Felietony, gmina Białystok dotuje sportowców czyli głupio głupiej najgłupiej teraz - zdjęcie, fotografia

Od dawna chciałem popełnić felieton o sporcie w Białymstoku. I nie miał to być pełen faktów materiał zawierający dane i zestawienie: kto, ile i za co dostał pieniędzy w ramach tak zwanej promocji przez sport czy też dotacji sportowej. To co mnie od lat zastanawia to kryteria jakimi kierują się władze miasta wyznaczając akurat takie, a nie inne kwoty na poszczególne kluby i dyscypliny sportowe.

Pierwsze kryterium, które dostrzegam bez trudu to znajomości i sympatie. Przykładów mam sporo. Pierwszy z brzegu: coroczne dotacje na Genticus (niewielkie osiedlowe stowarzyszenie organizujące rozgrywki dla amatorskich piłkarzy i scrabblistów.  Od lat dostaje większe kwoty niż spora część klubów zajmująca się szkoleniem młodzieży i startująca w rozgrywkach seniorskich. Źróodło jego dotacji z tzw. funduszu antyalkoholowego przeznaczonego na sport. Drążyłem kiedyś temat: czemu po kilkadziesiąt tysięcy złotych rok w rok trafia do tej organizacji? Czy ma jakieś nadzwyczajne osiągnięcia w walce z alkoholizmem? Jeśli tak to kto i jak je mierzył, jak weryfikował? I dlaczego akurat scrabble, a nie domino, chińczyk, monopoly czy na przykład warcaby lub czarny piotruś? Usłyszałem nieoficjalnie, że "tak trzeba". Bo jak Genticus nie dostanie tyle co zwykle, to ich prezes będzie szumiał, skarżył się u prezydenta, pisał listy i apele i generalnie rozrabiał. A tak płynie kasę i jest spokój. To tylko jeden z przypadków na liście dotacji na spor, a jest ich więcej. Nic nie mam do tego klubu, ale... co jego działalność ma wspólnego ze sportem (zawodowym, półzawodowym, amatorskim czy masowym), który powinno wspierać miasto Białystok? I czy warto wydawać dziesiątki tysięcy złotych na scrabble, kiedy kluby z dyscyplin olimpijskich grający w rozgrywkach ogólnopolskich mówią głośno, że brakuje im pieniędzy? Inna sprawa, że miejski Szkolny Związek Sportowy na roczną rywalizację w 10 dyscyplinach wszystkich białostockich szkół dostał kwotę ledwie czterokrotnie wyższą niż środki na amatorskie hasanie piłkarzy i wysiłki w scrabble i dwa razy mniej niż jednodniowy event o nazwie "Turniej młodego Bayernu"? Widzi ktoś w tym jakiś sens?

Drugie kryterium: oderwanie od wyników sportowych.  Wiem, że się narażę fanom siatki, ale sztandarowy przykład na to, to Białostocka Akademia Siatkówki. Korzysta z tego, że prezydent lata temu w świetle reflektorów podpisał porozumienie z federacją na szkolenie młodzieży. Od tamtej pory corocznie setki tysięcy złotych są pompowane w zajęcia dla młodych siatkarzy i siatkarek. Rodzice zawodników niezależnie od tego muszą dotować BAS, w którym pracują dobrze wynagradzani (wyjątkowo dobrze jak na inne dyscypliny) szkoleniowcy, którzy... nie odnoszą sukcesów na arenie młodzieżowej. Najlepsi zawodnicy przez lata opuszczali Białystok, a ekwiwalent zmianę barw klubowych trafiał do BAS. Wyników sportowych to nie dawało żadnych. Jeśli są w tej materii wątpliwości proponuję sprawdzić w okręgowym związku siatkarskim. Dwa lata temu mężczyźni i kobiety przystąpili do rozgrywek na szczeblu II ligi, z których nie są w stanie się przebić wyżej. BAS rywalizuje z ekipami z ościennych województw (nie jest to poziom ogólnopolski ale regionalny) z miast powiatowych i rezerwami drużyn z Warszawy i nie daje rady uzyskać promocji. W 2017 łączna dotacja dla BAS z różnych szuflad miejskiej kasy sięgała kwoty sporo ponad pół miliona, a w poprzednich latach nie było gorzej. Wyniki? No cóż - brak awansów, brak medali w mistrzostwach Polski i kłopoty z przejściem regionalnych eliminacji młodzieżowych. I co? I nic. Podobne przypadki nie są rzadkie: miasto hojnie dotuje i nie interesuje się jakie to przyniosło efekty. Mógłbym to pojąć, gdyby ktoś w mieście stwierdził: to jest inwestycja długoterminowa. Ale nikt tego nie mówi! Kiedy opowiadam czasami urzędnikom miejskim o tych przypadkach to mam wrażenie, że odkrywam im nieznany świat. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy wsparcie dla białostockich lekkoatletów (od lat będącej w krajowej, europejskiej, a nawet światowej czołówce) przeliczane na głowy wspieranych sportowców wychodzi gorzej niż dotacja na siatkarza grającego z zespołami z Radzymina lub przegrywającego międzywojewódzkie eliminacje młodzieżowe. 

