Felietony, Słowo niedzieli Królowi Europy wyszło klaskała - zdjęcie, fotografia

Nie to, że na sali było pustawo i braw nie było. Z tego co widziałam na zdjęciach sala, na której przemawiał Donald Tusk, pusta nie była i brawa były. Ale jest jednak coś, co dziś trudno będzie przebić w przekazach medialnych. Zgromadzeni w jednym z pomieszczeń Uniwersytetu Warszawskiego klaskali nie w tych momentach co trzeba, a do mediów głównie przebił się przekaz przedstawiciela Librete – Leszka Jażdżewskiego.

Ale po kolei i od początku. Bo przypominam sobie szumne zapowiedzi i to jeszcze sprzed kilku miesięcy, że 3 maja do Polski miał zjechać sam król Europy i powiedzieć miał coś bardzo ważnego. Tym królem Europy jest oczywiście nie kto inny jak Donald Tusk, którym to przydomkiem określiła go prawicowa część sceny politycznej w Polsce oraz kawałek centrowej. Wszyscy pozostali, określający Tuska Przewodniczącym Rady Europejskiej, też to słyszeli, że jak przyjedzie do Polski, to będzie miał coś bardzo ważnego do powiedzenia. I chyba oni czekali najbardziej.

Osobiście nie czekałam ani na przyjazd, ani na słowa. I nie dlatego, że jestem z jakiejś innej gliny ulepiona. Tylko zwyczajnie – Donald Tusk, jest w Polsce często, zapewne kilka razy w miesiącu. Nikt mu mówić, ani przemawiać nie zabrania, bo mamy tu demokrację. Miał setki, a przynajmniej dziesiątki okazji do tego, żeby mówić rzeczy ważne. Może nie super hiper ważne, bo do tego można faktycznie czekać do wyjątkowych dla Polaków świąt narodowych lub innych. Ale wracając do zasadniczej sprawy – Donald Tusk kręci się po świecie, kręci się po Polsce, więc miał wiele możliwości zabierania głosu, kiedy chciał i w jakich sprawach chciał.

I to dlatego nie czekałam na 3 maja i na to, co powie Donald Tusk. Bo gdyby miał coś ważnego do powiedzenia, powiedziałby to już niejeden raz. Budowanie jakiegoś szczególnego napięcia na mnie akurat nie zrobiło żadnego wrażenia. Nawet jako czynnemu politykowi struktur unijnych wciąż pozostaje prawo do komentowania sytuacji politycznej albo czegokolwiek innego. Dlaczego tego nie robił od prawie pięciu lat? Tego nie wiem. Bo to raczej wie sam Donald Tusk oraz jego najbliżsi współpracownicy.

Jednak jakieś takie napięcie dało się wyczuć po jednej i drugiej stronie sceny politycznej. Widziałam tytuły prasowe w mainstreemowych mediach, widziałam kawałki debat w programach publicystycznych, w których zastanawiano się, cóż takiego ważnego może mieć do powiedzenia Król Europy. Nawet niektórym dziennikarzom udzieliło się takie szczególne oczekiwanie na słowa, jakie miały paść w Warszawie. Jeśli miałabym podsumować jakoś to oczekiwanie i dywagacje, to najczęściej przewijało się stwierdzenie, że Tusk zapowie swój start w wyborach prezydenckich w Polsce w przyszłym roku. Ja osobiście – jak wspomniałam wyżej – niespecjalnie czekałam na to, co powie. Ale jeśli już miałabym obstawiać cokolwiek, to raczej spodziewałam się jakiegoś szczególnego apelu do Polaków, aby wzięli udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Bo na wyniku tych wyborów rozpocznie się w zasadzie kampania do polskiego Parlamentu – co z punktu widzenia Polski, jest najistotniejszym wydarzeniem politycznym w tym roku.

I przyszedł ten dzień… Niestety, byłam zajęta i nie miałam możliwości śledzenia w internecie przemówienia Króla Europy. Nic, ani słówka. Dopiero po jakimś czasie usiłowałam znaleźć streszczenia z najważniejszych rzeczy, ale nade wszystko z tego czegoś najważniejszego, co miało paść. I error! Widziałam tylko wpisy – jedni się zachwycali przemówieniem, inni wprost przeciwnie. Ale co faktycznie było powiedziane, tego już w zasadzie nie pisał nikt. Z jednej strony czytałam, że to było historyczne przemówienie – choć nie wiedziałam kompletnie na jaki temat, ani o czym. Z drugiej strony czytałam, że Tusk nic nadzwyczajnego nie powiedział – też bez słowa o tym, co w zasadzie powiedział. Ale…

Ale już następnego dnia w internetach zawrzało. Zawrzało jak w kotle piekielnym. Tylko nie z powodu Tuska i jego przemówienia, ale z powodu innego człowieka, tego, który zabierał głos przed Tuskiem. Przyznam, że do tego dnia nie wiedziałam ani kto to jest, ani co miał kiedykolwiek do powiedzenia. W każdym razie powiedział o kilka zdań za dużo – moim osobistym zdaniem. I nie dlatego, że mu ktoś zabrania, bo nie zabraniał, tylko dlatego, że czasami trzeba wiedzieć, że pewnych rzeczy mówić nie wypada – ot tak, ze zwykłej przyzwoitości i kultury osobistej.

To właśnie ten człowiek – Leszek Jażdżewski, politolog i publicysta Librete – przykrył całe wystąpienie Donalda Tuska. Minęło kolejnych kilka dni, a o ponoć ważnych słowach, na które zwracała w dniu wystąpienia cała opozycja i jej akolici, w zasadzie nikt nie mówi. Przez Polskę jak długa i szeroka toczy się debata na temat przedstawiciela Librete, który w opinii tysięcy osób, obraził Polaków i katolików, miliony ludzi. Bo czy to się komuś podoba, czy nie, w Polsce nadal przeważają osoby wierzące, dla których kościół i jego dogmaty są jeśli nie najważniejsze, to bardzo ważne. Druga sprawa, że mieszkańcy Warszawy oraz kilku innych większych miast, w których takie słowa, jakie padły – o tarzających się świniach w błocie i innych podobnych – to nie cała Polska.

Wielkomiejskie towarzystwo, klaszczące podczas wystąpienia pana z Librete zdaje się zapominać, że poza Warszawą i kilkoma dużymi miastami, są jeszcze mniejsze miasta, miasteczka i wsie, gdzie życie toczy się zupełnie innym rytmem i gdzie mieszkańcy żyją według systemu wartości, jaki został zbudowany i utrwalony przez wieki. Żyją tysiące ludzi, którzy korzystają do dziś z domów pomocy, wsparcia rodzin, matek, osób niepełnosprawnych, ludzi, którzy posyłają dzieci do szkół katolickich, udzielających się w uroczystościach religijnych z potrzeby serca, ludzi, dla których zdjęcie czapki przed krzyżem przydrożnym czy przeżegnanie się przed posiłkiem to naturalna sprawa.

Towarzystwo klaszczące w pomieszczeniach Uniwersytetu Warszawskiego już powoli odżegnuje się od pana Jażdżewskiego. Mimo, że klaskało tam na miejscu. Może ćwiczyli przed zgłoszeniem się do chóru Rubika? Nie wiem i nie interesuje mnie to. Ale jedno jest pewne, to ktoś z grona tych osób zaprosił tam do wystąpienia przedstawiciela z Librete i ktoś z nich pozwolił na przykrycie, ponoć tak ważnego, wystąpienia Donalda Tuska. Źle klaskali, nie w tym momencie co trzeba i to dlatego to wystąpienie Króla Europy nie wyszło. I obawiam się, że może tu nie pomóc retoryka usłużnych mediów lewicowych i liberalnych, bo Polacy to wciąż w większości, w swojej masie, naród szanujący wartości, które ich ukształtowały przez wieki.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)

Reklama

Słowo po niedzieli: Królowi Europy nie wyszło. Sala źle klaskała komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2019-05-07 09:02:30

    Chyba Liberte???
    A nie Librete..

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ddb24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1/47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"