Felietony, Słowo niedzieli były piękne - zdjęcie, fotografia

Ledwie żyję i siły pewnie będę regenerowała jeszcze jakiś czas. Ale kolejny raz warto było. Mówię oczywiście o Juwenaliach w Białymstoku, które mam możliwość obserwować nie tylko z bardzo bliska, ale też częściowo obsługiwać. Zresztą od wielu lat. Choć pesel mi starzeje się z roku na rok, to chętnie wracam na plac koncertowy i pod scenę, mimo ogromnego zmęczenia. Jest ku temu kilka powodów.

Pierwszym i najważniejszym powodem jest ogromna sympatia do studentów. Lubię ich, lubię z nimi przebywać. Może to zabrzmi dziwnie, ale z nimi czuję się młodsza. Jakoś tak dziwnie pod sceną, za sceną, obok sceny, na placu koncertowym i w strefie, o której pisać wiele nie ma po co, zaciera się mocno różnica wieku. Są tam ludzie w różnym wieku, o różnych predyspozycjach, z różnymi poglądami, z różnymi gustami muzycznymi i kulinarnymi, wszystko dosłownie się miesza. Ale jest coś magicznego w tym wszystkim. Każdy ze sobą współpracuje. Nawet jak jeden drugiego wyprowadzi z równowagi – co się przecież wszędzie zdarza, współpraca nie ustaje.

To jest właśnie chyba to, co najbardziej lubię w Juwenaliach – każdy każdemu pomaga i z każdym współpracuje. Muszę powiedzieć, że nie jest to łatwe zadanie, ponieważ w sztabie juwenaliowym są osoby z różnych roczników, z różnych uczelni, z różnych miast i wsi, generalnie – z różnych kompletnie bajek. Ale impreza działa. I to działa w taki sposób, że jej uczestnicy nie mają pojęcia, że właśnie coś się wykrzaczyło, że coś gdzieś po drodze miało być inaczej. Przy tak ogromnym wyzwaniu logistycznym, zawsze się coś wykrzaczy, nie ma opcji. Tylko natychmiast jest to naprawiane, poprawiane i impreza leci dalej.

Drugim powodem, dla którego lubię Juwenalia, to możliwość pracy, którą lubię. Ta praca jest kompletną dewastacją mojego, nie najmłodszego już organizmu. Trzy dni od rana do rana, na świeżym powietrzu, z dużą ilością kawy oraz z minimalną ilością snu, zdartymi do kości nogami, zdartym gardłem z powodu hałasu, ciągłym stresem, czy ze wszystkim zdążymy, czy uda się rozpocząć i zakończyć wszystko o czasie, bo po drodze jest jeszcze cała masa zdarzeń nieprzewidzianych, których nawet w ogóle nie da się przewidzieć. Przez lata wypracowaliśmy sobie z doskonałą firmą nagłośnieniową, doskonałą firmą stawiającą scenę – dobre relacje. Tak samo dobre relacje wypracowaliśmy z ochroną, z menagerami i technikami zespołów muzycznych oraz z wieloma innymi osobami i podwykonawcami, o których wielu ludzi nawet nie ma pojęcia, że bez nich impreza by się nie udała. To bardzo ułatwia całe zadanie.

Świetnie dogaduję się ze studentami. Mam nadzieję, że oni ze mną również. Być może mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że całość imprezy organizują studenci różnych uczelni, wielu z nich robi to po raz pierwszy w życiu. Inni uczą się cokolwiek od poprzedników. Ci ludzie naprawdę w pocie czoła, nie dosypiając, albo w ogóle nie śpiąc, starają się jak najlepiej zorganizować imprezę. Mają mnóstwo pomysłów, z których części nie da się zrealizować z różnych powodów. Ale to co się da, trzeba docenić. Mam okazję widzieć to od środka od około 10 lat i wiem na pewno, jak bardzo wszyscy się starają.

Trzecim powodem, dla którego uwielbiam Juwenalia są wspomnienia. Przeżyte razem chwile na placu koncertowym zapadają głęboko w pamięci. Każdego roku przypominamy sobie różne historie, przypominamy zdjęcia, własne wpadki – tak, to też się zdarza. Wspominamy żarty i żarciki, które robiliśmy sobie nawzajem. Tego nie da się kupić za żadne pieniądze nigdzie. I myślę, że ekipka z tegorocznego sztabu juwenaliowego potwierdzi, że dla wspomnień i emocji, jakie towarzyszą każdej osobie zaangażowanej w Juwenalia, warto zerwać noce, zmęczyć się do upadłego, bo… znam już na pewno cztery małżeństwa, które z tego wynikły. Juwenalia zatem łączą i na dodatek na całe życie. Te małżeństwa mają już nawet dzieci. I co? Oni na pewno powiedzą, że warto było.

Jest coś jeszcze o czym chcę powiedzieć. Bo też nie wszyscy mają tego świadomość. Juwenalia to święto studentów. A młodość musi się wyszumieć i wyszaleć. Każdy, kto był w wieku tych ludzi, jak sobie przypomni, gdy cielęciem był i jakie ma wspomnienia z czasów, gdy miało się lat dwadzieścia parę… (tu sobie każdy może powspominać) wie, że wielu rzeczy by dziś nie powtórzył. Czas spędzony na studiach ma się tylko raz w życiu. A to, że świat się zmienia i dziś młodzi ludzie bawią się inaczej, to efekt zmian cywilizacyjnych. Pamiętam, jak na pierwszych juwenaliach, które obsługiwałam, mieliśmy do porozumiewania się krótkofalówki. Plac jest ogromny, teren kampusu ogromny, a połączenia komórkowe wówczas były wcale nie tanie. Ależ to była radocha. Dziś krótkofalówki to standard. Połączenia telefoniczne kosztują grosze, a relacje z poszczególnych zdarzeń można wykonać piorunem, podobnie jak komunikaty oraz wszystko inne. Zamieszczenie ich na odpowiednich nośnikach trwa moment. A kiedyś tak nie było.

Wiele innych rzeczy też nie było, ale nie chcę im poświęcać czasu, bo było, minęło i to se ne vrati pane Havranek. Wspomnienia tylko zostają – o czym pisałam już przecież. Ale jest jedna niezmienna rzecz, która powtarza się co roku. To masa ludzi, która przychodzi na Juwenalia i w nich w zasadzie nie uczestniczy. Przychodzi na kampus i spędza czas poza terenem imprezy. Za nich nikt nie może brać odpowiedzialności poza nimi samymi, ewentualnie mogą brać odpowiedzialność jeszcze rodzice osób nieletnich, które przyjeżdżają na kampus Politechniki Białostockiej. Teren imprezy masowej jest ściśle wygrodzony i tam nie ma obrazków, jakie czasami pojawiają się w internecie – jako rzekoma wizytówka studentów. Nie jest to prawda. Impreza odbywa się w konkretnym miejscu i za to tylko miejsce organizatorzy mogą wziąć i zawsze biorą odpowiedzialność. Tyle tylko, że nic złego się tam nie dzieje, choć przewijają się tam przez trzy dni tysiące ludzi.

Muszę powiedzieć coś jeszcze. Kiedyś uważałam, że Dni Kultury Studenckiej – czym w rzeczywistości są Juwenalia, powinny gościć artystów z wyższych półek muzycznych. Po latach zmieniłam zdanie kompletnie. Juwenalia to czas zabawy i o to w nich chodzi. Ma być wesoło, ma być radośnie i mają w pamięci zostać dobre chwile. Świetnym pomysłem jest mieszanie stylów muzycznych i zapraszanie dorosłych białostoczan do uczestnictwa w tym wydarzeniu. W tym roku prawdziwą furorę zrobił Krzysztof Krawczyk, na którego koncert przyszły tysiące ludzi. Bawili się wszyscy. Po koncercie rozmawiałam z jednym z muzyków od Krawczyka, który był zachwycony atmosferą i pytał mnie – jakim cudem śpiewał cały plac i skąd studenci znają teksty wszystkich piosenek – od pierwszej, po ostatnią. Gawędziliśmy dłuższy czas, ale skończyło się tym, że najważniejsze, że się podobało.

Dziękuję sztabowi juwenaliowemu, wszystkim wolontariuszom i współpracownikom, którzy pomagali w organizacji tej imprezy. Dzięki Wam, choć padnięta na amen, przeżyłam trzy cudowne dni. Kolejne trzy dni. I powiem Wam wszystkim jedno – olać hejterów. Róbcie swoje. Ja będę Wam kibicowała z całych sił i pomagała gdzie tylko dam radę. Zmęczone twarze wszystkich pracujących przy Juwenaliach są tego warte.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Maciej Korsan)

Reklama

Słowo po niedzieli: To były trzy piękne dni komentarze opinie

  • Lea - niezalogowany 2019-06-03 23:42:01

    Bardzo miło się czytało ten artykuł! :) Powinni go przeczytać wszyscy organizatorzy i wolontariusze! :)

  • Nocny Kochanek - niezalogowany 2019-06-04 11:53:00

    Przeczytałem, i na mojej zmęczonej opadłej wyschniętej buziu pojawił się uśmiech :) |
    Dzięki Aga za te wszystkie dni na scenie!

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ddb24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1/47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"