19°C słabe opady deszczu

Słowo po niedzieli: Zawsze można zmienić pracę, wziąć kredyt

Felietony, Słowo niedzieli Zawsze można zmienić pracę wziąć kredyt - zdjęcie, fotografia

Kilka dni temu Kamil Durczok „podziękował” prezesowi Kaczyńskiemu, że jako szeregowy poseł poobcinał wynagrodzenia wszystkim politykom. Boleje on nad faktem zawłaszczania państwa przez Kaczyńskiego, skupiając się jednocześnie na nagrodach dla ministrów, więc… Nie mam za co dziękować Kamilowi Durczokowi, bo kiedy pracował w TVN jakoś nie słyszałam, aby „podziękował” Ewie Kopacz za przyznanie nagród pracownikom w kierowanym przez nią zakładzie pracy pod tytułem Sejm Rzeczypospolitej Polskiej.

Nie mam zamiaru ukrywać, że podoba mi się pomysł o obniżeniu wynagrodzeń i uposażeń polityków. Od wielu lat przyglądam się bowiem szastaniem publicznymi pieniędzmi. Nagrody nie powinny być przyznawane, bo do polityki idzie się w służbie publicznej. I każdy kto tam idzie, powinien mieć tego świadomość. Jeśli takiej świadomości nie ma, to nie ma też mowy, że takiemu politykowi zależy na dobru państwa polskiego.

Kwestia nagród boli mnie o tyle, że ci wszyscy ludzie pracują za nasze wspólne pieniądze. I nie bez powodu aż tyle osób garnie się do polityki, a nie do jakiejkolwiek innej pracy na wolnym rynku. Nagrody, przywileje, a także cała masa drobniejszych rzeczy powoduje, że stanowiska z nadań politycznych są po prostu wygodne. Wygodne, dobrze opłacane i co najważniejsze – często bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane decyzje. To, co w tej chwili jest przedmiotem dyskusji na forach społecznościowych oraz na łamach mediów, jest niczym innym jak grzebaniem się w temacie odpowiedzialności. Choć umyka ona w natłoku informacji bez znaczenia, ale za to z klasycznym biciem piany.

Jacyż to politycy do tej pory odpowiedzieli za afery? Jacy politycy przesiadują w więzieniach za niedopilnowanie spraw lub działanie na szkodę innego człowieka? Tu mam ogromny żal do prezesa Kaczyńskiego i do przedstawicieli rządu oraz służb, że po ponad dwóch latach udało się jedynie doprowadzić do prokuratury Jacka Kapicę, który być może za coś odpowie, może nie. Kilka dobrych posunięć zaliczył także Patryk Jaki i kierowana przez niego komisja reprywatyzacyjna. Jednak i tu, większość ograniczyła się jedynie do cofnięcia decyzji o wywłaszczeniu, albo umożliwieniu zwrotu ludziom zabranego bezprawnie mieszkania. Nie widzę, aby sądy wydawały jeden za drugim wyroki skazujące na politykach. O urzędnikach z litości nie wspomnę. I to jest prawdziwy rak sfery publicznej. Nie dziwię się, że różnego rodzaju krętaczom i cwaniakom opłaca się zaryzykować szwindle, choćby krótko trwające. Bo widzą doskonale, że i tak nikt nie ponosi za to odpowiedzialności karnej.

Szlag mnie trafia nad biadoleniem, choćby między innymi Kamila Durczoka, który niedawno wylewał żale nad obcięciem pieniędzy wszystkim bez wyjątku. Pisał nawet, że Jarosław Kaczyński decyduje o wynagrodzeniach wszystkich wokół. Nie wiem, jak tam u pana Durczoka, ale o moim wynagrodzeniu nie decyduje. Muszę zarobić sama na siebie, na swoich współpracowników, księgową, informatyków oraz wszelkie inne opłaty, które trafiają do kasy miasta lub państwa. A chciałabym, skoro pracuję po tyle godzin dziennie, żeby trafiały na rzeczy potrzebne, a nie po to, żeby ktoś wypłacał sobie nagrody. Tak jak to było między innymi w Białymstoku blisko cztery lata temu. Bez mrugnięcia okiem prezydent Truskolaski przyznał nagrody swoim podwładnym, którzy chwilę później powpłacali na konto jego komitetu wyborczego równowartość tych nagród lub kwoty zbliżone. Tak było, kiedy z naszych pieniędzy miejska spółka wykupiła loże dla VIP-ów na stadionie miejskim. Tłumaczyła się, że to dla kontrahentów. Tylko kontrahentami są przede wszystkim mieszkańcy Białegostoku. Sorry, mnie tam nikt nie zaprosił, choć jako przedsiębiorca płacę tej spółce.

Tych przykładów można mnożyć dziesiątkami, setkami, a nawet tysiącami, jak Polska długa i szeroka. Bardzo dobrze się stało, że zostanie ukrócone to rozpasanie. Polityk, niezależnie od tego, czy pracuje w Sejmie, rządzie czy w samorządzie, poszedł tam, bo jego zadaniem jest służba publiczna. Wiedział, gdzie idzie, wiedział jakie są wynagrodzenia i powinien zdawać sobie doskonale sprawę, że ma obowiązki wynikające z takiego a nie innego rodzaju służby. Świadomie zgodził się na warunki i zasady obowiązujące w administracji publicznej i w sferze publicznej. Nie odpowiada, to proszę złożyć mandat, dymisję i pójść do prywatnego przedsiębiorcy i tam pracować na tyle wydajnie, żeby pracodawca chciał wypłacić nagrodę. Ewentualnie można założyć własną działalność gospodarczą i zarabiać ile się podoba.

Kamil Durczok w swoim felietonie narzeka, że opozycja nie wypłaca sobie nagród. To przypomnę, bo widocznie zapomniał zganić na antenie TVN, którą to stacją wówczas kierował, Ewę Kopacz, która jako marszałek Sejmu przyznała kilkudziesięciotysięczne nagrody wicemarszałkom i… sobie samej. Gdzie pan wtedy był? W szpitalu? W śpiączce? Gdzie pan był, kiedy szef Ruchu Palikota chciał nawet wywalić Wandę Nowicką z partii i zdjąć ją z funkcji wicemarszałka Sejmu za to, że taką nagrodę przyjęła? I na dodatek powiedziała, że nie zwróci, bo się jej należy. Czemu Pan nie grzmiał wtedy na Janusza Palikota? Czemu nie pochwalił pan Ewy Kopacz, która tłumaczyła się, że jest kierownikiem zakładu pracy jakim jest Sejm Rzeczypospolitej Polskiej i może jako kierownik decydować o przyznaniu takich nagród pracownikom i sobie samej? Odwagi nie było? Czy po prostu – jak mawiał niedawno jeden – „mądrzej nie wspominać o tem”?

Rozumiem, że teraz jest taka różnica, iż padła zapowiedź o obcięciu wynagrodzeń wszystkim. I rozumiem, że robi różnicę, że zapowiedział to Jarosław Kaczyński, a nie Donald Tusk. I że była to także gra pod publiczkę, bo PiS zaczął popełniać błędy i zaczęły im topnieć słupki poparcia. Tylko różnica też polega na tym, że na tej decyzji skorzysta nie tylko PiS, ale wszyscy Polacy. Przestaną się być może panoszyć święte krowy, którym wszystko wolno i traktują też polski budżet jak dojną krowę.

To była odważna decyzja, godząca także w swoje własne środowisko. Zna pan jakiegokolwiek polityka, który walnąłby po jajach swoich ludzi? Bo trzeba mieć jaja, żeby tak właśnie zrobić. Jarosław Kaczyński mało wtrąca się w sprawy rządzenia krajem, czego dowodem jest – jak sam pan zauważył – tolerowanie Misiewiczów, Obajtków i innych Waszczykowskich. To źle. Wtrąca się, to też jest źle. Ogólnie Kaczyński to samo zło. Nie dla mnie. Bo widzę, że nie siedzi i nie czeka, aż wszystko padnie na ryj, a politycy jego partii zrobią sobie z Polski prywatny kołchoz. Wtedy się wtrąca. I bardzo dobrze, że się wtrąca. Ja osobiście takich polityków oczekuję i takich szanuję. A nie jakieś ciamcie ramcie, po których gaciach wszyscy mogą wleźć Polakom na łeb.

Popieram także zapomniany już dawno postulat kukizowców o zrównaniu z resztą obywateli kwot wolnych od podatków dla parlamentarzystów. Podzielam zdanie tych wszystkich, którzy mówią o potrzebie likwidacji gabinetów politycznych i popieram wszystkie pomysły, które ukrócą czerpanie wiadrami pieniędzy wypracowywanych przez miliony Polaków. Szkoda panu samorządowców, posłów czy członków rządu? Panie Durczok, bądź pan facet, wpłać im darowiznę. Ale nie zmuszaj mnie, żebym to robiła ja, kiedy nie mam na to ochoty, albo uważam, że nie zasługują na wyższe zarobki. W Polsce naprawdę da się przeżyć za 6 czy 7 tysięcy złotych i zapewniam, że nikt z głodu nie umrze. A jak komuś się nie podoba takie wynagrodzenie, to – jak mawiał były prezydent Bronisław Komorowski, może zmienić pracę, albo wziąć kredyt. Tudzież, jak mawiała była pierwsza dama, Anna Komorowska – wyemigrować, bo emigracja to nie zawsze dramat, to szansa.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)

TVN

Słowo po niedzieli: Zawsze można zmienić pracę, wziąć kredyt komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl