2°C bezchmurnie

Słowo po niedzieli: Teraz ku…a my!

Felietony, Słowo niedzieli Teraz ku…a - zdjęcie, fotografia

Jeszcze do końca nie opadł, bo dopiero opada, powyborczy kurz. Moim zdaniem będzie tak opadał gdzieś do jesieni przyszłego roku. Możliwe, że nawet i dłużej. Wszak w ciągu dwóch najbliższych lat czekają nas jeszcze aż trzy kampanie wyborcze. Do tego czasu wszystko się będzie kotłowało z mniejszym lub większym impetem. Potem nastaną być może dwa lata spokoju.

Niektórzy krytykanci już wieszczyli moje załamanie psychiczne i żałobę z powodu wygranej w Białymstoku Tadeusza Truskolaskiego oraz większości w Radzie Miasta, którą zdobyła Koalicja Obywatelska. Tym krytykantom nie przyjdzie prawdopodobnie nigdy do głowy, że jeśli krytycznie piszę o prezydencie i jego zapleczu, nie muszę być od razu za PiS lub kimkolwiek innym, z kim będzie się zmagał w walce wyborczej. Krytyka ma to do siebie, że krytykuje się za coś, a nie przeciwko czemuś. I w tym przypadku dokładnie tak jest. Krytykowałam prezydenta za to co robił. Koniec. Kropka.

Jedynym smutkiem napawa mnie fakt, że nadal mam tylko dwie ręce i nadal 24 godziny w dobie, bo powodów do krytyki będzie zapewne jeszcze więcej niż do tej pory. Przejęcie władzy w Białymstoku i brak kontroli nad prezydentem będzie owocowało tym, że ktoś będzie to musiał robić, czyli kontrolować. Do tej pory PiS bardzo niezdarnie z tej roli się wywiązywał, choć retoryka płynąca z magistratu była taka, że tu się wręcz żyć nie dało. Nie dało to się patrzeć, ale na to jak prezydent Truskolaski ogrywał często opozycję jak pijane dzieci we mgle. I powodów tego stanu rzeczy upatruję w tym, że PiS w Białymstoku chyba przyzwyczaił się być w wiecznej opozycji. Więc kiedy przyszło mu rządzić – bo rządzi Rada Miasta, a prezydent ma tylko wykonywać – pogubili się w tym miejscy radni, a przynajmniej część z nich.

Wiem jedno. Gdyby to zmiany nastąpiły w drugą stronę, czyli gdyby to Tadeusz Truskolaski wygrał wybory po długoletniej prezydenturze jakiegokolwiek „pisowca”, to nie zostałby kamień na kamieniu. Z urzędów, spółek i instytucji podległych wylatywaliby jeden za drugim, tylko kurz by leciał. Zresztą prawie tak było w 2006 roku, kiedy po raz pierwszy Platforma zdobyła większość w Radzie Miasta i osadziła na stołku na Słonimskiej Tadeusza Truskolaskiego. Mało kto pamięta, że aby poczyścić ludzi po Ryszardzie Turze, specjalnie zmieniono całą organizację urzędu miejskiego. Wydziały i biura zastąpiono w nazewnictwie departamentami i referatami, co i później zresztą ulegało zmianie w zależności od potrzeb.

Na podstawie zmienionej organizacji można było wywalić wszystkich pracowników po kolei. Bo z dnia na dzień przestały istnieć wydziały, a zaczęły żyć departamenty. Część kadry kierowniczej widząc co się dzieje, sama podała się do dymisji oddając się w ręce nowego prezydenta. Część tych osób prezydent zachował. Platforma wtedy nie miała jeszcze aż tylu ludzi, żeby z dnia na dzień powsadzać kilkaset osób, często bez żadnego przygotowania. Ale proces trwał i ludzie PO oraz bliscy Tadeuszowi Truskolaskiemu szybko znajdowali ciepłe posadki za publiczne pieniądze. Niekiedy kończyli nabywać uprawnienia dopiero po zatrudnieniu. Inni to nawet zaczynali nabywać takie uprawnienia już po wielomiesięcznym lub nawet po kilkuletnim zatrudnieniu.

Śmiać mi się chce jak słyszę te narzekania na PiS, jak to się poustawiał w MPEC-u za duże pieniądze. Prawda wygląda tak, że zmieniło się kierownictwo oraz kilka mniejszych stanowisk. W MPEC-u nadal pracuje spore grono ludzi związanych z Truskolaskim i Platformą Obywatelską, choć mogę śmiało powiedzieć, że nawet większość. Ale już nie ma ich w radzie nadzorczej, ani w zarządzie czy biurze zarządu. O to jest ból tylnej części ciała, bo akurat te stołki są najlepiej płatne. Białostoczanie często nie mają pojęcia jak daleko sięgają macki ze Słonimskiej i jakie wzajemne koło powiązań dotyczy poszczególnych urzędów, stowarzyszeń, fundacji, spółek, zakładów budżetowych, jednostek organizacyjnych, a nawet uczelni wyższych i sądów.

Żeby ten węzeł przeciąć potrzeba by było nie tylko wygranej kogoś innego niż Tadeusz Truskolaski, ale ten ktoś, niezależnie od tego z jakiego komitetu by nie startował, musiałby zrobić dokładnie to samo co robiła Platforma z Truskolaskim w 2006 roku. Czyli wymienić jednym pociągnięciem pióra na zarządzeniu całą praktycznie kadrę kierowniczą w urzędzie miejskim i wszystkim co pod niego podlega. Choć niektórych pewnie warto by było zostawić z racji kompetencji i doświadczenia.

Jeśli komuś się wydaje, że teraz znów będzie hulaj dusza, piekła nie ma, bo cała władza w mieście będzie znów w tych samych rękach, to muszę wyprowadzić z błędu. Zmieniło się coś jeszcze – mianowicie władza w Sejmiku Województwa Podlaskiego. Mam nadzieję tylko, że przynajmniej tam politycy PiS będą roztropniejsi i będą wiedzieli jak swoją większość należy wykorzystać do prawdziwego zarządzania. I nie tylko chodzi o rozwój regionu jako takiego, ale również nałożenie czapki na Białystok. Bo tak się składa, że do różnych inwestycji prezydent będzie musiał grzecznie z czapeczką w ręce stać w kolejce wraz z innymi burmistrzami czy wójtami, żeby dostał mu się choć ochłapik na cokolwiek.

Czy to będzie dobre dla Białegostoku? Możliwe, że w niektórych przypadkach nawet bardzo. Mam nadzieję, że nie będę więcej musiała pisać o głupotach takich jak budowa paska startowego na Krywlanach, który by nie powstał gdyby pieniądze z urzędu marszałkowskiego nie spłynęły do miejskiej kasy. Tak samo jak nie powstałyby niektóre bzdurne inwestycje drogowe, albo raczej rozwiązania drogowe, bo ktoś czuwałby nad ich logiką. Do tej pory niemal wszystko co wymyślał Tadeusz Truskolaski znajdowało mniejszy lub większy poklask współpracujących z nim polityków w urzędzie marszałkowskim. Niektórym to nawet wydawało się, że dzięki temu Białystok się rozwija. Pisałam wiele razy, że z rozwojem nie ma to nic wspólnego, bo poprawianie komfortu, albo wyglądu czegoś tam, to nie rozwój. Inna sprawa, że budowa dróg, chodników, ścieżek rowerowych, nowych przedszkoli czy żłobków jest OBOWIĄZKIEM władz gminy, a nie jakimś szczególnym osiągnięciem.

Dlatego na miejscu prezydenta Truskolaskiego nie cieszyłabym się, że zniknie ten znienawidzony większościowy PiS w Radzie Miasta. On tam będzie i to w roli, do której się przyzwyczaił. Ale też nie cieszyłabym się na miejscu Platformy, że „Teraz my kur…a!”. Bo w urzędzie marszałkowskim pojawią się ci, co mogą powiedzieć, „Teraz kur…a my!”.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)


Słowo po niedzieli: Teraz ku…a my! komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2018-11-06 08:22:42

    Roztropniejsi z pis....hahaha

  • Rock and Rolnik - niezalogowany 2018-11-07 12:59:47

    "redaktorkę" boli po 2 turze xD hahahaahaha

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl