Wiadomości, Pytania rodziców mową nienawiści - zdjęcie, fotografia

Na piśmie jeszcze odpowiedzi radni nie dostali, za to doczekali się słownej odpowiedzi od prezydenta Białegostoku. Chodzi o kwestie dotyczące zajęć w szkołach, jakie prezydent chce wprowadzić od nowego roku szkolnego. Pytania od rodziców, które radni skierowali na ręce prezydenta, zostały odebrane jako atak i mowa nienawiści.

Tak przynajmniej można zrozumieć odpowiedź, jakiej dziennikarzom udzielił prezydent Białegostoku. Kilka dni temu, kiedy spotkał się, by przekazać informację dotyczącą konsultacji w sprawie jeszcze jednego zielonego przystanku w naszym mieście, Tadeusz Truskolaski został zapytany przez dziennikarzy o dodatkowe lekcje, jakie mają zostać wprowadzone w białostockich szkołach od nowego roku szkolnego. Takie bowiem zajęcia prezydent zapowiedział już kilka tygodni temu. Szczegóły jednak nie są znane w zasadzie nikomu. W tym nie są znane rodzicom.

- Jest to straszenie, jątrzenie, nieuprawnione rozciąganie tego co jest konieczne do podjęcia i straszenie białostoczan. Jestem bardzo zniesmaczony taką postawą, bo jest to postawa, która pokazuje, że właściwie znowu, że ci państwo… jest przyzwolenie na tą mowę nienawiści, po prostu. Próba podjęcia walki z mową nienawiści, jest od razu kontrreakcja, że prowadzi to nie wiadomo do czego, chociaż w ogóle nie ma o tym mowy – mówił Tadeusz Truskolaski o tym, z czym zwrócili się do niego na piśmie radni Prawa i Sprawiedliwości.

Problem w tym, że niema mowy o niczym. I właśnie dlatego radni przekazali pytania od rodziców, którzy z mediów dowiedzieli się, że w białostockich szkołach mają być prowadzone jakieś zajęcia, przez jakieś stowarzyszenia, a dotyczące tolerancji. Żadnych więcej szczegółów nie podano w tej sprawie. Nawet Rady Rodziców nie były informowane o szczegółach zajęć, ani o tematyce zajęć. To może dziwić tym bardziej, że Rady Rodziców powinny być zaznajomione wcześniej z propozycją dodatkowych lekcji i wyrazić na takie zgodę.

- Pan prezydent przedstawia program, na mocy którego jakieś organizacje miałyby wejść do szkół i przeprowadzać zajęcia z równego traktowania. I mieliśmy sygnały od rodziców, że obawiają się, że może to być próba edukacji seksualnej i promocji ideologii „gender” pod płaszczykiem właśnie zajęć o równym traktowaniu. Obawy wynikają z faktu, że polityczni sojusznicy pana prezydenta, a zarazem jego dobrzy znajomi – prezydenci innych miast – wprowadzają takie programy w miastach, w których sprawują urząd prezydenta – mówił na początku sierpnia radny PiS, Paweł Myszkowski.

Tego rodzaju wykonywanie mandatu przez radnych prezydent najwyraźniej poczytuje znów jako atak na swoją osobę, choć w zasadzie powinien najpierw podjąć szerokie działania informacyjne odnośnie tego, kto i w jakich dokładnie obszarach tematycznych będzie spotykał się z dziećmi w białostockich szkołach. To dlatego rodzice, także i do naszej redakcji kierowali pytania, czy wiemy cokolwiek na temat planowanych zajęć.

Trudno się im dziwić, ponieważ w tej chwili przez Polskę przetacza się dość duża debata na temat edukacji seksualnej, zaś w miastach, w których władzę sprawują polityczni koledzy Tadeusza Truskolaskiego, wprowadzane są zajęcia do szkół, o których rodzice nie są informowani. Co więcej prowadzą je seksedukatorzy z różnych organizacji, jak miało to miejsce w Poznaniu czy w Warszawie. Część rodziców z Białegostoku wolałaby takich sytuacji uniknąć i dlatego zwróciła się do radnych, aby w ich imieniu zapytali o szczegóły prezydenta Białegostoku.

- Mogę się teraz oczywiście odnieść do tego o co wystąpili radni PiS-u, ale jest to po prostu śmieszne, niepoważne, a wręcz tragiczne. Skomentowałem to też, że to tym państwu należałyby się te lekcje, to od nich trzeba by było zacząć. Lekcje mają być o szacunku człowieka do człowieka – powiedział Tadeusz Truskolaski.

Tu ciśnie się na usta, że jeśli takie lekcje mają się odbyć, to może najpierw prezydent sam powinien je przejść, skoro pytania radnych, do których zwrócili się rodzice, uważa za śmieszne, tragiczne i wręcz mowę nienawiści. Skoro ma być o szacunku człowieka do człowieka, to wypadałoby ten szacunek okazać zarówno pytającym radnym, ale przede wszystkim rodzicom, którzy nie wiedzą o czym i kto będzie edukował ich dzieci.

Biorąc to wszystko pod uwagę raczej trzeba założyć, że temat tych zajęć w białostockich szkołach chyba jeszcze wróci, ponieważ rodzice nadal nie wiedzą kto je będzie prowadził, ani jakie dokładnie tematy będą podejmowane.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: bialystok.pl)

Pytania od rodziców – mową nienawiści? komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama