-1°C całkowite zachmurzenie

Taka gmina: Apel do Platformy Obywatelskiej

Felietony, gmina Platformy Obywatelskiej - zdjęcie, fotografia

Podobno porządek polityczny w Polsce zmierza ku systemowi dwupartyjnemu. Tak przynajmniej twierdzi Janusz Palikot na swoim blogu wzywając wszystkich, którym niemiły jest obecny rząd do wstępowania do Platformy. Mam ogromne wątpliwości: największa z opozycyjnych partii nie wydaje się być właściwym balansem w ewentualnym systemie dwupartyjnym. Czytając o tym jak wybierały się jej władze lokalne mam wrażenie, że stara się z elementu dwupartyjnego zamienić się w polityczny detal. A jej białostocka odnoga wręcz się samozaorała.

Wewnętrzne wybory w PO (znam wyniki elekcji w województwa i większych miastach) przebiegały pod znakiem szukania nowego początku i tworzania takiej partii, która daje możliwość naturalnego awansu dla ludzi. Tak przynajmniej twierdził jej szef - Grzegorz Schetyna. W związku z tym partia po spektakularnej porażce na wszystkich frontach w 16 województwach wybrała 14 TYCH SAMYCH szefów. Jeśli jest w tym jakaś logika to ja jej nie dostrzegam. Dostrzegam blagę, propagandę i ściemę. A to owszem - widzę wyraźnie. Niestety na Podlasiu stężenie tych trzech elementów osiąga wartości graniczne. Piszę słowo "niestety", nie dlatego, że nawróciłem się na schetynizm, tuskizm czy też lokalny kult Roberta Tyszkiewicza. Słowo "niestety" jest dlatego bo dzięki lokalnym wyborom PO nasz region znowu wzbudzał salwy śmiechu. Po decyzji o wydaniu kilkudziesięciu milionów na pas startowy, z którego ktoś chce wysiedzeć port lotniczy; budowie obwodnic miejskich wewnatrz miasta biegnących przez środek osiedli mieszkaniowych; kupnie Systemu Zarządzania Ruchem generującym największe korki w tej części kraju doszła reglamentowana demokracja partii, która twierdzi, że jest tejże demokracji głównym obrońcą.

Jakby ktoś przeoczył to przypomnę: w Białymstoku w pięciu lokalnych komitetach miejskich wybrano 5 szefów. Zapewne zbiegiem przypadku wszyscy są zwolennikami obecnych wodżów PO, którzy w mieście i województwie od 3 lat przegrywają wszystko. Zaczęli 3 lata temu od wtopy z PSL (oddali potem najważniejsze stanowiska w samorządzie wojewódzkim PSL, który okazał się silniejszy). W Radzie Miasta ich klub stopniał do takich rozmiarów, że jak jeden z członków choruje to pozostali do brydża musieliby siadać z dziadkiem. Potem przerżnęli wyboru parlamentarne, a po drodze wódz podlaskich platformersów tak genialnie zarządzał kampanią Bronisława Komorowskiego, że ten przerżnął z Andrzejem Dudą. Nieprawdaż, że same sukcesy? Dodam, że kilka lat temu inne partyjne wybory trzeba była powtarzać, bo demokracja tak się w PO rozbuchała, że głosów oddano więcej niż było głosujących. Tym razem szefowie lokalnych komitetów zawarli porozumienie i ustalili, że popierają jakichś kandydatów na delegatów. Mail w tej sprawie poszybował z oficjalnego adresu regionalnego oddziału partii do członków. Żeby było bardziej demokratycznie na stanowiska szefów - tak jak w czasach słusznie minionych - był tylko jeden kandydat. Byli to twórcy dotychczasowych sukcesów PO, o których pisałem wyżej. Sprawa wydała się, bo jeden z sekowanych kontrkandydatów - Jarosław Dworzański zaćwierkał na Twitterze pytając o wewnątrzpartyjne zasady przyzwoitości. Doczekał się telewizyjnych pouczeń od starego-nowego szefa Zbigniewa Nikitorowicza, który pouczył go, by ochłonął. I że ten mail to tylko element kampanii. Czyli jak rozmumiem polecenia od szefów lokalnych do jej członków to widocznie w Platformie pewna norma. Jak się ma to do deklaracji radnego Macieja Biernackiego i wiceprezydenta Zbigniew Nikitorowicza, że w PO kierują się głosem mieszkańców, a nie partyjniactwem nie pojmuję. Zwłaszcza, że jako twórcy reglamentowanej demokracji partyjnej pouczają kolegów z PiS, że karnie wykonują polecania swoich szefów bez oglądania się na sens i przyzwoitość. Jak raz przypomina się mi ludowe porzekadło o kotle przyganiającym garnkowi.

Dlaczego tak komentuję sytuację wewnątrz partii, z którą nie sypmatyzuję? Bo jej podlaskie perypetie i wyjaśnienia bohaterów sprowadzają podlaską i białostocką politykę do poziomu piaskownicy i wiaderka. I winę za to ponosi nie Jarosław Dworzański, który o sprawie napisał na Twitterze (mail do członków mieliśmy w redakcji znacznie wcześniej niż eks-marszałek bąknął coś do mediów społecznościowych), ale ci, którzy tłumacząc, że wszystko jest w porządku rżną głupków. I nadają nowych znaczeń słowu hipokryzja. Bo jak inaczej odebrać słowa Roberta Tyszkiewicza - staro-nowego wodza podlaskich platformersów, który mówi "Polityka to sport drużynowy i warto przedkładać dobro drużyny nad indywidualne ambicje". Pyszny cytat zwłaszcza, gdy chodzi o cudze ambicje, a dobro drużyny jest dobrem głoszącego te słowa i przypadkiem beneficjenta.

Jest jeszcze jeden element: Prawo i Sprawiedliwość ciesząca się dużo większym poparciem na Podlasiu i w jej stolicy niż Platforma nie musi już nic robić. Wystarczy, że pozwoli członkom przeciwnej partii w sposób nieskrępowany dokonywać samozaorania. Piszę to nie w trosce o PO, która zasłużyła na szyderstwa i swój los czyli bycie obiektem drwin. Martwi mnie, że największa i rządząca aktualnie krajem partia otrzyma władzę walkowerem. Bez starania się o wyborców, bez układania planu i strategii rozwoju miasta. Mając dominację absolutną spocznie na laurach i będzie czekała na nieuchronną wygraną. A wiadomo wszek, że domincja absolutna również w sposób absolutny deprawuje i degeneruje. Kto nie wierzy niech spojrzy na białostocką PO - też przez lata była absolutnym liderem tak jak i jej liderzy. A w PiS upatruję szansy na odsunięcie od władzy w mieście Tadeusza Truskolaskiego. Obecny prezydent, który ponad dekadę temu był nadzieją na rozwój i impulsem na pozytywne zmiany obecnie jest główną przyczyną obstrukcji miasta i jego zwijania. Nie odmawiając tego wszystkiego co zrobił na początku swoich rządów, to patrząc na teraźniejszość i w przyszłość trudno nie zauważyć, że stracił impet i stanął. A kto stoi ten się cofa. Nie ma wątpliwości, że Tadeusz Truskolaski nie jest w stanie łączyć ludzi i środowiska, nie potrafi wznieść się ponad podziały i uprzedzenia i ma syndrom Ludwika XIV, który mawiał, że "państwo to ja". Nie tylko ja dostrzegam, że Tadeusz Truskolaski uważa, że Białystok to głównie i przede wszystkim on.

Samozaoranie lokalnego PO rodzi zatem dwa zagrożenia. Pierwsze: budzi śmiech z Białegostoku i Podlasia jako miejsca, gdzie czasownik "uprawia" kojarzy się z bardziej z burakiem niż z polityką, a w internecie wywołuje tzw. "bekę". Drugie: jako kabaretowa opozycja uśpi PiS, który przeoczy szansę na wysadzenie Truskolaskiego z fotela powodując, że kolejne 4 lata miastem będzie rządził kieszonkowy despota bez wizji, ale z rozbuchanym ego. A na to Białystok nie zasługuje. Dlatego apeluję: platformesi, weźcie się ogarnijcie trochę! Bo niedługo w mieście więcej do powiedzenie będzie miał lokalny PSL niż wy!

(Przemysław Sarosiek/ Foto: BI-Foto)


Taka gmina: Apel do Platformy Obywatelskiej komentarze opinie

  • gość 2017-12-05 18:43:48

    Dajcie młodej krwi, bo ten leśny dziadek nikogo nie porwie.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl