzie musiałby przystać na uposażenie poselskie i nie prowadzić już osobiście firmy. Oczywiście jest możliwość wybrania drogi posła niezawodowego, ale wtedy trzeba godzić sprawowanie mandatu z biznesem. Większość parlamentarzystów wybiera jednak tę pierwszą opcję.

Naprawdę nie wiem, co postanowię, nie mam doświadczenia w tym zakresie - stwierdza.

I wyjaśnia, że do parlamentu nie pchał się dla pieniędzy. Owszem, uważa, że posłowie powinni zarabiać godnie, ale przy tym i wywiązywać się z obowiązków względem wyborców. Tak, żeby ci mogli ocenić, czy dany wybraniec przynajmniej starał się działać na ich rzecz.

Bo to partia daje miejsce na liście, ale krzyżyk przy nazwisku stawia już suweren, to on rozlicza. Jestem ciekaw, ile w korporacji, gdzie ocenia się efekty, a nie obietnice, wytrwaliby ci, którzy na billboardach tak przekonywali do siebie hasłami o bliskości przy ludziach - tłumaczy Krutul. - A wracając do pieniędzy, to moje dochody z prowadzenia biznesu są wyższe niż uposażenie poselskie. Uczciwie mogę powiedzieć, że nie kandydowałem dla kasy.

Czym nowy poseł Lewicy zamierza zająć się w Sejmie?

Chciałbym zainicjować porozumienie, formę przymierza wszystkich parlamentarzystów z naszego regionu, by wspólnie lobbować, walczyć na rzecz zwiększenia dostępności Podlasia poprzez budowę dróg. Razem, ponad partyjnymi podziałami, dla regionu możemy załatwić więcej. Nie przyjmuję do wiadomości, że nie można było do tej pory wybudować ekspresówki S19. Ale nawet pomijając to - nie ma obwodnic miast, takich jak choćby Siemiatycze czy Bielsk Podlaski. Przez Białystok nadal przejeżdżają tiry, powodując zagrożenie dla ruchu, niszcząc nawierzchnie ulic i zatruwając powietrze - grzmi polityk Wiosny. - W Podlaskiem mamy drogi śmierci. Sam ostatnio jadąc z synem do Bielska Podlaskiego bałem się oddać mu kierownicę. Nie pojmuję, dlaczego nie widać lobbowania na rzecz rozbudowy infrastruktury drogowej w naszym regionie, a słychać jedynie obietnice. Tyle już kadencji Sejmu minęło, tylu posłów z tego regionu zasiadało w poselskich ławach, a wciąż nie możemy doczekać się tutaj dróg z prawdziwego zdarzenia. Bez nich nikt tu nie będzie przyjeżdżał, a Augustów czy Białowieża pozostaną drobnymi miejscowościami turystycznymi, bez normalnego dojazdu do nich.

Przedstawiciel Lewicy zapewnia, że chce łączyć. Polityków wszystkich opcji, którzy weszli do Sejmu startując z podlaskich list. Bo tylko w ten sposób można osiągnąć więcej dla regionu. Wspólnie. Drogi nie mają zabarwienia politycznego.

I choć nie kryje, że w bardzo wielu miejscach nie zgadza się z PiS, to kibicuje, by jak najwięcej podlaskich przedstawicieli tej partii, która zwyciężyła w wyborach, znalazło się w rządzie. W ten sposób jest szansa załatwienia czegoś więcej dla Podlasia.

Paweł Krutul jest jednym z trojga debiutantów z województwa podlaskiego, którzy zasiądą w poselskich ławach. Oprócz niego do Sejmu dostał się Stefan Krajewski (PSL) i Aleksandra Szczudło, startująca z ostatniego miejsca na liście PiS. W naszym portalu przedstawimy sylwetki i zamierzenia ich wszystkich.

(Piotr Walczak / Foto: Arch. prywatne. P. Krutula)

Paweł Krutul: Wspólnie dla regionu można załatwić więcej komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama