26°C bezchmurnie

Słowo po niedzieli: I kto tu pyta o prostytucję?

Felietony, Słowo niedzieli prostytucję - zdjęcie, fotografia

Urzędnik w godzinach pracy, w pomieszczeniach urzędowych, wykonując obowiązki urzędowe, kieruje niewybredną uwagę do dziennikarza – sugerując mu, że się prostytuuje. Rzecznik prasowa twierdzi, że to prywatna wypowiedź. I co? Ma to się rozejść po kościach? Dość tego. Bo jeszcze, żeby chociaż kto inny pytał o tę prostytucję…

Choć tak naprawdę wiem o tym od dawna, bo od dawna doświadczam niemiłych sytuacji ze strony kilku, dosłownie kilku tak zwanych polityków, to ostatnia sprawa mnie poruszyła. Naprawdę. Piszę też o tak zwanych politykach. Bo w mojej ocenie nie dorośli do swojej roli. To chłopcy i dziewczynki w krótkich majteczkach, nie rokujący na nic poważnego ani wartościowego na przyszłość. Uważają, że jak chwilowo pełnią jakieś ważne role, to tak już zostanie. Otóż, nie zostanie.

Wcześniej czy później przyjdą inni, a wy będziecie musieli pakować manatki. Jak sobie poradzicie poza urzędami i polityką? Bóg raczy wiedzieć. Ale to jakby nie mój problem. Kręcicie na siebie bat od kilku lat i podejrzewam, że jak wyjdziecie z urzędów i swoich innych gabinetów, strzelać będą korki od szampanów, a na ulicy na niektórych nawet bezdomny pies nie spojrzy. Czemu takie mocne słowa? Bo znałam takich mocarzy. Też chodzili z zadartym nosem, bo byli kiedyś ważni. Później przychodzili i pytali o robotę, choćby na mopie na portierni, żeby dociągnąć do emerytury. Sporo ich było.

Zatem niestety, część z tych obecnych ważniaków dziś może zacząć uczyć się obsługi mopa lub łopaty. W najlepszym przypadku używania karczera do zmywania psich kup. Wiem, że mocne słowa, ale słabsze słabo docierają do butnych, aroganckich i pozbawionych elementarnych zasad współżycia społecznego postaci lokalnego światka urzędowo – politycznego.

Żeby za wiele nie pisać w tej materii, bo już zbyt wielu doświadczyło tej buty i arogancji, odniosę się tylko do głównego antybohatera, który zwrócił się do dziennikarzy TVP z takimi słowami. Widocznie już zapomniał, co to jest prostytucja, choć w jego przypadku akurat można powiedzieć, że polityczna? Ale z chęcią przypomnę. Zbliża się bowiem kolejny termin udzielenia absolutorium prezydentowi z wykonania budżetu. A tak się składa, że kilka lat temu właśnie podczas takiego głosowania wielu uznało, że się sprostytuował. Zagłosował inaczej niż klubowi koledzy. I nie to, że akurat tak mu się złożyło. Koledzy pamiętają doskonale, jak się wymigiwał od wystąpienia, jako szef klubu. Wysłał swojego kolegę, żeby ten „oprawiał” prezydenta, a sam miał już gotowe napisane oświadczenie w sprawie własnego głosowania. Było opublikowane w minutę po zakończeniu głosowania.

Sorry, ale każdy radny, dziennikarz, czy ktokolwiek, kto by siedział z laptopem na sesji, nie byłby w stanie tak szybko napisać komentarza z własnym przemyśleniem. Wszystko było przygotowane i dopięte na ostatni guzik. Tak samo jak opuszczenie partii i mieszanie w jej szeregach do ostatniego momentu. A zresztą mieszanie nawet po chwilę obecną. Dziwię się tylko, że są tacy, co mu jeszcze wierzą. Powszechna jest bowiem w Białymstoku wiedza i opinia, którą zacytuję – „Ten człowiek nawet jak milczy, to kłamie”. I nie ja jestem autorem tych słów przekutych w opinię. Słyszałam ją od tak wielu osób, że nawet nie wiem, kto był pierwszy. Kto był autorem.

Prostytucja polityczna trwała dalej. Najpierw mówił, że nie wyszedł z partii, żeby zostać zastępcą prezydenta. Jak się skończyło – wiadomo. Mówił, że jest samorządowcem i nie zgadza się z Platformą Obywatelską – dołączył do jej polityków i bynajmniej nie samorządowców, na choćby ostatniej konwencji z ubiegłego tygodnia. Pokasował wiele własnych wpisów w internecie i próbował nawet ukryć własne interpelacje z lat poprzednich, w których bardzo negatywnie oceniał pracę prezydenta. Tego samego prezydenta, którego teraz reprezentuje.

Jak inaczej to nazwać, jeśli nie prostytucją? Jak inaczej nazwać sprzedawanie się za stanowiska i pieniądze? Nie moja sprawa. Ale jeśli ktoś taki chce pouczać, to niech zacznie od siebie, a innych zostawi w spokoju. Przynajmniej do czasu, aż ze sobą nie będzie zrobiony porządek.

Autor ostatnich słów nie jest jedynym przedstawicielem lokalnej czy ogólnopolskiej polityki o profesji, o jakiej mówił do dziennikarza. Takich jest znacznie więcej. Co wybory ujawniają się różne nazwiska, które nagle po dłuższym czy krótszym okresie czasu, postanawiają zmienić barwy partyjne. Z tym, że nie słyszałam, aby szczególnie jakoś zwracali uwagę innym, w kontekście własnej profesji. Niech każdy pilnuje swego i zajmie się swoimi sprawami. Chociaż, nie…

Różnica między politykiem, a dziennikarzem jest zasadnicza. Dziennikarz może pytać i krytykować. Takie jego prawo w Polsce i wszędzie na świecie. Polityk jest od tego, że ma odpowiadać, choćby mu wszystkie flaki w środku skręcało. Polityk jest także i od tego, żeby miał twardą skórę i umiał trzymać emocje na wodzy. Jeśli nie umie, to dupa z niego nie polityk. Szczerze mówiąc to w cywilizowanych krajach, taki polityk, który w ten sposób zwraca się do dziennikarza, de facto go obrażając, byłby skończony raz na zawsze. Miałby zamknięte drzwi wszędzie na amen. I najdalej drugiego dnia wyleciałby z hukiem z urzędu, partii, czy ugrupowania, w jakim był. A skoro w Białymstoku tak się nie stało, to znaczy, że mamy standardy mocno wieśniackie i zapóźnione. Więc tym bardziej warto się zastanowić o jakiej metropolii i budowaniu nowoczesnego miasta mówi prezydent Białegostoku, ten sam prezydent, który wciąż nie wywalił z urzędu i komitetu swojego zastępcy, jaki zachował się po wieśniacku?

Konkludując – jeśli ktoś nie dorósł do funkcji publicznych, powinien z nich zrezygnować i zająć się życiem prywatnym, bez życia publicznego. Politykowi nie przysługuje szczególna ochrona wizerunku, w przeciwieństwie do dziennikarza, który taką ochronę ma zagwarantowaną prawnie. I jeśli były dziennikarz tego nie wie, tym bardziej można pokusić się tylko o jedną ocenę, że był tak samo miernym dziennikarzem, jak jest obecnie politykiem. A tak naprawdę, to kończ Waść wstydu oszczędź! Dość już.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)


Słowo po niedzieli: I kto tu pyta o prostytucję? komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl