Felietony, było Stutthof - zdjęcie, fotografia

Jeden z naszych czytelników przysłał do nas maila z opisem swojej niedawnej podróży sentymentalnej w poszukiwaniu śladów zaginionego dziadka. My w redakcji DDB w pełni utożsamiamy się z napisem zamieszczonym na zakopiańskim cmentarzu na Pęksowym Brzyzku „Ojczyzna to ziemia i groby. Narody tracąc pamięć, tracą życie.”, dlatego chętnie podzielimy się z Wami treścią nadesłanej do nas korespondencji.

„Szanowna redakcjo.

Jestem białostoczaninem po czterdziestce i ostatnio wybrałem się do miejscowości Sztutowo położonej w województwie pomorskim, gdzie podczas II Wojny Światowej znajdował się niemiecki obóz koncentracyjny KL Stutthof. Większość z czytających może pomyśleć – znamy tragiczną historię Polski, wielu z nas odwiedzało miejsca kaźni. To prawda, natomiast ja miałem powód szczególny. Prawdopodobnie w 1940 roku zamordowano tam mojego dziadka – ojca mojej mamy. Piszę w trybie przypuszczającym, gdyż do dzisiaj nie zachował się najmniejszy ślad po nim. Rodzina ze strony mamy pochodziła z Pomorza i mieszkała w Gdyni. Z przekazów zmarłej w 1989 roku babci wiemy, że tuż po wybuchu wojny dziadka (jej męża) zabrano i wywieziono do Sztutowa, gdzie czekał już przygotowany obóz (o tym za chwilę). Prawdopodobnie już po kilku miesiącach został stracony albo na terenie obozu, ewentualnie zastrzelony w lesie piaśnickim pod Wejherowem. Osierocił pięcioro dzieci.

Każdy może w internecie odnaleźć dokładną historię obozu, więc nie będę przynudzał, pozwolę sobie przytoczyć kilka faktów: obóz założono w chwili wybuchu II Wojny Światowej, a status „państwowego obozu koncentracyjnego” uzyskał 7 stycznia 1942 roku.

Osadzano tu Polaków i Żydów, głównie z Pomorza, uzupełnieniem tej grupy byli chorzy psychicznie, których zaliczano do zagrażających ekspansji III Rzeszy w Polsce. Pierwszy transport 150 więźniów przybył już 2 września, przez ponad 5 lat działalności zarejestrowano tam około 110 tysięcy więźniów (za stutthof.org) z 28 państw. Liczba ofiar KL Stutthof waha się między 63 a 65 tysięcy.

Przyznam, nigdy nie byłem na terenie obozu w Oświęcimiu, ani żadnym innym. Oczywiście czytałem wcześniej o Sztutowie. Wiem, że z oryginalnego wyglądu obozu zostało niewiele, ale teraz chcę opowiedzieć o tym, co zobaczyłem.

Pierwszym budynkiem rzucającym się w oczy jest murowany gmach, w którym mieściła się obozowa administracja – budynek Komendantury, gdzie urzędowali komendanci: Max Pauly a następnie Paul Werner Hoppe. Praca nad tym budynkiem pochłonęła wiele ofiar, natomiast dopiero za nim zaczyna się właściwy teren obozu.

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czuli doprowadzani do KL Stutthof przechodząc przez drewnianą bramę i widząc budki strażnicze oraz płot z drutu kolczastego. Nawet teraz, po latach przejście pod bramą wzbudza wielkie emocje i powoduje ogromne wzruszenie. Do dzisiaj możemy dotknąć płotu, który zachował się przez ponad 70 lat. Według relacji, których wiele zachowało się do dzisiaj, dzięki czemu poznajemy historię tamtych strasznych czasów, po zarejestrowaniu więźniów i poniżającym wielogodzinnym oczekiwaniu na placu, czekała na nich łaźnia, gdzie dezynfekowano i posypywano proszkiem przeciw wszawicy. To było pierwsze miejsce, gdzie wykształcenie, stopień wojskowy czy płeć nie miały znaczenia – nieludzkie traktowanie dotyczyło każdego. Dla wielu więźniów, ten pierwszy apel był ostatnim – kto nie rokował przydatności do pracy, był stary lub chory – często kończył życie już pierwszego dnia. Wielu było od razu wywożonych do lasów koło Piaśnicy, gdzie ich rozstrzeliwano. Być może taki właśnie los spotkał mojego dziadka.

Ci, którzy przeżyli, byli kwaterowani w barakach, które również można zobaczyć od środka. Na trzypoziomowych pryczach często leżało nawet 5 osób. Właściwie „leżało” nie jest tu dobrym określeniem, pozycja półsiedząca pasuje lepiej. Po ciężkich nocach następowały ciężkie dni. Racje żywieniowe przeznaczone dla więźniów najpierw były rozgrabiane przez personel obozowy, a klasyczne posiłki w ciągu dnia to była kromka chleba z lurą na kształt herbaty, zupa z brukwi bez tłuszczu i soli na obiad oraz ten sam chleb, czasem z topionym serem na kolację. We wspomnieniach więźniów zachowały się opisy dantejskich scen przy obiedzie, gdyż gorący płyn trzeba było spożyć w ciągu kilku chwil, bo juź kolejni oczekiwali na miskę. Dochodziło nawet do pobić ze skutkiem śmiertelnym. Po katorżniczej, 12-godzinnej pracy, ciężko było zadbać o higienę, na początku do dyspozycji więźniów była jedna latryna, a z uwagi na niskie ciśnienie wody – umycie się, choćby podstawowe, graniczyło z cudem. Zwiedzanie „łazienki” dostarcza nie lada emocji, kiedy wyobrazimy sobie ogrom ludzkich istnień przetaczających się przez to miejsce.

Słabi i chorzy byli kierowani do obozowego szpitala, który składał się z trzech pomieszczeń, a na wszystkie problemy zdrowotne pacjentów rozwiązaniem był bandaż i jodyna. Oczywiście obozowy doktor lubował się również w eksperymentach, do dziś nie wiemy ile i jakich doświadczeń tam przeprowadzano, ale w jednym z pomieszczeń zachowało się oryginalne łóżko i krzesło, na którym niejednokrotnie podawano więźniom śmiertelny zastrzyk z fenolu w serce. Idąc z pokoju do pokoju moja wyobraźnia podpowiadała mi, że mógł tam być dziadek Feliks. Mógł leżeć na jednej z tych pryczy, myśleć o wolności wpatrując się w obozowe ściany...

Przerażające wrażenie zrobiły na mnie budynek krematorium z zachowanymi dwoma piecami oraz komorą gazową, która stała się ostatnim miejscem na ziemi dla wielu z osadzonych. Zachowane są zdjęcia stosów ludzkich ciał, w oddzielnym pomieszczeniu zalegają tysiące butów, a właściwie tego, co z nich zostało. Jako, że upokorzeń nigdy za wiele, na placu niedaleko krematorium do dzisiaj stoi szubienica, na której dokonywano publicznie wyroków na więźniach.

Ale najwięcej czasu poświęciłem na czytanie wspomnień więźniów, opisów przerażających aktów barbarzyństwa i sadyzmu, bo chyba nie ma wystarczająco mocnych słów na opisanie działań „rasy panów” wobec głównie narodu polskiego i żydowskiego.

KL Stutthof jest pełen takich opowieści, każdy krok stawiany w tym miejscu przenosił mnie w lata, których nigdy nie chciałbym doświadczyć, a które były udziałem tak wielu naszych przodków. Dlatego proszę – piszmy o historii, uczmy się historii, odwiedzajmy te straszne miejsca, żebyśmy nigdy nie zapomnieli, żeby już nikt nigdy nie zgotował drugiemu takiego losu. Nazywajmy rzeczy i sprawców po imieniu. Żeby już zawsze każdy Feliks wracał do swojej Zofii”.

(Nadesłane przez Czytelnika)

Reklama

Tak było: Stutthof komentarze opinie

  • Jan Urban II - niezalogowany 2019-07-18 16:22:47

    Tak było! Nie zmyślam.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ddb24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1/47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"