-4°C bezchmurnie

Słowo po niedzieli: Jak to było? Ilu uchodźców Polska przyjęła?

Felietony, Słowo niedzieli było uchodźców Polska przyjęła - zdjęcie, fotografia

Ostatnio polską politykę i rozmowy, nawet w zwykłych domach, zdominowały stosunki polsko – izraelskie. Na chwilę zapomniano o tym, że są uchodźcy, że Europa wciąż nie rozwiązała tego problemu i że Polska wciąż nie jest pewna czy nie narzuci się jej przyjmowania osób, które mogą podawać się w zasadzie za kogo chcą. Ja wracam do tej sprawy, bo dziwnym trafem nie jestem w stanie znaleźć tych tysięcy przyjętych przez Polskę uchodźców.

Tak się składa, że przebywam obecnie z dala od Białegostoku. Przejechałam wiele setek kilometrów, żeby podziwiać nasz kraj także z innej perspektywy. Polska się zmieniła, trochę wypiękniała, trochę się wybetonowała i wyasfaltowała, ale w moim kraju czuję się bezpiecznie. Jestem w polskich górach, gdzie przebywają obecnie tysiące ludzi. Turystów jest ogrom, wszędzie. W sklepach, w restauracjach… no i przede wszystkim na stokach.

Kiedy jechałam na drugi koniec Polski, zatrzymywałam się kilka razy. A to na papierosa, a to na tankowanie, na kawę, posiłek, albo zwyczajnie rozprostować nogi. Zajeżdżałam tu i ówdzie, patrzyłam, słuchałam, bo tak już mam. I zauważyłam ciekawe rzeczy. Po pierwsze, już w samej Warszawie, w Mc Donaldzie, obsługiwały mnie osoby mówiące łamaną polszczyzną. Były miłe, sympatyczne, ale ciekawość zżerała – skąd są. Okazało się, że z Ukrainy. I nie, nie była to jedna osoba, takich pracowników było więcej.

Ukrainiec także przyjmował ode mnie pieniądze za zatankowane paliwo. Młody chłopak, pracujący na stacji paliw, gdzieś między Łodzią a Częstochową. Jego koleżanka obok, która podawała gorące kanapki lub hot dogi także okazała się być Ukrainką. Po drodze mijałam jeszcze inne miejsca, w których także bez żadnego problemu dało się porozumieć łamaną polszczyzną z pracownikami z Ukrainy. Na miejscu, już w górach, obsługa w małym sklepie – kobieta z Ukrainy. W Biedronce, wielu pracowników to Ukraińcy. W pensjonacie, w pensjonacie obok, w restauracjach, sklepach i sklepikach, w każdym miejscu można spotkać obywateli z Ukrainy, którzy są mili, serdeczni, nie obijają się, służą pomocą.

Czy to mi się nie podoba? Wręcz przeciwnie. Bardzo mi się podoba. Odczułam wyraźnie, że Polska się rozwija we właściwym kierunku. Jeszcze nie tak dawno, to Polacy jeździli za pracą. Niektórzy nawet wciąż wyjeżdżają w poszukiwaniu lepszego życia. Tymczasem okazuje się, że w Polsce kto inny szuka lepszego życia i je znajduje. Polska stała się atrakcyjnym krajem do podjęcia zatrudnienia, do zamieszkania, do życia. Jakoś nie słyszę, aby Ukraińcy byli źle traktowani, źle przyjmowani, żeby wobec nich odnoszono się z niechęcią.

Oczywiście, że ktoś powie – są biali i te sprawy. Ale przecież nam się wmawia od dawna, że my wręcz nienawidzimy wszystkich. Strach do Polski przyjeżdżać z uwagi na szerzący się faszyzm i cokolwiek tam jeszcze liberalne i lewicowe media będą starały się wmawiać. Polacy są skłóceni ze wszystkimi, a jak ktoś obcy przyjedzie, to lepiej, żeby na ulice nie wychodził. Pewnie tak samo mieli kiedyś Żydzi. I pewnie tak samo, jak Ukraińcy teraz, ciągnęli do Polski tysiącami, osiedlali się, pracowali, a nasi faszyści i wszyscy inni – oprócz „zielonych”, „tęczowych” i „sfeminizowanych”, przeganiali ich zewsząd skąd tylko się dało. Na wzór i podobieństwo jak robią to teraz z Ukraińcami, których pełno wszędzie jak Polska długa i szeroka.

Myślę, że wiecie dokładnie, co właśnie chciałam przekazać. Że gówno te wszystkie przekazy są warte. Zresztą piszę o tym od dawna. Debile zdarzają się wszędzie, w każdej społeczności i nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Tak samo, jak wszędzie zdarzają się ludzie, którzy przesadzili z alkoholem, albo psychicznie chorzy. A to wcale nie znaczy, żeby z takiego marginesu czynić jakąś psychozę grom wie czego. Bo to coś – o czym chlapał TVN grubo ponad tydzień, a Ośrodek Monitorowania Zachowań ponoć rasistowskich i tym podobnych dziamgoli od kilku lat… To wszystko nie istnieje. Istnieje za to dobry hajs, który można na pierniczeniu takich bzdur zbijać.

Ale mniej o tym. Bo kiedy tak patrzyłam na tych pracujących w Polsce Ukraińców, choć bardzo wielu jest także Białorusinów i innych, zastanawiam się, gdzie są te tysiące uchodźców z Czeczenii i z innych krajów, których przyjęliśmy pod swój dach. Dlaczego nie mam szansy, ani razu, spotkać kogokolwiek z tej społeczności, żeby ktoś mi wlał paliwo do baku, podał kawę, przyjął zamówienie w restauracji, zmienił pościel w hotelu, nabił rachunek na kasie za zrobione zakupy, wymienił żarówkę w aucie, rzucił koło ratunkowe na plaży lub basenie… i tak dalej, i tak dalej. Przez tyle lat, odkąd tu przyjeżdżają, bo ponoć uciekają od wojny do lepszego świata, by na nowo ułożyć sobie życie, nie spotkałam ani jednej pracującej osoby z tej społeczności, która tysiącami napływa tutaj, albo po sąsiedzku – na Litwę. Jak to jest w ogóle możliwe?

Czy ja mam zwidy? Czy może jednak akurat społeczność muzułmańska nie jedzie tu szukać lepszego życia w takim rozumieniu, jak to lepsze życie rozumieją pracujący w Polsce Ukraińcy? Przecież na Ukrainie też trwa woja i też giną ludzie. To jak to jest? Ukraińcy mogą pracować i żyć, a społeczność muzułmańska ma przyrośnięte ręce do tyłka? O co tu chodzi? Przecież widuję uchodźców i jest ich sporo, bo mieszkają na tym samym osiedlu co ja. Ale ani razu nie widziałam, żeby ktoś tam pracował. Stoją grupami, kobiety robią zakupy otoczone wianuszkiem dzieci, ale nie widzę ich pracujących nigdzie w Białymstoku. Cud? Zwidy? Czy może rozpływają się w powietrzu po opuszczeniu osiedla, na którym mieszkają?

Polacy przez ostatnie dziesięć lat przyjęli dziesiątki tysięcy uchodźców, głównie z Czeczenii. Ale jakimś cudem, pracują w Polsce przede wszystkim ci, którzy nie starali się nigdy nawet o status uchodźcy, nie dostawali i nie dostają żadnych mieszkań, ani zasiłków. Pracuje ten, kto chce pracować, komu zależy na pracy i na faktycznej poprawie życia. Bo wiadomo, że kto pracuje, ma pieniądze, a kto ma pieniądze, może więcej. Dlatego nie chcę, aby ogłupiał mnie TVN, Wyborcza czy inne ośrodki od monitorowania czegokolwiek. Nie potrzebuję ich kłamliwego przekazu, na którym zbijają swój jakiś tam kapitał. Dzięki Bogu, potrafię samodzielnie myśleć i wyciągać własne wnioski. A wnioski są takie, że choć Polska przyjęła dziesiątki tysięcy muzułmańskich uchodźców, to pracują Ukraińcy – bez statusu uchodźców.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)

TVN

Słowo po niedzieli: Jak to było? Ilu uchodźców Polska przyjęła? komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2018-02-13 10:35:13

    Nie uzywalbym wulfaryzmow. Co do Czeczenow jest ich relatywnie malo w porownaniu do Ukraincow. W Warszawie na silowni pracuje kilku po polsku mowia i trudno byloby poznac z twarzy ze Czeczen.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl