Rozważania prawdziwe, nie urojone. Odpowiadam kolejny raz coachowi

Felietony, Rozważania prawdziwe urojone Odpowiadam kolejny coachowi - zdjęcie, fotografia

Rzadko mi się to zdarza, ale czasami tak trzeba, że należy odpowiedzieć. Około dwóch lat temu podjęłam polemikę z tak zwanym nauczycielem, który mówił innym ludziom i wtedy, i teraz, jak żyć i co należy myśleć. Chodziło wówczas o kwestie przyjmowania uchodźców. W efekcie jego tekst zniknął z sieci, mój został. Nie wiem, czy teraz będzie podobnie, ale mam nadzieję, że przynajmniej część osób porozmawia sobie przy świątecznym stole o czymś innym niż polityka – po prostu o życiu.

Zacznę od tego, że ogólnie uważam trenerów osobistych, czy jak się mówi teraz modniej – coachów – za szkodników współczesnego świata. Powód jest jeden i tylko jeden – uczą tysiące innych ludzi, że liczę się tylko ja, moje ja i ja. Reszta musi się dostosować, a jak nie to fora ze dwora. To oczywiście skrót myślowy, ale większość wykładów się do tego właśnie sprowadza. Bo ja muszę być najważniejsza, bo ja muszę być przywódcą, bo ja muszę osiągnąć sukces. Bullshit! To niestety droga donikąd i to dla wielu osób. Takie postrzeganie własnej osoby to najprostsza droga do tego, żeby zostać na tym świecie samemu jak palec. W najlepszym przypadku to droga do tego, żeby stać się samolubem nie patrzącym na innych ludzi.

W Wielki Piątek miałam okazję poczytać kilka słów o ośmiu rzeczach, za które ponoć nie trzeba przepraszać. Ale już sam wstęp do tego tekstu sprawił, że adrenalina jakoś mi się uaktywniła w organizmie. Otóż okazuje się, że jeśli jestem zmęczona ciągłymi kłótniami z partnerem o nic, sennym seksem, to w zasadzie bardzo dobrze, że podjęłam decyzję o rozwodzie. Bo to są absolutnie najważniejsze rzeczy na świecie i uzasadniają podjęcie decyzji życiowej bez względu na konsekwencje. Dalej trener rozwodzi się jeszcze, że w zasadzie to żaden problem, jeśli dziecko nie będzie miało ojca. Bo ja podjęłam jedyną słuszną decyzję o rozwodzie i nie muszę się z niej nikomu tłumaczyć.

Otóż wyjaśniam, co następuje. Właśnie z takim myśleniem ten świat nie zmierza w dobrym kierunku. Ja rozumiem, że niektórych małżeństw zwyczajnie nie da się uratować. Ale tłumaczenie zasadności rozpadu rodziny z powodu sennego seksu, który i tak za kilka lub kilkanaście lat nie będzie miał żadnego znaczenia w życiu, jest nie tylko głupie, ale i nieodpowiedzialne. Tak do życia to mogą sobie podchodzić dzieci, które jak już się znudzą jakąś zabawką lub kolegą z podwórka, mogą zamienić na innego lub inną. W dorosłym życiu bierze się odpowiedzialność za siebie i za ludzi, którymi się człowiek otacza. Właśnie na tym polega dojrzałość i dorosłość.

Nie wiem dlaczego instytucja rodziny jest tak nieistotna dla całej masy coachów, czy innych fachowców od porad życiowych. Moim zdaniem brakuje dziś specjalistów, którzy pomogą poukładać wzajemne relacje, jeśli z jakichś powodów te zostały popsute. Niestety, co jest jeszcze bardziej smutne, jeśli ktoś zdecyduje się na skorzystanie z poradni małżeńskich, które najczęściej dziś działają przy różnych parafiach, to jest zaściankiem, staroświeckim i w ogóle nie postępowym człowiekiem. Bo postępowo to jest się rozwieść, gdy seks jest nudny, albo zbyt często w małżeństwie ma się inne zdanie. Tylko z takim myśleniem i z takim postępem, gdyby większość się mu poddała, za kilka lat nie miałby kto usiąść do rodzinnego stołu na święta. No, ale skoro seks jest ważniejszy niż uśmiech, dobre słowo, wzajemny szacunek czy wspólna rozmowa, może faktycznie, lepiej żeby tacy ludzie nie mieli z kim spędzać świąt.

Pytania oraz troska matki „Jak Ty sobie teraz poradzisz? Kogo Ty teraz znajdziesz? Ale i tak najbardziej boli wypominanie rzekomego cierpienia dziecka, które powinno mieć ojca, niezależnie od tego jaki on jest” są nieistotne. Bo dziecko wcale nie musi mieć ojca. Matki w zasadzie też nie. W sumie po co? Może mieć dwóch ojców, albo dwie matki – to taka moda we współczesnym świecie. Takie idiotyzmy może wygadywać tylko i wyłącznie osoba, która nie ma pojęcia czym są zranienia duchowe z okresu dzieciństwa i jak one rzutują później na życie dorosłego człowieka.

Tak się składa, że odkąd istnieje ludzkość to przede wszystkim ojciec i matka wychowywali dzieci. Ich roli, nie da się zastąpić nawet najlepszym trenerem osobistym. Nawet gdy rodzina nie funkcjonuje w sposób wzorcowy w społeczeństwie, zawsze dla dziecka to będzie tata i mama. Wystarczy popatrzeć na rodziny dysfunkcyjne, od których na mocy sądu zabiera się dzieci czy to do rodziny zastępczej, czy do domu dziecka. Dziecko zawsze będzie tęskniło do swoich prawdziwych rodziców. Zawsze będzie wyglądać czy odwiedzą, czy przyjdą, czy porozmawiają. A nawet niech pomilczą, ale niech będą, po prostu będą. I każdy, kto zna się trochę na psychologii wiedzieć powinien, że w prawidłowym rozwoju dziecka kluczową rolę odgrywa ojciec. Może kiedyś opiszę co się dzieje, kiedy w rodzinie brakuje ojca. I jakie konsekwencje może mieć to dla dziecka w życiu dorosłym.

Rodzina to rzecz absolutnie podstawowa i dziś potrzeba więcej osób przygotowanych do tego, żeby pomagać tym, którzy nie potrafią w niej funkcjonować lub utrzymać – i nie mówię tu o wątku materialnym, tylko duchowym. Świetną robotę w Białymstoku pod tym względem robi Stowarzyszenie „Droga”. To tam pracuje się z dorosłymi ludźmi, żeby potrafili zadbać o siebie nawzajem i nauczyli się odpowiedzialności – również za siebie nawzajem. Jest to bardzo trudna i długa praca, ale warto. Takich fachowców i działań powinno być jak najwięcej i pomoc w tym kierunku powinna być normą, a nie wyjątkiem.

Nauczyciel i trener pisze w swoim wywodzie, że nie trzeba przepraszać za realizację swoich marzeń. Może i czasami nie trzeba. Ale kiedy to spełnianie własnych marzeń może godzić w innych ludzi, moim zdaniem przepraszać trzeba. I na dodatek zadośćuczynić. W tekście przytoczony jest przykład chłopaka, który zafascynował się Tajlandią i próbował zainteresować nią innych ludzi. Otóż w życiu ludzi dorosłych jest tak, że każdy ma własne upodobania. I jeśli ktoś tego, jako osoba dorosła, nie rozumie, to znaczy, że jeszcze najwyraźniej nie dorosła. Z tym, że nie zawsze upodobania i dorosłość można mierzyć tą samą miarą. Bo gdyby to matka trójki dzieci nagle zafascynowała się Tajlandią i sobie wyjechała spełniając własne marzenia, a wszystkich zostawiła ot tak sobie, to w tym przypadku jest za co przepraszać bliskich. Nie można tłumaczyć wszystkiego jednym zdaniem, czy jednym przykładem. Są rzeczy absolutnie naganne i o tym także trzeba mówić. Pomijam już kwestię, gdyby w przytoczonym przypadku chłopaka zafascynowanego Tajlandią, byli jeszcze wśród bliskich dziadkowie, którymi trzeba się opiekować lub nawet mama, która owdowiała i zostałaby kompletnie sama po wyjeździe. O takich rzeczach się rozmawia i przeprasza, jeśli chce się spełniać własne marzenia. Bo można nimi krzywdzić innych.

Najbardziej chyba jednak zirytował mnie wpis o tym, że nie trzeba przepraszać za przeszłość. Autor mówi: „Zraniłeś kogoś, skrzywdziłeś, zrobiłeś z siebie idiotę. Ubierałeś się tak, że dziś na samą myśl się czerwienisz i mówiłeś takie rzeczy, które chętnie byś cofnął. Ale gdyby nie te wszystkie rzeczy, nie byłbyś tym, kim jesteś dzisiaj. Nie rozumiałbyś tak świata, jak go teraz rozumiesz. Nie umiałbyś tego, co potrafisz”. Doprawdy? Tu właśnie wyłazi cały coaching, o jakim pisałam na samym początku. Liczę się tylko ja! W dupie trzeba mieć to, że kogoś się zraniło i skrzywdziło, bo przecież tak się buduje siebie i własne doświadczenia. A to jest ponad wszystko. Otóż nie! Nie wolno w żadnym momencie i z żadnych pobudek krzywdzić drugiego człowieka. A jeśli taka sytuacja nastąpiła, to trzeba umieć powiedzieć przepraszam. Tak postępują osoby dorosłe i odpowiedzialne. Tylko tchórze i egoiści nie potrafią przyznać się do błędu i powiedzieć przepraszam, kiedy dla własnego widzi mi się, ktoś inny płakał lub cierpiał.

Mogłabym tak jeszcze długo pisać o głupotach, które wędrują w przestrzeń publiczną, są lajkowane i niesione przez setki, albo i tysiące zmanipulowanych ludzi. Tak! Zmanipulowanych! To fakt, każdy jest kowalem własnego losu, ale to wcale nie znaczy, że można zapominać o tych, którzy żyją obok nas i nasze decyzje mają na nich zasadniczy wpływ. Dopóki człowiek będzie stworzeniem stadnym, dopóty nie ma „ja” i tylko „ja”. Samemu to można pójść na toaletę i to też nie zawsze. Pracować nad sobą można i często trzeba, ale to nie znaczy, że wszyscy inni nie powinni mieć dla nas znaczenia, bo ważne są wyłącznie moje cele. Takie myślenie, to ślepa uliczka.

Dziś przy stołach świątecznych polecam przeprosić się nawzajem za brak chęci zrozumienia, za brak czasu dla bliskich, za brak wspólnych rozmów, za egoizm, za patrzenie wyłącznie na własną wygodę. Kiedy ludzie w zgodzie podają sobie ręce, można zajść o wiele dalej i osiągnąć o wiele więcej, niż realizując wyłącznie moje „ja”. Jeśli nie wierzycie, że tylko w grupie ludzi, którzy się nawzajem szanują, wspierają i rozmawiają, można osiągnąć wszystko co się chce, wyobraźcie sobie kolejne święta, które spędzicie wyłącznie w samotności, ale za to z moim „ja”.

Pełny tekst nauczyciela, do którego się odniosłam, znajdziecie TUTAJ.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI- Foto)

Reklama

Rozważania prawdziwe, nie urojone. Odpowiadam kolejny raz coachowi komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2017-04-17 08:26:32

    tylko prosze spojrzec ile komentarzy jest po jego tekstem a ile po Pani

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ddb24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1/47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"