Prezydent listy pisze, policja reaguje. Pikieta nacjonalistów pod specjalnym nadzorem

Wiadomości, Prezydent listy pisze policja reaguje Pikieta nacjonalistów specjalnym nadzorem - zdjęcie, fotografia



Na niedzielny wieczór, 10 lipca, Obóz Narodowo - Radykalny zaplanował w Białymstoku akcję pod hasłem "Ukrainiec nie jest moim bratem". Choć zgromadzenie zostało zgłoszone, zatem odbędzie się zgodnie z prawem, będzie pewnie traktowane jako podwyższonego ryzyka. W tej sprawie interweniował też prezydent Tadeusz Truskolaski, wysyłając pismo do komendanta miejskiego policji. Wiadomo też, że nie wszystkie środowiska narodowe wezmą udział w pikiecie.


O tym, że takie wydarzenie ma się odbyć, napisaliśmy jako pierwsi. Dzień później, w czwartek, nad akcją i jej przesłaniem skupiła się jedna z gazet, kontynuując temat jeszcze w piątek. Przypomnijmy, że nacjonaliści zapowiadają, iż manifestacja związana jest z obchodzonym przez nich 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. Święto to jeszcze nie zostało zatwierdzone przez posłów, choć mówi się o tym od dłuższego czasu, stąd w tym momencie należy je traktować jako nieoficjalne. Na Facebooku Narodowy Białystok zapraszał do wzięcia udziału takimi słowami: "Wspierasz Ukraińców? Może najpierw sprawdź, czy ktoś z zamordowanych przez OUN-UPA lub SS Galizien nie był Twoim krewnym. Dzisiejsza władza w Kijowie do poziomu bohatera narodowego wynosi Stefana Banderę, zbrodniarza odpowiedzialnego za tzw. Rzeź Wołyńską w 1943 roku, w czasie której zamordowano w bestialski sposób ponad 100 tysięcy Polaków. Jedyną ich winą było to, że byli Polakami... Ponadto wciąż aktualne są ukraińskie roszczenia terytorialne co do Podkarpacia. Dlatego też nie daj się zmanipulować mediom mówiącym o wyimaginowanej przyjaźni polsko - ukraińskiej. Dlatego też pamiętaj: Ukrainiec nigdy nie był, nie jest i nie będzie Twoim bratem! 11 lipca będziemy obchodzić dzień pamięci męczeństwa kresowian. W związku z tym spotkajmy się w najbliższą niedzielę na Rynku Kościuszki i wspólnie powiedzmy głośno o tym, co Ukraińcy robili z Polakami na Wołyniu!”

Potem w internecie rozpętała się burza. Nie brakowało komentujących, którzy podnosili, że hasło akcji nawołuje do nienawiści. Ale dużo było i głosów popierających. Na obecną chwilę wydarzenia na popularnym portalu społecznościowym już nie znajdziemy, zostało usunięte.

- Ci co twierdzą, że nawołujemy do nienawiści, sami mają wiele za przysłowiowymi uszami. Wystarczy zajrzeć na fanpage"e, na których tropi się domniemany faszyzm. To tam w wielu komentarzach nawołuje się do konfrontacji, często fizycznej z narodowcami - irytuje się szef Brygady Podlaskiej ONR Mateusz Magnuszewski.

Jak się dowiedzieliśmy, nie wszystkie środowiska narodowe chętnie przyjdą na pikietę organizowaną przez Obóz Narodowo - Radykalny.

- My nie weźmiemy w niej udziału. Nie do końca zgadzamy się ze wszystkimi intencjami i hasłami, które propagują organizatorzy - mówi Marcin Zabłudowski, prezes podlaskiego okręgu Młodzieży Wszechpolskiej.

O skomentowanie całej sytuacji i kontrowersji, które narosły wokół niej, poprosiliśmy Pawła Myszkowskiego, miejskiego radnego z ramienia PiS oraz Seweryna Prokopiuka z partii Razem.

Paweł Myszkowski: Zastanawiam się, co w tym przypadku budzi większe kontrowersje: czy ludobójstwo na Wołyniu, czy fakt, że pikietę organizuje ONR.

Mnie osobiście nie razi, że zarejestrowana i legalnie działająca organizacja jest inicjatorem wydarzenia w przestrzeni publicznej, o ile oczywiście nie łamie prawa. Przypomnę, że pewne środowiska trzęsły się z oburzenia, że ONR śmiał świętować rocznicę swego powstania w Białymstoku. Była krytyka, protesty, nagonka na księdza głoszącego homilię... Nie słyszałem jednak o postawieniu komukolwiek zarzutów z powodu złamania prawa. Myślę, że podobnie będzie i tym razem. Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zapewne znów wyrazi ubolewanie, że "ONR doskonale nauczył się działać w granicach prawa", zamiast docenić, że obywatele korzystają ze swych konstytucyjnych przywilejów.

Nie mam też skrupułów, aby ukraińskie mordy na Polakach na Wołyniu nazywać ludobójstwem. W zasadzie, gdy poczyta się wspomnienia ocalonych z rzezi, dokumentowane pieczołowicie przez wiele lat przez Ewę Siemaszko, na usta cisną się znacznie gorsze określenia. Przypomnę tylko, jakiej językowej ekwilibrystyki dokonywali parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej poprzedniej kadencji, debatując o pamięci ofiar "zbrodni o znamionach ludobójstwa", a unikając jednoznacznego podsumowania tych zbrodni, co wytknął im nawet będący w koalicji PSL ustami posła Zycha. Dlatego w obronie ofiar rzezi wołyńskiej protestują nie tylko rodziny ofiar, ale też wiele znanych osób, m.in. ksiądz Isakowicz-Zalewski czy senator Jan Żaryn. Jednak ich głos nie jest w stanie przebić się do powszechnej świadomości. Nic więc dziwnego, że ONR - jak sama nazwa wskazuje "Radykalny" - sięga po radykalne środki wyrazu. Stąd takie, a nie inne hasło pikiety.

Mitem jest niestety, że kult Bandery na Ukrainie to kwestia jakiejś mało znaczącej grupy radykałów. Najlepszym przykładem są wydarzenia z ostatnich dni: jedna z ulic w Kijowie nosi od czwartku imię Stefana Bandery. Widać wyraźnie, że jest na to coraz większe społeczne przyzwolenie. Ale w Polsce musimy dbać przede wszystkim o polskie interesy i pamięć polskich ofiar. Jeśli my będziemy milczeć - wołać będą kamienie. Dlatego braterstwa między naszymi narodami chyba nigdy nie będzie. Porozumienie jest możliwe, ale musi być oparte na prawdzie.

Seweryn Prokopiuk: Zapowiadana demonstracja ONR to bardzo szkodliwa inicjatywa. Po raz kolejny tragiczne wydarzenia z przeszłości są wykorzystywane do zbijania kapitału politycznego przez skrajną prawicę. Pod pretekstem walki o prawdę historyczną członkowie ONR starają wywołać napięcia między społecznościami Polski i Ukrainy. 

W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z kilkoma wydarzeniami mającymi wpływ na stosunki polsko - ukraińskie. Nacjonaliści w Przemyślu zakłócili uroczystości na cmentarzu wojennym, upamiętniające żołnierzy Ukraińskiej Amii Galicyjskiej, którzy pod dowództwem Semena Petlury walczyli z bolszewikami u boku Józefa Piłsudskiego. Z trudnych do wytłumaczenia powodów nie wpuszczono także do Polski zespołu muzycznego "Ot Vinta", który w przeszłości wielokrotnie bez żadnych problemów tu koncertował. Zapowiadana demonstracja ONR wpisuje się zatem w ciąg wydarzeń kładących cień na stosunki między państwami i społeczeństwami.

Działania ONR są tym bardziej szkodliwe i niezrozumiałe, że niedawno doszło do bardzo ważnego i symbolicznego wydarzenia. W Kijowie opublikowano list polityków i intelektualistów, w którym zwracają się z prośbą o wybaczenie zbrodni wołyńskiej oraz z apelem o pojednanie. List podpisali m.in. byli prezydenci: Leonid Krawczuk i Wiktor Juszczenko oraz zwierzchnicy kościołów prawosławnego i grekokatolickiego. Niestety, list ten przeszedł w Polsce bez echa. Chociaż przyznać trzeba, że to właśnie jeden z sygnatariuszy tego listu – prezydent Juszczenko pod koniec swoich rządów nadał tytuł Bohatera Ukrainy - Stefanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi. 

O trudnej historii trzeba mówić otwarcie. Musimy głośno, ale bez zbędnych emocji, mówić o wielkich zbrodniach nacjonalistów ukraińskich na Polakach, ale także o krwawych akcjach odwetowych dokonywanych przez Polaków, jak również błędach polityki państwa Polskiego wobec mniejszości ukraińskiej w II RP. Próby przemilczenia tragicznych wydarzeń z przeszłości nikomu nie służą.

Z niepokojem obserwuję, jak część sił politycznych na Ukrainie buduje swoją identyfikację na kulcie tradycji OUN i UPA. O tym też trzeba mówić dobitnie i otwarcie, ale nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Do otwartego kultu ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej przyznają się na Ukrainie tylko grupy absolutnie skrajne, istniejące na marginesie życia politycznego.

Symboliczne jest także to, że ONR, który organizuje demonstrację piętnującą zbrodnie ukraińskich nacjonalistów, jednocześnie czci na Podlasku Romualda Rajsa – Burego, który jest odpowiedzialny za zbrodnię o znamionach ludobójstwa. Oczywistym jest, że skala tych odrażających działań była nieporównywalna, ale jej podłoże jest bardzo podobne.

Na Podlasiu od pokoleń mieszka wielu ludzi pochodzenia ukraińskiego. Ani oni, ani ich przodkowie w żaden sposób nie mogli być zaangażowani w podżegane nacjonalizmem zbrodnie. Ich jedyną "winą" jest to, że przyznają się do ukraińskiego pochodzenia. Czy ONR organizuje to wydarzenie także przeciwko tym obywatelom naszej ojczyzny?

Nacjonaliści podkreślają, że ich manifestacja będzie w pełni legalna. Zgłosili ją urzędnikom.

Magistrat potwierdza, że zawiadomienie o zgromadzeniu publicznym, które ma się odbyć 10 lipca o godz. 19.30 na Rynku Kościuszki, wpłynęło do Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w czwartek. Przewidywana liczba uczestników – według organizatora – to 100 osób.

- Prezydent miasta Białegostoku Tadeusz Truskolaski wystosował pismo do komendanta miejskiego policji z prośbą o szczególne zwrócenie uwagi na planowane wydarzenie i o podjęcie działań, które uniemożliwią ewentualne złamanie prawa przez uczestników tego spotkania - mówi rzeczniczka prezydenta Urszula Mirończuk.

Narodowcy przyznają, że funkcjonariusze już do nich dzwonili, ale nie ma mowy o odwołaniu manifestacji.

(Piotr Walczak)

Reklama

Prezydent listy pisze, policja reaguje. Pikieta nacjonalistów pod specjalnym nadzorem komentarze opinie

  • Zdzisław - niezalogowany 2016-07-12 00:31:13

    Obarczanie odpowiedzialnością za ludobójstwo na Wołyniu wszystkich Ukraińców jest nieporozumieniem, podobnie jak nawiązywanie przyjaznych stosunków z Ukrainą w sytuacji, kiedy ta nie kwapi się z oficjalnym potępieniem rzezi, a Banderę wynosi do rangi bohatera narodowego. nasze władze powinny w tej sprawie zająć bardziej zdecydowane stanowisko.

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama