Polityka, wygrał Białymstoku twierdza wcale padła - zdjęcie, fotografia

Prawo i Sprawiedliwość wybory parlamentarne wygrało, tak w Polsce, jak i na Podlasiu. Jednak jest niedosyt i po części szukanie winnego nie do końca zadowalających wyników. Dlaczego tak jest może po części obrazować sytuacja ze stolicy Podlasia. Bo tu, choć PiS wynik poprawił bardzo dobitnie, wzmocniła się twierdza, z którą obecna partia rządząca kompletnie sobie nie radzi od 13 lat. Dziś na naszych łamach obiecana część druga podnoszonego dzień wcześniej tematu.

Analiza wyników wyborczych nie tylko trwa do tej chwili, ale będzie jeszcze trwała nawet przez kilka miesięcy. Powodem jest nieuchronnie zbliżająca się kolejna kampania wyborcza – tym razem w wyborach prezydenckich. Partie i komitety powoli dokonują rozliczeń, choć konkretne decyzje jeszcze zapewne przed nami. Tak samo, jak posiedzenia Sejmu z nowymi posłami – i tu lokalnie Rady Miasta, w której także zapewne coś się zmieni. Na ile się zmieni, zależy od lokalnych liderów i władz partyjnych – na ile pozwolą działać tym lokalnym liderom.

Wiadomo w tej chwili tyle, że PiS po raz pierwszy od wielu lat znacząco pokonał konkurencję polityczną, która najpewniej będzie musiała pomyśleć o zmianie lidera. Dotychczasowy lider PO już dawno temu stracił swoją rześkość, ale też instynkt polityczny, który zaowocował tym, że mówiąc kolokwialnie na własnej skórze wyhodował sobie konkurenta, który latami rozprowadzał go jak mu pasowało. Bo to Tadeusz Truskolaski po wyborach parlamentarnych na Podlasiu wzmocnił się najbardziej, mimo dobrego wyniku PiS. I konsekwentnie rozprowadza po kątach zarówno polityków zwycięskiej formacji, jak też i całą Platformę Obywatelską, która się od lat na to godzi bez słowa sprzeciwu.

To wzmocnienie przełożyło się na duże poparcie Krzysztofa Truskolaskiego, który mógł spokojnie jeździć z ojcem po całym województwie, bo na miejscu nie było komu zająć się nawet drobną krytyką. Ani prezydenta, ani jego syna. PiS kompletnie nie atakował, ani nie debatował z konkurencją na żadnej płaszczyźnie. Natomiast lider Platformy najwyraźniej uznał, że jedynka na liście wyborczej to wystarczający argument za oddaniem na niego głosu. Ale ostateczny wynik wyborczy oznacza, że coś zaczęło się zmieniać w lokalnej polityce. Natomiast te zmiany będą najprawdopodobniej rzutować dość mocno na kształt białostockiego samorządu już w następnej kadencji.

- Kolejne wybory samorządowe za cztery lata, razem z parlamentarnymi, co będzie dodatkowo ogniskowało kampanię (oczywiście po drodze wiele jeszcze może się zdarzyć). Co prawda prezydent Białegostoku będzie wtedy już od kilku miesięcy w wieku emerytalnym, ale trudno oczekiwać, by odszedł z polityki. Zgodnie z prawem będzie mógł się ubiegać o kolejną kadencję. To z kolei oznaczałoby perspektywę 22 lat jego bytności w roli gospodarza magistratu. Teoretycznie Tadeusz Truskolaski mógłby odpocząć od samorządu (i iść śladem prezydenta Nowej Soli Wadima Tyszkiewicza) startując w wyborach do Senatu (może Sejmu). Skoro nie uczynił tego w tym roku, to zrobi to w 2023 roku tylko wtedy, jeśli będzie miał komu przekazać pałeczkę. Głosowanie z 13 października pokazało, że rozpoczął się proces ku temu wiodący. W tym bowiem kontekście należy rozpatrywać wynik Krzysztofa Truskolaskiego. Wszyscy się ekscytują, że z drugiego miejsca pokonał Roberta Tyszkiewicza, lidera PO. I podnoszą pytanie o zmianę przywództwa w Koalicji Obywatelskiej. Warto spojrzeć na to znacznie szerzej. Bez wątpienia jego kampania była aktywna, pracowita, z logistycznym zapleczem. Ale też swoistym rozpoznaniem w boju potencjalnych szans za kilka lat na sukcesję w Białymstoku. Nawet, jeśli dziś taki scenariusz możemy uznać za political-fiction, to z każdym kolejnym miesiącem będzie coraz bardziej rozważanym przez środowisko prezydenckie. Tak by się spełnił najpóźniej w 2028, a poseł syn był gotowy na przejęcie schedy po ojcu-prezydencie. To oznacza, że PiS wciąż będzie miał przed sobą perspektywę zdobycia bastionu – uważa dziennikarz Kuriera Porannego Tomasz Maleta.

Co przy obecnej polityce, jaką realizują w swej większości lokalni politycy Prawa i Sprawiedliwości, jest wielce prawdopodobne. Drobne wyjątki w postaci dwójki białostockich radnych (Henryk Dębowski i Paweł Myszkowski) oraz marszałka Artura Kosickiego, które potrafią skutecznie punktować zarówno Tadeusza Truskolaskiego, jak i jego zaplecze polityczne, to za mało, aby postawić się działającej sprawnie machinie stworzonej w białostockim magistracie. Dopóki inni lokalni politycy tej formacji tego nie zrozumieją, będą nadal kręcić się wokół wygranej, która już raz przeszła im koło nosa. Wtedy, kiedy mieli większość w Radzie Miasta i kompletnie tego nie wykorzystali. Raz – z powodu wewnętrznych tarć i dwa – wpasowywaniu się w układ stworzony przez prezydenta Truskolaskiego. Dość wspomnieć, że nie było prawie żadnej reakcji przedstawicieli PiS na wątpliwej ważności konkursy na dyrektorów w szkołach i przedszkolach. Nie było ukrócenia wyjazdów zagranicznych za publiczne pieniądze i nie było żadnej choćby próby pogrożenia paluszkiem prezydentowi w postaci organizacji referendum o jego odwołanie.

- Ciągle słychać o odwołaniu prezydenta Białegostoku. Gdyby referendum było w dniu wyborów, byłaby duża szansa na powodzenie tego referendum. Zaś duża liczba głosów na Krzysztofa Truskolaskiego może też świadczyć o zmęczeniu wyborców takim kształtem podlaskiej PO. Więc dali jasny sygnał panu Tyszkiewiczowi – kończ pan, wstydu oszczędź – mówi Wojciech Stepaniuk, dziennikarz TVP3 Białystok.

- Tadeusz Truskolaski bał się referendum kilka razy, dlatego zlecał przeprowadzanie sondaży za publiczne pieniądze. Moim zdaniem w białostockim PiS-ie są politycy, którzy mogą bez żadnych kompleksów stanąć do walki z Tadeuszem Truskolaskim lub jego synem i pokonać któregokolwiek z nich w kolejnych wyborach. Nie będę dziś mówiła o żadnych nazwiskach, bo działacze PiS sami ich zatopią, zanim jeszcze tacy otworzyliby usta. To niestety najpoważniejsza słabość tej partii. Partii, która jest zbiorowiskiem donosicieli na Nowogrodzką oraz cieszących się z byle ochłapów, jakie dotąd rzucał im – a jakże – Tadeusz Truskolaski. I tylko po to, żeby siedzieli cicho. Znakomita większość siedziała zatem cicho w swojej strefie komfortu, a Truskolaski poczynał sobie coraz śmielej. Myślę też, że po sromotnej porażce Platformy w Białymstoku w ostatnich wyborach, raczej nie będzie chętnych do kolejnego łomotu. Robert Tyszkiewicz więcej chyba już nie zdoła nikogo przekonać do swoich pomysłów politycznych, a Tadeusz Truskolaski wraz z synem uniezależnili się teraz jeszcze bardziej niż dotychczas. Choć pewnie nadal nie jest to jasne wszystkim członkom PO, mimo, że Tadeusz Truskolaski od już ponad 6 lat ogrywa Platformę jak pijane dzieci we mgle – uważa przedstawicielka naszej redakcji.

Prawo i Sprawiedliwość wybory w Białymstoku wygrało mocno i przebiło zdecydowanie szklany sufit, który wydawał się nie do przebicia. Ale jeśli nie zmienią się liderzy i podejście do nowych wyzwań oraz potrzeb mieszkańców, twierdza na Słonimskiej najpewniej wciąż pozostanie niezdobyta.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

PiS wygrał w Białymstoku z PO. Ale twierdza wcale nie padła – cz. II komentarze opinie

  • gość 2019-10-23 14:30:07

    Kosicki i Dębowski dwa asy,których należy z PiS-u się POzbyć !!! Zaistnieli dzięki Jurgielowi ,który na złość zostawił spaloną ziemię i kreował takie tuzy . Piontkowski też jest miękki ... i wchodzi w buty Jurgiela mając wokół takich doradców ...

  • gość 2019-10-23 16:22:33

    Komentarz nie przeszedł ... Pozdrawiam !!!

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama