Felietony, Słowo niedzieli Spadkobiercy upadłościowej - zdjęcie, fotografia

Minął nam kolejny tydzień i kolejny weekend, w którym doniosłym wydarzeniem – według niektórych – stały się wybory w Nowoczesnej. Tak, tak… w Nowoczesnej. Wysłane z Warszawy znaki dymne dementują plotki i pogłoski o śmierci tej formacji, bo okazało się w niedzielę, że ta partia, ponoć całkiem jeszcze istnieje. A o jej istnieniu najbardziej świadczą wciąż niespłacone długi, do których spłacania nie ma chętnych.

Muszę przyznać, że pisząc o Nowoczesnej czuję się dość dziwnie. Bo to taki twór, który plącze się gdzieś od czasu do czasu, jako nazwa, ale tak realnie to go właściwie nie ma. Od dnia, kiedy Ryszard Petru został wysadzony z siodła dzięki właściwie dwóm osobniczkom, partia stała się lewicową przybudówką Platformy Obywatelskiej, która mogła w razie czego mówić o swojej zdolności koalicyjnej i tworzyć jakieś fikcje polityczne o koalicji z formacją, którą de facto wchłonęła z butami, choć skręciła dzięki niej mocno w lewo i nadal nie zawraca.

Ale oto wieść gruchnęła w niedzielę, że Nowoczesna ma nowego szefa, a pani Lubnauer pożegnała się z przewodniczeniem partii. Partii, która samodzielnie ma poparcie poniżej granicy błędu statystycznego. Za to w tak zwanej koalicji ma – otóż to… ma bardzo dużo. Na przykład w stolicy kraju ma zastępcę prezydenta – tego tęczowego, który czeka ze swoim żonem czy jakoś tak, na możliwość adopcji dziecka. W Białymstoku również ma zastępcę prezydenta, jedną radną, która także zasiada jako przedstawicielka tejże partii – o jakże wielkim poparciu – w prezydium Rady Miasta oraz trochę urzędników zatrudnionych z klucza partyjnego na dobrze płatnych stanowiskach, z dyrektorami szkół włącznie.

Gdyby ktoś nie wiedział, że szefem, który ma pozbierać z gleby Nowoczesną z jej jakimiś tam resztkami, to został nim poseł Adam Szłapka. Jak mam być szczera nie wiem nawet w czym się ów poseł specjalizował. Śledzę raczej życie polityczne, ale o tym panu powiedzieć za wiele nie mogę. Być może to się zmieni od teraz, bo oprócz zmiany lidera w formacji, która istnieje w zasadzie tylko z nazwy, musi w końcu znaleźć się ktoś, kto spłaci długi tejże partii sięgające ponad 2 miliony złotych. A na pewno nie chciałabym, aby z moich podatków były płacone zobowiązania jakichkolwiek ludzi. Tym bardziej – w tym przypadku – ludzi, którzy mają ambicje zarządzać moimi pieniędzmi, choć nie potrafią ogarnąć własnego portfela.

Ale zanim o tym, przypomnę, że w Białymstoku partia, której wyborców pewnie dałoby się policzyć na palcach, ma przedstawicieli w samorządzie i to na najwyższych stanowiskach. Pisałam wyżej, że jest zastępca prezydenta w osobie Przemysława Tuchlińskiego i wiceprzewodnicząca Rady Miasta oraz jedyna radna Katarzyna Kisielewska – Martyniuk. Zupełnie przypadkiem, są to bliscy współpracownicy prezydenta Białegostoku i to od wielu lat, a już na pewno od czasów, kiedy Nowoczesnej jeszcze nie było nawet w planach Ryszarda Petru, ani tych, co wymyślili po drodze Petru jako polityka.

Prawie identycznie jest w Sejmiku Województwa Podlaskiego, w którym jest dwójka radnych oficjalnie reprezentujących Nowoczesną, choć tylko jeden z nich jest członkiem – Jarosław Dworzański, a druga… nie jest członkiem – Anna Augustyn. I tak się składa, że obydwoje też są bliskimi współpracownikami prezydenta Białegostoku od czasów kiedy Nowoczesnej jeszcze nie było nawet w planach Ryszarda Petru, ani tych, co wymyślili po drodze Petru jako polityka. A co lepsze, prezydent, jakby co, to cały czas jest bezpartyjny. Można? Można!

W ostatnich wyborach parlamentarnych z tych resztek Nowoczesnej w naszym regionie, do polskiego Sejmu nie dostał się nikt. Bo trudno liczyć Krzysztofa Truskolaskiego, lidera niegdysiejszego tej partii, który jak tylko słupki poparcia zaczęły topnieć niczym plastik w ognisku, ulotnił się z Nowoczesnej i do dziś właściwie nie wiadomo jaką partię reprezentuje, ani jaką społeczność wyborców, o jakich poglądach politycznych reprezentuje. W każdym razie sprytnie na tym wyszedł, bo długi partii zostały wyłącznie tym, którzy w tej partii zostali. Tylko jakoś dziwnie cicho jest, kiedy pojawia się temat ponad dwumilionowego długu Nowoczesnej, bo nie ma chętnych do spłacania. A przypomnę, że to miała być partia fachowców od gospodarki i ekonomii.

W efekcie pan Szłapka został szefem masy upadłościowej, a rolą wszystkich wyborców, także i tych, którzy głosowali na kandydatów Nowoczesnej zarówno cztery lata temu jak i teraz, powinno być wywarcie takiego nacisku, aby osoby odpowiedzialne za ten stan rzeczy spłaciły długi partyjne. Nie powinno być tak, jak mówi się od dłuższego czasu, że dług zostanie spłacony z budżetu państwa – jeśli partia będzie niewypłacalna. Tylko ja sobie nie przypominam, abym zaciągała jakikolwiek dług dla Nowoczesnej, więc tym bardziej nie widzę powodów, aby go spłacać.

Wyobraźmy sobie na przykład taką sytuację, że każdy z dorosłych Polaków zaciąga kredyt lub pożyczkę w wysokości na przykład 20 tysięcy złotych, ale jej nie spłaca, tylko kieruje bank do ministra finansów, albo do premiera, aby to oni z budżetu państwa pokryli zobowiązania zaciągane sobie przez obywateli. Bo czym to się niby miałoby różnić od długów Nowoczesnej? Dlaczego w takich sytuacjach komornik nie może zająć diet poselskich? Diet radnych? Zakładam, że w ciągu dwóch lat taki dług byłby spłacony całkowicie. Skoro są politycy, którzy z Nowoczesnej korzystają, to niech się poczują również do obowiązku wobec tej partii. Ewentualnie wszyscy posłowie tej formacji byłej i obecnej kadencji, powinni wziąć na klatę te dwa miliony, skoro korzystali lub korzystają z tych środków, których spłacać nie chcą.

Tu jest jeszcze jeden ciekawy wątek w związku z tym długiem, ponieważ wszystkie diety posłów, senatorów i radnych wypłacane są z budżetu państwa. Zaś w budżecie państwa znajdują się pieniądze z naszych podatków. Kuriozalne zatem wydaje mi się, że nie dość, że mam płacić na diety, które politycy masy upadłościowej jaka została po Nowoczesnej, zostawiają sobie w całości, to jeszcze na dodatek spłacać ich kredyty oraz zobowiązania finansowe. Normalnie nic tylko partię zakładać i kredyty zaciągać… a spłatą się kompletnie nie martwić. Do tego zawsze jeszcze można wytargować jakąś posadę za publiczne pieniądze w urzędzie, szkole czy w fundacji i śmiać się w oczy wszystkim pozostałym. Więc, hulaj dusza, piekła nie ma i żyć nie umierać.

I to właśnie rozwiązaniem tego problemu w pierwszej kolejności powinien zająć się nowy szef masy upadłościowej o nazwie Nowoczesna oraz polski Sejm, który w trybie natychmiastowym powinien zmienić polskie prawo w taki sposób, żeby obywatele nie ponosili konsekwencji za nieudaczników, którzy nie potrafili zarządzać własnymi środkami. I tylko za jedno chwała Panu w Niebiosach, że ta banda nieudaczników z masy upadłościowej nie zarządza naszym krajem ani jego finansami.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)

Słowo po niedzieli: Spadkobiercy masy upadłościowej komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama