16°C bezchmurnie

Taka gmina: Białystok ofiarą SimCity?

Felietony, gmina Białystok ofiarą SimCity - zdjęcie, fotografia

Przyznaję, że czasami nie rozumiem mojego miasta. Zwłaszcza to co dzieje się w sferze komunikacji stanowi dla mnie nieodgadnioną zagadkę. Przykład: białostocka komunikacja miejska. Z jednej strony ktoś na górze wciąż zachęca nas: zostawcie samochody, wsiądźcie do autobusów. Tak taniej, zdrowiej, bezpieczniej i nie trzeba się martwić o parking. A z drugiej nie robi się nic, żeby w autobusach było przyjaźniej, taniej, fajniej... Czasami wrażenie, jakby ktoś miasto potraktował jak komputerową grę SimCity. I po tym jak skopał rozgrywkę zaczął myśleć nad nową grą.

Kilka dni temu miałem nieprzyjemność wracać z Dojlid. Wsiadłem do autobusu - na pierwszy rzut oka nowoczesnego i fajnego. Od razu, po tym jak wsiadłem, zrobiło mi się niedobrze. Po pierwsze w środku było wściekle gorąco. Próby otworzenia okna nie przyniosły sukcesu: nie było czego otwierać. Sugestia do kierowcy: "Włącz pan klimatyzację" spotkała się z grzeczną, ale stanowczą odpowiedzią: "Nie mogę, bo mnie rozliczają z paliwa, a klimatyzacja zwiększa spalanie". Zgrzytnąłem zębami. Po kilku przystankach autobus zapełnił się niemal po brzegi. Było gorąco, śmierdząco (ludzie pocąc się nie wydzielają woni fiołków lub bzu) i koszmarnie niewygodnie. Część ludzi wracała z ogródków ze sporym bagażem. Wysiadłem kilka przystanków wcześniej i przespacerowałem się piechotą, choć naprawdę spieszyło mi się tego dnia. Nie dałem rady wytrzymać... Ale zdążyłem podsłuchać rozmów pasażerów. Skarżyli się m. in., że wakacyjna zmiana rozkładu nie uwzględniła potrzeb wszystkich. I dlatego właśnie autobusy są tak zatłoczone.

- Zmniejszenie liczby busów, bo przestała jeździć nimi młodzież  to ślepe skopiowanie rozwiązań z lat poprzednich. A ludzie chcą jeździć na plażę, do ogródków działkowych, do sądu, do starostwa. Pewne rzeczy się nie zmieniają ze względu na wakacje. Dwa autobusy na godzinę to za mało - takie słowa słyszałem w autobusie. Poza narzekaniami na duchotę i brak przegubowca.

Poza tym padały skargi na brak biletów czasowych. W większości dużych miast, w których korzystałem z komunikacji miejskiej (Warszawa, Katowice, Kraków, Trójmiast, kompleks miast na Górnym Śląsku) takie rozwiązania to norma. Ba! Kupiony tam bilet pozwala jechać wszystkimi pojazdami komunikacji publicznej: pociągiem podmiejskim, tramwajem, autobusami, a w stolicy także i metrem. W Białymstoku najkrótszy bilet okresowy jaki mogłem kupić to 60 godziny - u kierowcy. Działa o ile nie chcę się przesiadać. Istnieje też możliwość zakupu biletu 24-godzinnego lub weekendowego. Fakt, że są tanie - 10 i 16 złotych, ale... nie tego oczekują pasażerowie. Jeśli jadę. np. z okolic sądów na Mickiewicza i chcę dojechać na Zielone Wzgórza, Jaroszówkę czy Nowe Miasto to albo wydaję prawie 6 złotych na dwa bilety albo czeka mnie marsz. Jeśli pasażer jest zdrowy i sprawny to chwała BKM za troskę o zdrowie: ruch się przyda. Ale jeśli nie jest? Jeżeli ma ciężkie zakupy?
Zgadzam się z argumentacją, że jednorazowy bilet w Białymstoku należy do najtańszych w kraju. 2,80 zł za możliwość przejazdu autobusem to faktycznie niewiele. Ale... w stolicy za 3,40 mam bilet 20-minutowy na wszystkie linie. I zapewniam - można zdążyć zaliczyć jeszcze przesiadkę. Bilet 75-minutowy to 4,40 zł i w praktyce da się z wykorzystaniem autobusa, metra, tramwaju czy kolejki dotrzeć z każdego miejsca Warszawy w to, które sobie zaplanowaliśmy. Przy odrobinie szczęścia rzecz jasna. A w Białymstoku? Chcę przejechać z początków Mickiewicza na  przystanek na Piłsudskiego lub Branickiego i potem przesiąść się, aby dojechać np. na Słoneczny Stok czy TBS? Nie ma wyjścia: muszę wyłożyć prawie 6 zł na dwa bilety. Przykro mi, ale to jednak drożej niż w stolicy. A przecież Warszawa ma jedną z droższych komunikacji w kraju.

Inny przykład. Kiedyś wysiadłem z InterCity w Częstochowie. To już województwo śląskie, a musiałem dotrzeć w jakieś miejsce w Chorzowie i po kilku godzinach wrócić do Częstochowy. Wydałem 24 złote i mogłem przez 12 godzin jeździć Kolejami Śląskimi, autobusami miejskimi i tramwajami po całym województwie i aglomeracji katowickiej (Katowice, Bytom, Bobrowniki, Będzin, Bieruń, Chełm Śląski, Chorzów, Czeladź, Dąbrowa Górnicza, Gierałtowice, Gliwice, Imielin, Knurów, Lędziny, Mysłowice, Piekary Śląskie, Pilchowice, Psary, Pyskowice, Radzionków, Ruda Śląska, Siemianowice Śląskie, Siewierz, Sławków, Sosnowiec, Sośnicowice, Świętochłowice, Wojkowice, Zabrze) plus jeszcze Tychy  i Tarnowskie Góry. To niemal cały Śląsk! Za 16 złotych mogłem jeździć przez 6 godzin docierając z dowolnego miejsca na Śląsku w inne dowolnie wybrane miejsce niemal pod sam dom. Na jednym bilecie! Do zabawy nie włączył się tylko PKS.

Opisując to wszystko nie zachęcam - Boże broń - do przeprowadzki do stolicy czy na Śląsk. Pokazuję tylko, że takie rozwiązanie jest możliwe i zapewne jest ekonomicznie. Gdyby nie było, to nie wierzę, że przewoźnicy zdecydowaliby się na nie. Tam też województwem, powiatami, miastami i gminami rządzą różne opcje (nie zawsze sobie przyjazne), które mają różne pomysły i interesy. A mimo to dało się znaleźć rozwiązanie. Skoro tam się udało (a także w Warszawie, gdzie stolica, okoliczne gminy i Koleje Mazowieckie też się jakoś porozumiały) to co przeszkadza w Białymstoku? Dlaczego tu się nie da? Że to jest bardziej kosztowne i wymaga nakładu pracy większego niż to co jest teraz? A od czego jesteście panowie decydenci i urzędnicy? Licząc wiceprezydenta odpowiedzialnego za komunikację i jego obsługę, administrację trzech spółek komunalnych i liczne departamenty to jest już całkiem spora grupa ludzi, która mogłaby zadać sobie trud i pomyśleć jak wprowadzić w Białymstoku rozwiązania przyjazne dla mieszkańców. Napisać o dotację unijną i brać pieniądze na budowę kolejnych obłąkanych bus-pasów (tym razem na Legionowej) i kupić wreszcie biletomaty na przystankach i autobusach (rozwiązania znane od lat w każdym większym mieście Polski) potrafi byle głupi. Zwłaszcza jak się już zarezerwowało wcześniej na to pieniądze w ramach Białostockiego Obszaru Funkcjonalnego. Inna rzecz, że dla mieszkańców BOF spoza granic miasta Białystok (czyli właściciel całej komunikacji publicznej poza kolejami) nie proponuje dokładnie nic. Żadnych udogodnień! Choć przecież w ramach BOF Białystok kasuje całą kasę na komunikację publiczną! A potem się nasi prezydenci dziwią, że burmistrzowie i wójtowie patrzą na nich jakoś koso i ich nie lubią.

Dodatkowo te nasze autobusy są średnio ekologiczne. Jeździ wprawdzie po mieście kilka pojazdów hybrydowych (łączą napęd elektryczny z Dieslem), ale większość ma kopcące silniki spalinowe. Ostatni krzyk innowacyjności to umieszczenie wylotów spalin na dachu (widziałem tam kilka rur wydechowych). Moim prywatnym zdaniem, to jednak rozwiązanie wymuszane przez to, że po zabetonowaniu całego miasta nagle każdy większy deszcz czyni z Białegostoku zbiorowy polder. Mimo, że nie jest mi po deszczach radośnie (mieszkam w miejscu, gdzie regularnie zalewane są piwnice, ulice i garaże) to śmiech mnie ogarnia, kiedy solidny deszcz padający przez kilka godzin określany jest mianem "siły wyższej" i "żywiołu". Serdecznie życzę prezydentowi Truskolaskiemu (on jest autorem tego passusu), mieszkańcom i sobie, żebyśmy nigdy nie doczekali czasu prawdziwej klęski oberwania chmury. Bo wtedy słownictwo się panu prezydentowi skończy, choć to profesor i słownik ma bogaty. Wracając jednak do ekologii: autobusów elektrycznych w Białymstoku nie ma, choć ponoć są tu Zielone Płuca Polski. Nie ma ich, bo są kosztowne i tym tłumaczą się władze miasta. No nie dziwię się, że nie ma pieniędzy - trzeba spłacać 28 milionów, które zostały wydane na obłąkany System Zarządzania Ruchem i te zielone fale, których dotąd nikt nie widział. 28 milionów poszło psu w d...., a włodarze uparcie twierdzą, że to działa. Twórcom tej teorii proponuję skręcić w lewo z Piastowskiej w Towarową lub wjechać na Piastowską z Mieszka I  (też w lewo). Nie dość, że cholery można dostać stojąc w gigantycznym korku, kiedy wszystkie wyloty skrzyżowania są prawie puste, to jeszcze zez rozbieżny gwarantowany. Dlaczego? A jak się jednym okiem patrzy czy po 3 sekundach system uznał, że już dość tego skręcania w lewo i wyłączył zielone upłynniając ruch gdzie indziej i drugim okiem na samochód przede nami oraz drogę to jak to zrobić bez zeza? Ostatnio zacząłem powaznie rozważać zatrudnienie pilota na ten lewoskręt. Znajomy opowiedział mi, że w godzinach szczytu opłaca się gonić pod wiadukt Trasy Generalskiej i zawrócić przy początkach Kazimierza Wielkiego. Skręciłem w prawo w Towarową, a samochody co były przede mną jeszcze stały czekają na lewoskręt - relacjonował mi swój eksperyment.

A to nie są jedyne idiotyzmy Systemu.

Kończąc ten denerwujący wątek: proponuję na kilka dni wyłączyć całkowicie System Zarządzania Ruchem i wrócić do rozwiązań tradycyjnych (stały czas zmiany światel) i przekonamy się jak to będzie z korkami w Białymstoku. Żadne wyniki badań nie przekonają mnie do SRZ, bo codziennie dokonuję badań na sobie w swoim samochodzie. Niezmiennie wychodzi mi, że ten System to bubel. Podobnego zdania są wszyscy kierowcy, z którymi rozmawiałem -  z taksówkarzami na czele. A każdy z decydentów twierdzący inaczej dorównuje intelektem SRZ czyli też jest bublem. I należy go wyłączyć razem z systemem przy okazji najbliższych wyborów. Zrozumiałbym upór władz przy SRZ jedynie wtedy, gdy zaplanowały go jako czynnik zniechęcający kierowców do jeżdżenia po mieście. Ale jeśli tak jest w istocie, to diabła nam te budowane kilometry dróg i obwodnic? Bo przecież nie powstają one dla autobusów. Skoro nasze władze chcą, byśmy jeździli komunikacją publiczną to po czorta budowały i budują te wszystkie drogi? To trąci aberracją!

Dlatego nie pojmuję o co chodzi z komunikacją i transportem w Białymstoku. Nie widzę w tym żadnej logiki - nawet pokrętnej. Mam wrażenie czasami, że wygląda to jak efekt nieudanej gry na symulatorze z gatunku SimCity, którym bawił się jakieś początkujący gracz. Rozgrzebał system transportowy i teraz nie wie co zrobić dalej, bo ma kwadraturę koła. W SimCity można grę zresetować i zacząć od nowa. W Białymstoku musimy z tym żyć. Niestety.

(Przemysław Sarosiek/ Foto: BI-Foto)

Taka gmina: Białystok ofiarą SimCity? komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2017-07-17 05:39:16

    Penie Przemysławie, nie pisze się ,,autobusa" tylko ,,autobusu". Ludzie czytają. A dużo , nie znaczy mądrze.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl





Felietony, Białystok - więcej informacji