1°C całkowite zachmurzenie

Płonie kolejny dom, a monitoringu jak nie było, tak nie ma

Wiadomości, Płonie kolejny monitoringu było - zdjęcie, fotografia

Na pewno nie było to żadne zwarcie instalacji elektrycznej, ani samozapłon, ale opuszczony dom przy ulicy Bema palił się w tym roku już po raz drugi. Mieszkańcy okolicznych domów mają dość bezczynności policji, prokuratury i prezydenta Białegostoku, którego od kilku miesięcy proszą o zainstalowanie monitoringu.

- Pewnie musi dojść do tragedii, chyba muszą zginąć ludzie, bo skoro nie ustalono sprawcy podpaleń, to nie wiadomo co dalej zrobi podpalacz, względnie podpalacze pustostanów. Na razie płonęły pustostany i szkoda, że odpowiedzialne służby w mieście nic nie robią w tej sprawie. A zagrożone jest bezpieczeństwo mieszkańców okolicznych drewnianych domów – napisała do naszej redakcji jedna z mieszkanek osiedla Bema.

List od mieszkanki nie pojawił się przypadkiem. Nieco ponad tydzień temu palił się dom, sąsiedni od jej domu. Na dodatek palił się już drugi raz w tym roku. Pierwsza seria pożarów miała miejsce pod koniec kwietnia i w maju tego roku. Za każdym razem w tym samym rejonie, w pobliżu drewnianych domów, w których mieszkają rodziny, także z małymi dziećmi. Wydarzenia te były żywo dyskutowane w mieście i zajmowały wiele uwagi mieszkańców Białegostoku, także z odległych osiedli.

W dniu 3 listopada dom zapłonął kolejny raz. Ludzie mieszkający w pobliżu mają dość bezczynności wszystkich, na których powinni polegać. Policja nie wykryła sprawców podpalenia, prokuratura nie chciała podjąć dochodzenia, a jak już w końcu podjęła, to w konsekwencji umorzyła postępowanie – właśnie z powodu niewykrycia sprawców. Nic nie dały także patrole straży miejskiej, ani policji, bo domy płonęły, a podpalacza lub podpalaczy nie udało się namierzyć w żaden sposób. Mieszkańcy zwrócili się zatem do prezydenta Białegostoku z wnioskiem o zainstalowanie monitoringu w tym miejscu. Skoro w krótkim czasie doszło do kilku pożarów tylko w tej jednej okolicy, monitoring dawałby szansę na sprawniejsze poszukiwanie sprawcy podpaleń.

Mieszkańcy osiedla Bema mówią tu o podpaleniach, ponieważ ich zdaniem samozapłon nie wchodził w grę. Także zwarcie instalacji elektrycznej było praktycznie wykluczone z uwagi na to, że paliły się pustostany, w których instalacji nie ma od lat. Ale mieszkańcom nikt nie chciał pomóc. Prosili, pisali pisma, rozmawiali osobiście z urzędnikami i policją. I nic. Dopiero po tym, gdy wysłana została skarga na czynności mundurowych do wiceministra Jarosława Zielińskiego, wydawało się, że coś ruszy z miejsca. No to ruszyło. Tylko o tyle, że policja w końcu przyjęła zeznania mieszkańców okolicznych domów, które zagrożone były pożarami z racji bliskości położenia. I to wszystko na ten temat. Sprawa – jak pisaliśmy już wyżej – została umorzona z powodu nie wykrycia sprawcy.

- Prokuratura najpierw odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie podpaleń, a na złożone zażalenie podjęła śledztwo. Tylko że następnie umorzyła to śledztwo z powodu nie ustalenia sprawcy podpaleń. To jest po prostu kpina. Bo jak można ustalić sprawcę podpaleń skoro się go nie szuka? Nikt nie chciał przyjąć zeznań od świadków pożarów z ul. Ostrowieckiej i Bema. Dopiero po skierowaniu pisma od mieszkańców ul. Ostrowieckiej do pana ministra Zielińskiego, policja wykazała aktywność i łaskawie przyjęła zeznania od mieszkańców – żali się pani Bogusława mieszkanka ulicy Ostrowieckiej.

- Boję się wychodzić nawet do sklepu, nie mówiąc już o dłuższej nieobecności, zostawiając dom i rodzinę, bo w każdej chwili coś może się im stać. Mało nas na ulicy zostało. A jak widać podpalacz nie przejmuje się losem ludzi, bo podpalane są nawet budynki, które leżą bardzo blisko zamieszkanych domów – napisał do naszej redakcji jeden z mieszkańców tej dzielnicy jeszcze w maju tego roku.

Życie w ciągłym strachu jest przerażające. Mieszkańcy osiedla pisali zatem do różnych redakcji dramatyczne maile z prośbą o zainteresowanie się tematem, podjęcie interwencji. Na pewno nagłaśnianie sprawy mogło odstraszyć potencjalnych sprawców podpaleń, tylko okazało się, że nie na długo. Bo niestety od ostatniego pożaru minęło niecałe pięć miesięcy. Większość piszących do nas, przypominała niedawne pożary na Bojarach, które skutecznie wykurzyły ludzi opornych na różnego rodzaju oferty zamiany nieruchomości tudzież jej sprzedaży.

Mieszkańcy postanowili poprosić prezydenta o pomoc i wystąpili z wnioskiem o zainstalowanie monitoringu. Okazuje się, że tak pilna sprawa, nie musi wcale być załatwiona pilnie. Zatem rozpatrywanie wniosku trwa już ponad cztery miesiące. Przecież skoro nikt nie zginął, być może pośpiech w magistracie nie jest potrzebny. Urzędnicy tłumaczą postępowanie skomplikowanym charakterem sprawy. Z tym, że nie wyjaśniają na czym polega to skomplikowanie.

- Przez ponad dwa miesiące w ogóle nie było odpowiedzi z Urzędu Miejskiego. A 4 września było kolejne pismo do pana prezydenta o odpowiedź na prośbę mieszkańców z miesiąca czerwca. Do dzisiaj nie ma odpowiedzi. To już ponad 4 miesiące jak pan prezydent Miasta Białegostoku nie miał czasu się zająć bezpieczeństwem mieszkańców z ul. Ostrowieckiej. Niestety, 3 listopada znowu ktoś podpalił już raz podpalony pustostan – pisze do naszej redakcji mieszkanka osiedla.

Sprawa jest poważna i wymaga natychmiastowego działania. Skoro domy palą się jeden po drugim w krótkim okresie czasu, a policja i prokuratura nie są w stanie znaleźć żadnych śladów potencjalnych sprawców podpaleń, temat załatwiłby z pewnością monitoring. A przynajmniej mieszkańcy czuliby się bezpieczniej wiedząc, że ktoś jeszcze czuwa nad ich bezpieczeństwem. Od miesięcy muszą organizować się sami. Zaraz po wiosennych pożarach pełnili patrole społeczne. Później przestali, skoro pożary ustąpiły. Ale teraz pożar znów wybuchł i to w tym samym miejscu.

Oprócz monitoringu, nadziei mieszkańcy upatrują również w zmianach planów miejscowych. Chodzi o to, żeby w tej okolicy nie można było budować bloków. Ta decyzja akurat leży w rękach prezydenta i radnych. Ale jak dotąd nie pojawił się nawet projekt uchwały w takiej sprawie, nie było także żadnej debaty poświęconej problemowi, który znany jest w Białymstoku od bardzo wielu lat z innych części miasta.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Marcin Iliaszuk)

Płonie kolejny dom, a monitoringu jak nie było, tak nie ma komentarze opinie

  • gość 2017-11-14 01:04:42

    Truskolas ma w tym interes dlatego ma w dupie pisma mieszkańców. On i jego partyjna świta kpią sobie z nich. CBA o. Białystok też nieruchliwe mimo, że od 2 lat rządzi inna partia i nie ma kto prześwietlić tej całej bandy i 2 kadencji nierządu w Białymstoku...Jak wybieraliście tak i teraz mata.

  • gość 2017-11-16 15:03:16

    Oczywiście, że Prezydent ma głęboko gdzieś mieszkańców niechcianej ulicy Bema jak i Ostrowieckiej, radni również niewiele robią w tej sprawie w sumie to nic nie robią, maja teraz inne cele bo przecież za rok wybory i muszą już myśleć o kolejnej kadencji a że gdzieś się pali i jest zagrożone mienie czy w gorszym wypadku nawet życie ludzkie niewiele to kogoś obchodzi, w Białymstoku rządzi developer i to on decyduje gdzie ma być lany beton, jemu i rządzącym w mieście nawet jest na rękę że palą się stare drewniane domy bo przecież spalić jest taniej niż rozebrać, policja, staż miejska czy też prokuratura tez nic nie robią, po prostu wydają decyzje o umorzeniu śledztwa ze względu na nieustalenie sprawcy podpaleń, komu się chce badać taką sprawę a może jest w mieście zmowa milczenia i zakaz badania sprawcy tych niebezpiecznych zdarzeń?, a ze jest zagrożone mienie i nawet życie ludzkie kilku czy kilkunastu ludzi to przecież nic nie znaczy dla włodarzy miasta, wg nich ludzie ze starych domów są sobie sami winni bo już dawno powinni wyprowadzić się ze swoich domów, sprzedać za "grosze" swoje grunty dla miasta lub dla developera ale już niedługo bo za niecały rok są wybory, mam nadzieje że mieszkańcy B-stoku przejrzą wreszcie na oczy i wybiorą właściwie

  • gość 2017-11-16 15:04:15

    Oczywiście, że Prezydent ma głęboko gdzieś mieszkańców niechcianej ulicy Bema jak i Ostrowieckiej, radni również niewiele robią w tej sprawie w sumie to nic nie robią, maja teraz inne cele bo przecież za rok wybory i muszą już myśleć o kolejnej kadencji a że gdzieś się pali i jest zagrożone mienie czy w gorszym wypadku nawet życie ludzkie niewiele to kogoś obchodzi, w Białymstoku rządzi developer i to on decyduje gdzie ma być lany beton, jemu i rządzącym w mieście nawet jest na rękę że palą się stare drewniane domy bo przecież spalić jest taniej niż rozebrać, policja, staż miejska czy też prokuratura tez nic nie robią, po prostu wydają decyzje o umorzeniu śledztwa ze względu na nieustalenie sprawcy podpaleń, komu się chce badać taką sprawę a może jest w mieście zmowa milczenia i zakaz badania sprawcy tych niebezpiecznych zdarzeń?, a ze jest zagrożone mienie i nawet życie ludzkie kilku czy kilkunastu ludzi to przecież nic nie znaczy dla włodarzy miasta, wg nich ludzie ze starych domów są sobie sami winni bo już dawno powinni wyprowadzić się ze swoich domów, sprzedać za "grosze" swoje grunty dla miasta lub dla developera ale już niedługo bo za niecały rok są wybory, mam nadzieje że mieszkańcy B-stoku przejrzą wreszcie na oczy i wybiorą właściwie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl