2°C bezchmurnie

„Psia grypa” w Policji. Na ulice wyjdą ci zza biurek?

Wiadomości, „Psia grypa” Policji ulice wyjdą biurek - zdjęcie, fotografia

Od miesięcy nie jest rozwiązana sytuacja w Policji. Mundurowi domagają się podwyżek, płatnych godzin nadliczbowych, zmian w przepisach emerytalnych, ale mają też i inne postulaty. Cierpliwość im się kończy najwyraźniej, bo ich szefowie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji wciąż nie podchodzą do tematu poważnie. Policjanci więc masowo zaczęli przechodzić na zwolnienia lekarskie. Zapanowała „Psia grypa”.

Nagłe zachorowania policjantów w całym kraju i nieobecność w miejscu pracy, ma już swoją nazwę. To „psia grypa”, która skasowała patrole policji w wielu miastach na ulicach niemal do zera. W nocy 2 listopada na przykład w całym Krakowie miał poruszać się wyłącznie jeden patrol. Tak przynajmniej podają policyjni związkowcy na swoim nośniku internetowym. W innych miastach nie jest lepiej. Tymczasem wiceminister odpowiedzialny za Policję wydaje się bagatelizować sprawę.

- Nie wiem dlaczego nagle policjanci tak masowo chorują. Czyżby jesienna pogoda na to wpłynęła? Być może – mówił wiceminister Jarosław Zieliński i dodał za chwilę. – Tutaj, w tej sytuacji, która się pojawiła, na wezwanie, jak rozumiem, które krążyło, a więc to nie było wynikiem naturalnych przyczyn i sytuacji, tylko jakoś wystąpiło nagle i w skali dosyć dużej, czyli warto to od strony etycznej przemyśleć.

Z tym, że im więcej ten wiceminister zabiera głos w takich sprawach, tym bardziej ciśnienie wśród mundurowych wzrasta. Nie jest żadną tajemnicą, że to on jest głównym powodem akcji protestacyjnych. Warunki pracy w Policji pogorszyły się i nie chodzi tylko o wysokość zarobków czy płatne godziny nadliczbowe, ale również o atmosferę oraz organizację samej pracy.

- Tu nikt nie chce przyjść do pracy. Młodzi przychodzą, wytrzymują miesiąc, albo trzy i rezygnują. Nie jest możliwe, żeby zakończyć w miesiąc ponad sto prowadzonych spraw. Jeszcze sto, to pół biedy, są tacy, co mają w miesiąc zakończyć czterysta spraw. Przy tej ilości nie ma nawet możliwości przesłuchania kogokolwiek. A oczekiwania są takie, żeby kończyć sprawy i ich nie umarzać. Jak to zrobić? Ktoś powie? – mówi naszej redakcji jeden z policjantów z Białegostoku.

- Mamy dość takiego traktowania. Zajmujemy się poważnymi sprawami i nikt z nas nie powinien latać ze sztandarami jak minister przyjeżdża. Nie jesteśmy też jego prywatną obstawą. A jest przecież tak, że jak tylko Zieliński tu zjeżdża to od razu radiowozy muszą stać i czekać, obstawa musi być. Mamy swoje zajęcia i nie jesteśmy chłopcami czy dziewczynami na posyłki – dodaje inny z policjantów.

Policjanci z Białegostoku nie chcą wypowiadać się pod własnymi nazwiskami. Nie chcą ponosić konsekwencji za tego rodzaju komentarze. Liczą jednak, że coraz gorsza sytuacja finansowa – z powodu braku wystawiania mandatów – i zaostrzenie akcji protestacyjnej, spowodują, że w rządzie szybko dojdzie do dymisji. I niemal wszyscy tu wymieniają nazwisko Jarosława Zielińskiego. Ta gorsza sytuacja finansowa, to strata około 80 milionów złotych w kasie państwa. Jeszcze podczas wakacji policjanci w ramach akcji protestacyjnej zaczęli częściej pouczać kierowców lub osoby popełniające wykroczenia, zamiast nakładać na nich kary.

Przed Policją jest święto 11 Listopada, Marsz Niepodległości w Warszawie oraz w innych miastach. W Białymstoku też, tyle że dzień wcześniej, przejdzie Marsz Niepodległości. Jeśli policjanci nadal będą przebywali na zwolnieniach lekarskich, może ich zabraknąć do zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom. W naszym mieście oprócz tego, w tym samym niemal terminie, będzie rozgrywany mecz podwyższonego ryzyka i tam też będą potrzebni mundurowi. Skąd ich wziąć, jeśli będą nieobecni?

Podwyżki płac oraz zmiany w systemie emerytalnym Policji, a także pełnopłatne nadgodziny – to podstawowe postulaty. Trzeba tu koniecznie wiedzieć, że policjant nie ma prawa dorabiać gdzieś indziej, ani czerpać z innych źródeł dochodu. Obecne średnie wynagrodzenie waha się nieco ponad 3 tys. złotych. Praca jest odpowiedzialna i bywa, że w każdy dzień tygodnia, na dodatek przecież często na każde zawołanie.

- My nie mamy świąt, ani uroczystości rodzinnych, jak większość ludzi. Jak przychodzi polecenie, to człowiek jedzie w dzień czy w nocy, w słońce i w największe mrozy. Narażamy życie i zdrowie, szarpiemy się ze złodziejami, wandalami, pijanymi. Moja żona nie pracuje, bo nie mamy możliwości oddać dziecka do przedszkola. Przecież nie powiem w przedszkolu, że dziś dziecka nie odbiorę, bo mnie wezwano na wyjazd do Warszawy czy Poznania. Żona wcześniej pracowała w Policji i na pewno tam nie wróci dopóki będą takie warunki. Utrzymujemy się wyłącznie z mojej pensji 3 tys. 195 zł na trzy osoby – przekazał nam policjant z Białegostoku.

Policjanci odetchnęliby z ulgą, gdyby ze stanowiska wiceszefa MSWiA został odwołany Jarosław Zieliński. Wielu mundurowych jest przekonanych o tym, że z głównym szefem dałoby się porozumieć. Choć są i sceptycy tego rozwiązania. Dość wspomnieć, że jednym z ostatnich pomysłów akceptowanych przez wiceministra Zielińskiego jest to, aby na czas absencji chorobowej, do pracy na ulicach zaangażować pracowników administracyjnych zatrudnionych w strukturach Policji. Związki zawodowe policjantów, ale też i mundurowi niezrzeszeni uważają to za skrajnie nieodpowiedzialne posunięcie.

W rozmowach, jakie przeprowadziliśmy, najczęściej przewija się krytyka właśnie wiceministra, który jest postrzegany jako największy szkodnik w strukturach Policji. Mundurowi podkreślają, że nigdy wcześniej nie mieli aż tylu przełożonych nad sobą, którzy na dodatek realizując pomysły wiceministra Zielińskiego, wydają im masę poleceń, których zwyczajnie nie są w stanie wykonać. Raz – z braku sił kadrowych, dwa – z uwagi na ich częstą irracjonalność.

Jeszcze dziś w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi odbędzie się odprawa z komendantami Policji, Państwowej Straży Pożarnej oraz Straży Granicznej. Być może tam uda się przynajmniej ustalić warunki porozumienia z protestującą stroną społeczną. Jeśli nie, „Psia grypa” może trwać aż do połowy grudnia.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: podlaska.policja.gov.pl)


„Psia grypa” w Policji. Na ulice wyjdą ci zza biurek? komentarze opinie

  • gość 2018-11-06 13:45:06

    A gdzie jest w tym wszystkim ZUS i skontrolowanie, czy rzeczywiście "psia grypa" jednak panuje? Osoba z mojego otoczenia po poważnej operacji miała ich kontrole co 2 tygodnie, czy w przypadku policji stosuje się inne zasady? Ok, może praca i odpowiedzialna, za nadgodziny powinni otrzymywać wynagrodzenie, ale nie oszukujmy się 3.200,00 zł to nie najgorsze wynagrodzenie. A trzynastki, wczasy pod gruszą i inne, które posiadają budżetówki, nie policzyliście tego, prawda? :) Dodam tylko, iż jako pracownik prywatnej firmy, za taką "psią grypę" pewnie dostałbym wypowiedzenie, wiecie redukcja etatów, a wy wrócicie do pracy, tak tak narzekajcie dalej :) A poza tym, skoro nie odpowiadają Wam warunki pracy to zmieńcie ją, cóż za problem? :) Zapraszam do sektora prywatnego :) My wcale nie jesteśmy na każde wezwanie, i w ogóle nie mamy bezpłatnych nadgodzin, nie stresujemy się i w ogóle jest mega! Serio!

  • Do gościa - niezalogowany 2018-11-06 20:17:49

    Widać ze nie masz pojęcia Gościu co znaczy wstać od świątecznego stołu i iść do pracy gdzie czekają cie np.ogledziny miejsca zdarzenia a na dworzu mróz. Nie chce nikogo obrazić ale praca w korporacji to bułka z masłem. Wiem co mówię

  • Lukasz - niezalogowany 2018-11-07 09:25:47

    Mnie bardziej zastanawia, czy te L4 nie obowiązuje cały rok. Bo prędkość nagminnie przekraczana na drogach, wjazdy na czerwonym, w nocy wyścigi samochodów na Kaczorowskiego. Helou, policja, jesteście tam?

  • Folq - niezalogowany 2018-11-07 11:05:44

    Powiedział polityk o etyce

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl