1°C całkowite zachmurzenie

Słowo po niedzieli: Rzecz o prawdziwej wolności

Felietony, Słowo niedzieli Rzecz prawdziwej wolności - zdjęcie, fotografia

Kilka tygodni temu brałam udział w nagraniu telewizyjnym. Stacja TVN realizowała dość obszerny reportaż, w którym miałam okazję zabrać głos. Dziennikarz próbował znaleźć odpowiedź na pytanie, jakim cudem partia rządząca, mimo tylu protestów i demonstracji, wciąż nie traci na popularności. Mówiłam podczas nagrania wiele, ale nie wszystko się znalazło. Dziś kilka słów o tym, co się nie znalazło w tym reportażu.

Od razu powiem, że nie mam pretensji do dziennikarza, że nie wziął moich wszystkich wypowiedzi do swojego reportażu. Naprawdę zrealizował kawałek porządnego programu, w którym autentycznie starał się rozmawiać z różnymi ludźmi i dowiedzieć się, dlaczego nie są przeciwni partii rządzącej, obecnemu rządowi lub wręcz popierają to co się dzieje. Ja zabrałam tam głos jak obserwator życia publicznego, ktoś kto tłumaczy życie ludzi we wschodniej Polsce oraz ktoś, kto nie pochwala manifestacji czy demonstracji, które w naszym kraju odbywają się praktycznie każdego miesiąca.

Zanim materiał został zrealizowany, dziennikarz z TVN-u prosił mnie o pomoc w znalezieniu rozmówców. I to jest bardzo ważne, co chcę teraz powiedzieć w kontekście tytułu tego felietonu, czyli – rzeczy o wolności. Jemu było bardzo trudno znaleźć osoby, które powiedziałyby przed kamerami stacji TVN co sądzą, co czują, jak widzą pewne sprawy. Jeśli myślicie, że mi było łatwiej kogoś przekonać, to niestety – nie było. Jak tylko padała nazwa stacji, najczęściej słyszałam: chyba zwariowałaś, albo: nie gadam z TVN, tudzież – ktokolwiek, byle nie TVN czy Wyborcza. Udało mi się przekonać wyłącznie jedną osobę, która porozmawiała i znalazła się w programie. I tu powoli wyjaśnia się rzecz o wolności.

Mówiłam o tym podczas nagrania, ale moja wypowiedź była naprawdę długa i w sumie się nie dziwę, że dziennikarz jej nie puścił, bo zajęłaby dobre kilka minut. Mam tę możliwość, by słowem pisanym rozwinąć myśl. I dlatego powiem, że nie dziwię się tym wszystkim, którzy odmówili występu w reportażu. Przyznam, że sama miałam wiele obiekcji co do tego. Wielu moich znajomych w ogóle mi odradzało to nagranie i spotykanie się z dziennikarzem ze stacji TVN. Bo wyśmieją. Tylko, czy ja mam się wstydzić swoich poglądów, swoich wniosków z obserwacji? Niby dlaczego?

Tu jest cały pies pogrzebany. Przez bardzo wiele lat takie osoby jak ja, z takimi poglądami, nie miały prawa głosu. Między innymi to właśnie stacja TVN, choć nie tylko, mówiła nam jak mamy myśleć, co mówić i jakie lepiej mieć poglądy. Wszystko, co nie mieściło się w tych ramach, było ksenofobią, ciemnogrodem, rasizmem, faszyzmem, zaprzaństwem, tępotą czy średniowieczem. Było jeszcze czymś innym, ale zawsze tym co było gorsze, niedopuszczalne, niewłaściwe i w ogóle nie powinno mieć miejsca we współczesnym świecie. Tymczasem takich ludzi myślących jak ja, było sporo. Z czasem okazało się, że bardzo wiele. Czy dziś nie nazywa się nas ciemnogrodem albo faszystami czy ksenofobami? Owszem nazywają, ci którzy mają tolerancję na ustach, ale nie pozwalają nam w imię tej tolerancji wyrażać swoich poglądów.

Nie wiem czy wiecie, ale już tyle razy byłam straszona pozwami za swoje poglądy na temat LGBT, czy kwestii narodowych, że nawet nie zliczę. Ileż to razy wyzywano od najgorszych i nieustannie grożono pozwami. W efekcie doczekałam się ich całe zero. Tak się kończą krzyki tęczowych, tudzież KODziarskich, albo jeszcze innych, którzy sobie nawet nie wyobrażają, że można mieć odmienne zdanie. A już totalnie nie wyobrażają, że można je publicznie wyrażać. Otóż można! Czy to komuś się podoba, czy nie – mam prawo mieć swoje poglądy i mam prawo je wyrażać, a jeśli się komuś to nie podoba, jego prywatny dramat. W każdym razie pozwów żadnych nie było, oprócz szumnych zapowiedzi. A nie było, bo nie było za co pozwać. Pokrzyczeli, pokrzyczeli i podkulili ogon tchórze.

Choć nie jestem zwolennikiem Prawa i Sprawiedliwości, to muszę tę partię i ten rząd pochwalić za to, że właśnie przywraca demokrację. Nie tak, jak mówi tak zwana totalna opozycja i jej zwolennicy, którzy przez lata mówili mi co mam myśleć i co można mówić – że demokracja jest odbierana. Jest dokładnie odwrotnie. To właśnie teraz mam szansę mówić co myślę, bez narażania się na konsekwencje za niepoprawność polityczną. Na dodatek takich osób jest bardzo dużo i coraz więcej. Po wielu latach obrażania nas, pokazywania palcami i wyzywania od ciemnoty, w końcu mamy głos. Głos równy, w pełni wartościowy, dopuszczony do debaty publicznej.

Ja nie chcę demokracji, która była jeszcze do niedawna. Nie chcę, aby karano mnie za publikację historycznych zdjęć – na przykład Amina al-Husajniego, wielkiego mufti Jerozolimy, który wita się z nazistami w Berlinie w czasie II wojny światowej – jak to ma miejsce w super działającej niemieckiej demokracji. Takiej demokracji nie chcę. Nie chcę także aby karano mnie za to, że mam odwagę napisać, iż drażni mnie propaganda LGBT czy kobiety domagające się zabijania dzieci we własnym łonie. Mam prawo coś lubić i coś popierać, tak samo jak czegoś nie lubić i nie popierać. To moje prawo i nie życzę sobie, żeby ktokolwiek mi mówił, co mam myśleć, a co ma mnie drażnić. Dziękuję, ale sama sobie wybiorę, co mi się podoba, a co nie. I jeśli będę miała ochotę się podzielić swoimi spostrzeżeniami z innymi ludźmi, to się podzielę i nikomu nic do tego. Tak to właśnie działa w demokratycznym państwie.

Właśnie o tym mówiłam w reportażu dla TVN, której to wypowiedzi nie zamieszczono. Nie mam o to żalu, bo moja wypowiedź była znacznie bardziej rozbudowana i zwyczajnie nie zmieściła się. Ale skoro mam możliwość podzielenia się nią z tysiącami czytelników u siebie, to właśnie to robię, bo mam takie prawo i takie możliwości. Jeśli komuś się nie podobają moje poglądy czy wnioski, to jest tego kogoś prywatny dramat, a nie mój.

Cieszę się, że w końcu mamy prawdziwą wolność, jakiej brakowało tu od wielu lat. Bo latami strach było usta otworzyć, żeby nie zostać wyśmianym. Tak zwane postępowe towarzystwo, posiadające wszystkie praktycznie duże media, mówiło wszystkim, jak ma być i co jest właściwe. I każde odstępstwo od tych granic było wypaczeniem. W mojej ocenie, to właśnie ustalanie granic światopoglądu jest wypaczeniem.

Chcecie mieć swoje poglądy? To miejcie! Macie prawo. Tylko proszę mnie nie zmuszać, abym ja też je miała, bo nie będę miała. Na tym polega wolność. Kto chce może być zakładnikiem poprawności politycznej. Ja nie byłam i nie będę. Amen!

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)


Słowo po niedzieli: Rzecz o prawdziwej wolności komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl