-2°C pochmurno z przejaśnieniami

Taka gmina: Absolutorium czyli historia, która się powtarza

Felietony, gmina Absolutorium czyli historia która powtarza - zdjęcie, fotografia

Niemal już lato, więc tradycyjnie w naszej gminie trwa sezon grillowania, spacerów, imprez plenerowych. Mnożą się pikniki i okazje do spacerów na świeżym powietrzu. A w salach magistratu trwa kolejna wojna o absolutorium dla prezydenta Tadeusza Truskolaskiego. Po jednej stronie stoi kilkunastu radnych PiS wspieranych przez przeciwników prezydenta. Po drugiej radni PO i Komitetu Truskolaskiego, wyżsi miejscy urzędnicy i zwolennicy TT. Zaczął się znowu cyrk z absolutorium..

Co to jest absolutorium? W telegraficznym skrócie: uznanie, że prezydent dobrze wykonał budżet za ubiegły rok. Od 2 lat Rada głosami PiS przegłosowuje, że Tadeusz Truskolaski źle wykonuje budżet i nie udziela mu absolutorium. Może także - jeśli zechce - ogłosić referendum o odwołanie prezydenta z funkcji. Nie robi tego jednak, bo obawia się wyników głosowania. Radni musieliby przekonać większość białostoczan, że prezydent na nie zasługuje na dalsze rządy. Tymczasem białostoczanie raczej doceniają to co Tadeusz Truskolaski zrobił dla miasta. A zrobił sporo - zwłaszcza we wcześniejszych kadencjach. Niestety, w obecnej koncentruje się na wojnie z radnymi.

Dlaczego PiS boi się referendum? Bo istnieje ryzyko porażki. I nie jest ono wcale znikome. Prezydent bardzo sprawnie uprawia propagandę sukcesu mając do tego całą machinę Urzędu Miejskiego. W tej walce wspierać go będą też  dwie ogólnopolskie partie: PO i Nowoczesną. Referendum zmieni się w wojnę ogólnopolską, bo media krajowe wykreują je jako starcie rządu z opozycją. Wynik tej wojny nie jest oczywisty: PiS wprawdzie prowadzi w sondażach, ale trudno liczyć na więcej niż 50 procent. A takie poparcie byłoby niezbędne dla odwołania Truskolaskiego.

Truskolaski ma za sobą dwie w miarę udane kadencje i ludzie to doceniają widząc to jako jego zalety. Natomiast wady prezydenta znają natomiast ludzie mający z nim do czynienia na co dzień i wcale nie są one oczywiste dla większości białostoczan, którzy znają Truskolaskiego z gazet, internetu, telewizji i oficjalnych przemówień. O tym jaki jest naprawdę wiedzą przeważnie ci, którym zalazł za skórę - na przykład małżeństwo Bzurów, mieszkańcy kilku wywłaszczanych domów lub inni, którym odmówiono wykupu własnych mieszkań. Ci ludzie poznali wady prezydenta i raczej na niego nie zagłosują. A resztę mało to obchodzi, więc albo nie pójdą do głosowania albo zagłosują przeciw odwołaniu. Bo żeby zagłosować przeciw musieliby mieć jakiś konkretny powód. Tak samo zresztą nie poszliby odwoływać Rady Miasta, bo konflikt między prezydentem a większością radnych jest gorszący, ale to za mało, aby iść z tym na referendum.

Trusklaski też nie wyzywa radnych by ogłosili referendum. Nie robi tego, bo wcale nie jest pewien czy wygrałby to starcie: większe szanse nie są równoważne z pewnością wygranej. Tymczasem, żeby osiągnąć to co i tak ma (czyli mandat prezydenta) musiałby brać udział w męczącej kampanii i znosić ciosy. A jako główny jej bohater byłby nieustannie grilowany. Tadeusz Truskolaski ma wiele wad, ale nie jest głupcem ani masochistą. Liczyć potrafi i wie co dla niego jest dobre.  Wiele razy byłem świadkiem jego skuteczności w destrukcji spraw, które nie uzyskały jego akceptacji. Powiedzieć, że jest mściwym hipokrytą to nic nie powiedzieć. Ale absolutorium to nie jest ocena charakteru prezydenta. Mimo to ma ona związek z wykonaniem budżetu. Dlaczego? A chociażby dlatego, że upór i mściwość Tadeusza Truskolaskiego w wojnie z Radą Miasta wywołuje adekwatne reakcje po stronie radnych. W rewanżu analizują oni wyjątkowo wnikliwie wykonanie budżetu i punktują prezydencką megalomanię w projektowaniu budżetu i ogromną propagandę sukcesu w planowaniu inwestycji.

Tadeusz Truskolaski sam zresztą ściąga na siebie kłopoty. Jak? A na przykład chwaląc się nad miarę najbardziej proinwestycyjnym budżetem miasta w jego historii w 2017. Idę o zakład, że go nie wykona w zaplanowanym zakresie. Drażniąc wszystkich dookoła triumfalizmem w zamierzeniach wywołuje tylko chęć obnażenia budżetowego blefu. Przechwala się zresztą od lat, ale dopiero od niedawna jest skrupulatnie sprawdzany i punktowany. Od dawna zaś zapisuje tak po stronie dochodów jak i wydatków wiele pobożnych życzeń. Nie wiem dokładnie jak było w 2016 roku (a tego dotyczy czerwcowe absolutorium), ale już w 2017 roku zapracował na kłopoty. Przykład? Zamiast skarżyć niektóre zapisy budżetowe radnych do Regionalnej Izby Obrachunkowej jednoosobowo ogłosił się recenzentem i sędzią odmawiając pisemnie wykonania części budżetu. Tak właśnie postąpił w sprawie remontów boisk przy Świętokrzyskiej. Radni wpisali inwestycję w budżet wiedząc o treści umowy między klubem a miastem. Mimo to Truskolaski uznał, że wie lepiej i odmówił uruchomienia 700 tysięcy złotych. Zapis radnych uznał za "niecelowy" i "niezgodny z prawem". To, że taka ocena to zadanie RIO jest dla niego mało istotne. Pikatnerii sprawie z boiskami dodaje fakt, że przez stanowisko prezydenta może przepaść dotacja 800 tysięcy z Ministerstwa Sportu, które mają być przeznaczone na odnowienie obiektu, zwiększenie jego wartości i funkcjonalności. Bez pieniędzy uchwalonych przez radnych żadnej inwestycji nie będzie, a boiska pozostaną bez remontów, a 800 tysięcy z ministerstwa przepadnie. Dlaczego? Spytajcie Truskolaskiego.

Wracając do absolutorium: czy Tadeusz Truskolaski dobrze wykonuje budżet i czy jest dobrym prezydentem? Z pewnością jest bardzo skutecznym politykiem, który udaje apolitycznego fachowca. Na pewno ma wizję miasta, którą realizuje. Za jego rządów Białystok zmienił się na lepsze. To zasługi. Niestety zmiany nie były tylko na lepsze. Prezydent - poza skutecznośćią w zarządzeniu, wizją i determinacją - wprowadził też do życia miasta inne swoje cechy: upór, arogancję, pamiętliwość, małostkowość i mściwość.  Kiedy radni wbrew niemu wprowadzają jakieś uchwały mogą mieć pewność, że prezydent będzie próbował je sabotować albo zablokować. Nawet teraz wykonanie części budżetu tak się przewleka, że te zapisy tracą sens. Jestem pewien, że za jakiś czas oświadczy, że fiasko finansowanych akcji dowodzi, że miał rację kwestionując te wydatki. Czy ma rację? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że nie dał szansy na sprawdzenie tego. I nie do niego należała decyzja w tej sprawie. Uzurpował ją sobie.

Czy wykonanie białostockiego budżetu w 2016 roku powinno być skwitowane absolutorium? Tak, o ile uchwalający byliby przekonani, że błędy nie wynikały z nieuleczalnego uporu, arogancji i bufonady. Truskolaski w 2014 roku szedł do wyborów z hasłem: "Nie obiecuję, gwarantuję". Słowo ciałem się staje: zachowanie prezydenta gwarantuje, że budżet jest wykonywany odwrotnie do zamierzeń tych, którzy go uchwalają. Jak w tej sytuacji można przyznać absolutorium? Jak dać kredyt zaufania, jeśli wykonawca regularnie i z rozmysłem popełnia te same błędy?

Eksperci z RIO oceniając wykonanie budżetu nie uwzględniają nastawienia prezydenta. Zwracają za to uwagę, że jego błędy nie mają wielkiej skali i nie powodują wiekich szkód dla miasta. Nie oceniają ich umyślności, oceniają ich niewielką szkodliwość. Rzecz w tym, że charakter prezydenta gwarantuje, że kolejne budżety będą tak samo sabotowane. I wojna będzie trwała nadal, bo prezydent chce rządzić miastem ignorując radę na tyle, by nie można było przypisać mu złamania prawa. Etyka w tym procederze nie jest stosowana.

Najbliższe dni i tygodnie przyniosą pełną emocji bitwę na słowa, w której radni PiS wytkną prezydentowi wszystkie jego grzechy. Ten przystroi się w szaty dyskryminowanego męczennika i będzie kontratakował wyciagając rywalom, że wykonują polityczne zlecenia swoich władz partyjnych. Radni PO i Klubu Truskolaskiego będą okładali rywali z PiS i składali cześć prezydentowi. Wszyscy uczestnicy sporu będą zachowywali się jak niespełna rozumu: krzycząc na rywali i zupełnie nie słuchając odpowiedzi. A potem prezydent nie dostanie absolutorium i będzie chodził po sądach udowadniając, że jest dyskrymionowany. I starannie pomilczy o tych wszystkich, których za jego wiedzą (lub wolą) w mieście skrzywdzono i dyskryminowano.

Przyglądając się temu co się dzieje w tej kadencji nie ulega wątpliwości, że nie ma szans na normalność. Dopóki Tadeusz Truskolaski jest prezydentem i nie ma kontroli nad Radą Miasta to będzie z nią wojował. Niewiele wskazuje, że sytuacja się odwróci: Truskolaskiemu ciągle brak poważnego rywala, a PiS konsekwentnie realizuje obietnice wyborcze, co jest zabójcze dla szans wyborczych PO i Klubu Truskolaskich. O Nowoczesnej i PSL litościwie pomilczę. Włączyć się w spór może tylko Kukiz'15, ale ten ruch jest antysystemowy i prezydenta raczej nie poprze. Zapowiada się więc status quo. Historia zatacza koło. Ile jeszcze ich będzie?

(Przemysław Sarosiek/ Foto: BI-Foto)

Taka gmina: Absolutorium czyli historia, która się powtarza komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl