Felietony, Słowo niedzieli Święta Święta Świętach… - zdjęcie, fotografia

Tak otóż jest moi mili, że dwa świąteczne dni zleciały jak z bicza strzelił, że człowiek nawet się nie obejrzał, a już minęły. Część z Was nie chce myśleć o powrocie do pracy, inni po spotkaniach rodzinnych, wręcz odwrotnie – marzą, aby jak najszybciej święta się skończyły. A ja postanowiłam pokusić się o pewną refleksję na temat Świąt, jakie już minęły i tych, które dopiero przed nami.

Nie będę ukrywała, że mierzi mnie to ujadanie na kościół w ostatnim czasie. Tak się jakoś porobiło, że jak tylko pojawia się temat kościoła, to zaraz natychmiast odzywają się dyżurni komentatorzy, którzy w pierwszych słowach piszą o Rydzyku, o pasożytach w czarnych sukienkach i ostatnio też o pedofilii. Tak, jakby była to jedyna grupa społeczna lub zawodowa, w której szeregach są pedofile. Jest to nieprawda. O czym wiedzą nawet i ci, którzy piszą takie farmazony. Ale jest łatwo bić na oślep, więc biją.

Chciałabym zwrócić uwagę, że księża to nie są jacyś święci, to są tacy sami ludzie, jak ja, Ty, sąsiad, kolega z pracy, brat, córka przyjaciółki, czy taksówkarz, który wiózł Cię ze spotkania rodzinnego. Składają się z takich samych części organizmu co każdy inny człowiek. Owszem, zgadzam się, że z racji profesji, należy wymagać od nich więcej. Jednak to też są ludzie, którzy błądzą. Jak każdy inny człowiek. Nie wiemy, który z nich ma jakie problemy, co myśli, jak się czuje, czy boli go dziś brzuch, a może zmarł mu przyjaciel, może targają nim ludzkie uczucia – jak samotność, albo zwykłe zmęczenie. Jednak skoro to ksiądz, to musi być czynny 24 na dobę i zawsze, ale to zawsze musi stanąć na wysokości zadania. To też jest nieprawda. Właśnie dlatego, że są to tacy sami ludzie jak my.

Wiecie, co mnie drażni? Te wszystkie powiedzenia, że kościół ma nie mieszać się do polityki. Lewa strona robi straszną nagonkę na księży, jakby chciała ich pozbawić prawa głosu. Tylko księża, czy siostry zakonne, to też obywatele Polski, tak samo jak każdy inny obywatel, który podejmuje decyzje przed wrzuceniem głosu do urny. Dlaczego ksiądz nie ma zabierać głosu w sprawach ważnych dla kraju, dla miasta, czy gminy? Bo co? Dlaczego głos może zabierać Wiesiek przed telewizorem, albo Alicja na ławce pod blokiem? A ksiądz nie? Owszem tak! I to dlatego, że ma prawo głosu i prawo do jego wyrażania, jak każdy inny obywatel. Mało tego, wiele osób oczekuje tego głosu, porady, wyjaśnienia spraw, których sam nie rozumie, albo zwyczajnie szanuje zdanie duchownego i chce je poznać.

Nagonka na księży trwająca od jakiegoś czasu nijak się ma do rzeczywistości. Mam wrażenie, że księża stali się wygodnymi obiektami do bicia. Najczęściej nie odgryzają się, nie obrzucają się błotem z innymi w komentarzach. Przyjmują więcej ciosów na siebie niż ktokolwiek inny. Politycy odszczekują się jeden drugiemu. Jakiś tam Wacek czy Balbinka też potrafią sobie dosolić w komentarzach. Ale ja osobiście nie widziałam ani jednego księdza, który kłóciłby się w studio telewizyjnym lub radiowym, albo pisał komentarze w internecie, od których oczy i uszy więdną. Nie ma tego.

Co nie znaczy, że nie zabierają głosu, bo zabierają. Ale tak jak pisałam – mają do tego prawo. Jeśli byłabym księdzem i miałabym sprawować opiekę nad parafianami, to też bym głosiła kazania – od czasu do czasu polityczne. Księża mają stać i najczęściej stoją na straży wartości, które trzymają świat w kupie ponad 2 tysiące lat. I nie dziwi mnie, że zabierają głos, kiedy ktoś ten porządek chce zburzyć. A chce i widać to wyraźnie. Już w tej chwili przestrzeń publiczna została zawłaszczona przez mniejszość, choć krzykliwą, która próbuje narzucać bałagan zamiast porządku, która wywraca wartości i nawet naukę do góry nogami bez poszanowania innego człowieka, tego z odmiennym zdaniem – choć jednocześnie na ustach są frazesy o poszanowaniu, od których czasami boli głowa. Poszanowanie dla takich jak ja to określenie Ciemnogród. Tak wygląda to poszanowanie.

We współczesnym świecie, lewa i liberalna strona wynaturzyła już tak wiele rzeczy, że czasami zastanawiam się, czy to jest w ogóle jeszcze do naprawienia. I naprawdę mam na myśli naprawienie. Bo jeśli ktoś nie zgadza się z tym, że na przykład tylko kobieta ma miesiączkę i tylko jej piersi są stworzone do wykarmienia dziecka, a mężczyzna ma inaczej zbudowany układ mięśniowy oraz rozmieszczoną tkankę tłuszczową w innych proporcjach niż kobieta, to to jest tworzenie bałaganu. Nie można i nie powinno się oszukiwać biologii oraz nauki tylko dlatego, żeby ktoś poczuł się lepiej. Tak się burzy porządek, który pozwolił akurat człowiekowi przetrwać tysiące lat. Dziś to przede wszystkim Kościół stoi na straży tych wartości i zdobyczy nauki.

Ciekawa jestem, ile organizacji feministycznych, albo organizacji LGBT z dodatkowymi wszystkimi literami, prowadzi szkoły dla ubogich w Afryce, szpitale dla chorych, przytułki dla sierot? Mogę tak wymieniać dalej. Ale nie tylko o feministki i LGBT mi chodzi. Jest cała masa różnych głosów, która uderza nie tylko w duchownych, ale tych wszystkich, dla których akurat to co duchowni robią, jest ważne. To uderza w te wszystkie osoby, które pomagają duchownym bezinteresownie lub wykonują pracę na ich rzecz odpłatnie. Bo trudno się zgodzić z tym, żeby jakiś robotnik naprawiał dach kaplicy w gratisie. Pewnie tacy są, ale większość z nich otrzymuje wynagrodzenia. Tak samo jak wynagrodzenia otrzymują panie sprzątające kościoły, gotujące dla gości, czy panowie mechanicy, którzy naprawiają duchownym auta.

I teraz chciałabym zwrócić uwagę na zasadniczą część, którą zostawiłam na koniec. Ile z tych krytykantów, nie siadło do świątecznego stołu w niedzielę? Ilu z nich nie poszło poświęcić pokarmów w Wielką Sobotę? Ile osób z tych krytykantów nie składało życzeń swoim bliskim czy znajomym z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Ilu z nich nie ochrzciło dziecka, nie puściło do Komunii Świętej? Ilu z nich nie zamówiło mszy pogrzebowej dla mamy, taty, wujka, babci, czy zmarłego dziecka? Ilu nie poszło na ceremonię ślubną lub odmówiło jej sobie z powodu przekonań? No ilu, pytam?

Ja nikogo nie zmuszam, aby żył według moich zasad. Nie krzyczę, że ktoś, kto myśli inaczej niż ja lub kieruje się innymi wartościami, nie ma prawa głosu. Nie chcę rozdzielać Kościoła od Państwa, bo to są rzeczy nierozerwalne w Polsce odkąd ta w Europie pojawiła się na mapie. Mogę krytykować i to robię, jeśli coś mi się nie podoba. Wytykam błędy w rozumowaniu, jeśli takie widzę. Zwracam uwagę, kiedy ktoś zachowuje się nieodpowiednio. Takie mam prawo i to robię. Ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy podejmować jakichkolwiek działań na rzecz ograniczania dyskusji lub wykluczania kogoś z debaty publicznej, nawet jeśli będzie gadać kompletne idiotyzmy. Kończące się święta, rozmowy przy rodzinnych stołach, niech ze słowami tego felietonu będą tylko zachętą do odrobiny refleksji nad dniem powszednim, który przed nami już od jutra.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)

Słowo po niedzieli: Święta, Święta i po Świętach… komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2019-04-23 07:53:25

    I jeszcze broni pdofilii.....degrengolada umysłowa i moralna

  • gość 2019-04-24 08:48:02

    bardzo dobrze napisane ! zgadzam się w 100 % , sama mam wielu znajomych którzy nie chodzą do Kościoła , nie stosują się do żadnych przykazań , żyją jak chcą , ale jak potrzeba ślubu to krzyczą że jak to Ksiądz im kazał zapłacić ( robiąc przy tym wesele na 200 osób ) stać na wesele to i stać na ślub , bo tacy ludzie nie biorą do siebie sakramentu tylko " aby ładnie " impreza wyglądała i wielki żal o to, że Ksiądz pobiera opłatę

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama