Piłka nożna, Puchar przeszedł koło Lechia świętowała zwycięstwo - zdjęcie, fotografia

Stadion narodowy w miniony czwartek był wypełniony po brzegi. Kibice Jagiellonii bardzo liczyli na zwycięstwo swojej ukochanej drużyny w Pucharze Polski. Nie udało się, bo to trofeum powędrowało do Gdańska. W doliczonym czasie gry to Lechia strzeliła gola i wygrała cenny Puchar, pierwszy raz po 36 latach.

Nie był to finał trzymający w napięciu, niewiele było akcji porywających i zagrań, które na długo wbiją się w pamięć kibiców. Ale kibice Lechii Gdańsk niekoniecznie będą o to dbali. Ich zespół pokazał charakter walcząc do końca w meczu, który dłużej układał się pod dyktando Jagiellonii Białystok. I to dlatego kibice, którzy przyjechali z Białegostoku z takim niesmakiem przyjęli to co się wydarzyło na koniec doliczonego czasu gry. Decydującego gola w doliczonym czasie gry strzelił Artur Sobiech po asyście Flavio Paixao, żegnając tym samym ostatecznie marzenia żółto – czerwonych o Pucharze Polski.

Dla Jagiellonii finał Totolotek Pucharu Polski był, jak mówił Ireneusz Mamrot, najważniejszym punktem sezonu, punktem odniesienia dla całego roku pracy jego sztabu i zawodników. Nie krył jednak niezadowolenia z wyniku w finałowych meczu. Stwierdził wręcz, że zarówno on, jak i piłkarze, czują rozgoryczenie.

- Jesteśmy rozczarowani tym wynikiem. W mojej ocenie, jeśli chodzi o przebieg gry, nie zasłużyliśmy na porażkę. Piłka nie jest sprawiedliwa, nigdy taka nie była i nie będzie. Liczy się to, co jest w bramce – powiedział już po przegranej w finale Totolotek Pucharu Polski trener Ireneusz Mamrot, selekcjoner Jagiellonii.

Z kolei trener Lechii, Piotr Stokowiec, również nie cofał się przed jednoznacznymi ocenami przyznając, że on i piłkarze zwycięstwem na stadionie narodowym mogą zapewnić sobie przepustkę do nieśmiertelności w historii Lechii Gdańsk. Choć dodał, że mecz w tak ważnym meczu piękno futbolu schodzi na dalszy plan, ponieważ liczy się przede wszystkim wynik.

- Lechia wytrzymała ciśnienie i potrafiła w końcówce skutecznie zareagować – mówił Stokowiec. – Mamy świetną drużynę, zawodnicy osiągają wspaniałe rezultaty, choć oczywiście jakość może być wyższa. Nie było pięknej gry, zresztą z obu stron, ale puchar jedzie z nami, na Pomorze, a my na pewno mamy ambicje, by grać lepiej – dodał.

W każdym razie nerwy po obydwu stronach dawało się wyczuć już pierwszych minutach finałowego spotkania. Wynikały one nie tylko ze stawki, okazji, czy prawie 50 tys. kibiców na trybunach, lecz również formy obydwu drużyn. Jagiellonia wyszła z wczesnowiosennego kryzysu, ale ostatni mecz ligowy przegrała. Lechia również straciła sporo ze swojej wyjątkowości, doznając trzech porażek w poprzednich czterech spotkaniach. Do tego jeszcze nastroje po przegranym meczu z Legią, który nie będzie dobrze wspominany, ani przez piłkarzy, ani trenera.

Pierwsze okazje to stałe fragmenty gry, czyli krótkie zrywy, które trenerzy dopracowywali w ostatnich dniach przed finałem, by zaskoczyć rywali. Jagiellonii prawie udało się w ósmej minucie, gdy szybkie rozegranie rzutu rożnego dało szansę na strzał Tarasowi Romanczukowi, lecz pomocnik pomylił się o kilkadziesiąt centymetrów. Piłka wylądowała poza siatką.

Stopniowo przewaga Lechii rosła, gdy Jagiellonia szukała swoich szans w kontrach. Gdańszczanie pewnie objęliby prowadzenie po dwudziestu minutach, gdy Flavio Paixao zbiegł do prawej strony i dośrodkował na dalszy słupek, gdzie wbiegał Lukas Haraslin – jednak przed strzałem Słowaka ubiegł go jeden z obrońców Jagiellonii i oddalił zagrożenie.

W odpowiedzi kapitalną okazję miał Patryk Klimala, który wydawało się miał już wszystko, by strzelić gola – czas, miejsce w polu karnym i opanowaną piłkę – ale nie wziął pod uwagę tego, jak szybko zareagował Błażej Augustyn, wślizgiem blokując próbę napastnika Jagiellonii. Chociaż Lechia dalej dominowała, to takie sytuacje wprowadziły sporo nerwowości w jej defensywie, a także w poczynania Zlatana Alomerovicia, który raz minął się z piłką na czterdziestym metrze od własnej bramki.

Jednak pierwsza połowa była dokładnie taka, jaką niejako zapowiadali trenerzy dzień wcześniej: oparta na priorytecie bezpieczeństwa pod własnym polem karnym, jak najszybszym powrocie do defensywy po stracie i angażowaniu mniejszej liczby zawodników w ataki. Tych czterdzieści pięć minut było głównie do zapomnienia.

- Mieliśmy do przerwy dwie bardzo dobre sytuacje. Jedna z nich, Patryka Klimali, była niemal idealna, ale Patryk w kluczowym momencie źle przyjął sobie piłkę. Nie wykorzystaliśmy tych sytuacji, a otwarcie wyniku sprawiłoby, że Lechia musiałaby się bardziej otworzyć. Mój zespół dał z siebie sto procent, zarówno jeśli chodzi o założenia taktyczne, jak i zaangażowanie. Zabrakło zdobycia bramki i nie ustrzegliśmy się błędu w ostatniej minucie spotkania. Zapłaciliśmy za to bardzo wysoką cenę – powiedział Ireneusz Mamrot.

Druga połowa to zdecydowanie wyższe tempo i ataki w obie strony: już w pierwszych kilku minutach Lechia oddała swój pierwszy celny strzał, a Jagiellonia przeprowadziła najlepszą akcję, choć uderzenie Jesusa Imaza zostało zablokowane. Zrywy były częstsze, ale wciąż nad atakującymi górowali obrońcy, a zwłaszcza świetnie interweniujący Michał Nalepa i Błażej Augustyn po stronie Lechii. To właśnie defensywa gdańszczan miała więcej pracy, również Alomerović musiał ratować swój zespół po strzale Imaza.

Wydawało się, że przełamanie przyszło na pięć minut przed końcem, gdy gola strzelił Flavio Paixao po jednej z coraz rzadszych kontr Lechii. Dośrodkowanie z lewej strony odbił Marian Kelemen, a przy uderzeniu Joao Nunesa na pozycji spalonej był właśnie kapitan gdańszczan, który po kolejnej interwencji dopadł pierwszy do piłki. Jednak to zdarzenie i tak napędziło Lechię do ataków, dłuższego przebywania na połowie rywali.

I właśnie to sprawiło, że jeszcze w doliczonym czasie gry przełamanie przyszło: Lechia rzuciła się do ataku, dobrze rozegrała rzut z autu w narożniku boiska, a dośrodkowanie Paixao zaskoczyło całą defensywę Jagiellonii – do tego stopnia, że nikt nie kontrolował wbiegającego Artura Sobiecha, który z bliskiej odległości dał gdańszczanom zwycięstwo.

- Jest duże rozczarowanie. Trzeba się skupić na tym, co przed nami. Chcemy grać o puchary i zespół nie może teraz się załamać. Trzeba grać o czwarte miejsce, tam też nie mamy sytuacji komfortowej, bo wszyscy są w tabeli blisko siebie. Rozegraliśmy więcej meczów od pozostałych zespołów, aczkolwiek dobrą informacją jest to, że gramy w poniedziałek i mamy cztery dni do meczu z Pogonią. Jest czas, żeby troszeczkę odpocząć. Trzeba będzie też zrobić sporo zmian, żeby zawodnicy, którzy nie grali, wnieśli coś świeżego – przekazał po meczu Ireneusz Mamrot.

Jagiellonia Białystok 0:1 (0:0) Lechia Gdańsk/ Bramka: Artur Sobiech 90’

Jagiellonia: 25. Marián Kelemen - 2. Andrej Kadlec (90, 7. Jakub Wójcicki), 17. Ivan Runje, 15. Zoran Arsenić, 19. Böðvar Böðvarsson - 9. Arvydas Novikovas, 20. Marko Poletanović (90, 99. Bartosz Kwiecień), 6. Taras Romanczuk, 11. Jesús Imaz, 12. Guilherme - 98. Patryk Klimala.

 

Lechia: 1. Zlatan Alomerović - 3. João Nunes, 25. Michał Nalepa, 26. Błażej Augustyn, 22. Filip Mladenović - 11. Konrad Michalak (69, 90. Artur Sobiech), 6. Jarosław Kubicki, 35. Daniel Łukasik (90, 5. Steven Vitória), 36. Tomasz Makowski, 17. Lukáš Haraslín (90, 9. Patryk Lipski) - 28. Flávio Paixão.

Żółte kartki: Arsenić - Augustyn

Sędziował: Bartosz Frankowski

(Źródło: pzpn.pl/ Cezarion/ Foto: BL)

Reklama

Puchar przeszedł koło nosa. To Lechia świętowała zwycięstwo komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ddb24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1/47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"