Trzecie kryterium: ilość zawodników trenujących w klubie nie ma większego znaczenia dla wysokości dotacji. Dwa lata temu zabawiłem się w przeliczanie ile na głowę zawodnika (według deklarowanych danych z Podlaskiego Związku Piłki Nożnej) przypada dotacji. Wyszły mi zadziwiające rzeczy i spore dysproporcje. Z ciekawości sprawdziłem w tym roku kwotę na I półrocze, ilość zespołów i zawodników w rozgrywkach związkowych. I dalej nie widzę w tym sensu: dotacja dla MOSP Białystok, który szkoli ponad pół tysiąca zawodników jest na tym samym poziomie co białostockiego Hetmana, którego liczba zespołów i zawodników jest znacznie - ale to znacznie - niższa. Równań między AP Jagiellonia, AP Talent, MOSP i Piastem nie chce mi się wykonywać, ale tylko szacunkowe dane powodują we mnie przekonanie o absurdzie. Przyznawane kwoty zaś w korelacji z osiąganymi wynikami i poziomem rywalizacji (gra na szczeblu ogólnopolskim AP Jagiellonia i MOSP kontra okręgowe rozgrywki pozostałych) sprawia, że to wszystko trąci absurdem. Ktoś to próbuje wyjaśnić? A skąd! Jest jak jest bo tak i już! 

Czwarte kryterium: publiczność nie ma znaczenia. Przykład? A proszę bardzo: dwie drużyny BAS (męska i żeńska) otrzymały razem 275 tysięcy złotych. Parokrotnie zawędrowałem na mecze siatkówki i suma widzów na meczach OBU drużyn ustępowała - i to znacznie - tym, którzy chodzą na futbol amerykański, kosza czy futsal. Tenis stołowy - tu bywało różnie, ale liczba widzów też była zazwyczaj mniejsza niż w wymienionych wyżej trzech dyscyplinach. Ciekaw jestem czy ktokolwiek z magistratu zapytał ilu widzów chodzi na mecze? Ilu białostoczan - głosując nogami - wybiera oferty sportowe drużyn i dyscyplin? Stawiam dolary przeciw orzechom, że magistrat to nie interesuje. 

Czemu stawiam te pytania teraz? Bo właśnie trwa konkurs na II półrocze na dotacje na sport młodzieżowy i seniorski. I strasznie ciekaw jestem czy ktokolwiek rozliczy wyniki sportowe zanim przyzna kolejne setki tysięcy złotych. Czy ktoś poprosi o wyjaśnienia: czemu nie udało się osiągnąć sukcesu sportowego? Czego zabrakło i jak klub próbuje przekonać, że należy go wesprzeć? Czy jakikolwiek inny argument, poza tym, że w rubryki sprawozdań finansowych i budżetów się zgadzają, będzie brane pod uwagę? Nie mam najmniejszych złudzeń, że znowu przedstawiciele organizacji sportowych nie będą mieli przewagi w składzie komisji. Nie mam najmniejszych złudzeń, że znowu decydujący głos będą tam mieli urzędnicy. I nie mam żadnych złudzeń, że po śmierci szefa komisji sportu Zbyszka Brożka ktoś z Rady Miasta zainteresuje się składem komisji i wynikami jej prac. Czemu więc to piszę? Bo mam nadzieję, że skoro jest rok wyborczy to tym razem wymienione cztery kryteria przestaną wreszcie obowiązywać. Bo ktoś przestraszy się, że w kampanii wyborczej zostanie to wyciągnięte. 

Białostocki sport jest w kiepskim stanie. Wbrew propagandzie sukcesu nie jest dobrze. Triumfowali niedawno piłkarze nożni z Jagiellonii, ale białostockiego pierwiastka w tej ekipie nie ma już prawie wcale. Młodzieżowych sukcesów rangi ogólnokrajowej od czasu zagłodzenia MOSP-u brakiem dotacji (trwało to kilka lat) też nie ma. Nie ma żadnych sukcesów młodzieżowych w grach zespołowych poza udziałami w finałowych turniejach. Seniorski tenis stołowy spadł z ekstraligi, a koszykarze i siatkarze nie awansowali ligę wyżej. Wprawdzie futaliści MOKS-u utrzymali się w najwyższej lidze walcząc w finale Pucharu Polski (to spory sukces), a Heliosowi zabrakło tylko kilku bramek do baraży o ekstraklasę, ale nie wierzę, że znajdzie to odzwierciedlenie w przyznanych dotacjach. Tak samo nie wierzę, że zostanie doceniona ambitna postawa Lowlandersów w rozgrywkach. Są  jakieś sukcesy w rywalizacji indywidualnej: medale w tenisie stołowym, short-tracku, lekkoatletyce, ale... znowu - brak przełożenia tych wyników na dotacje. To, że są jakieś medale i osiągnięcia, że obroniony został ligowy byt w ekstraklasach to wszystko odbywa się głównie dzięki poświęceniu i determinacji graniczącej z fanatyzmem ze strony działaczy, trenerów, zawodników, którzy zazwyczaj są sponsorami samych siebie. I nic się nie zmienia na lepsze. 

Od lat nie odbyła się żadna debata z udziałem magistratu na temat przyszłości białostockiego sportu, nie ma analiz wyników: sukcesów czy porażek. Jest tylko prężenie się do fotografii gdy jakiś wybitniejszy sportowiec czy zespół - wbrew finansowej nędzy i bezsensowi wydawania miejskich pieniędzy - osiągnie sukces. Sukcesy nie są nagradzane (w sensie: nie ma za to większych dotacji), porażki nie są rozliczane (nikt nie pyta czy nie zmarnowano pieniędzy, nie zmniejsza finansowania, nie rozlicza za błędy). A nakłady na sport rosną od czasu, kiedy PiS wziął większość w Radzie Miasta, ale nie przekłada się to na żadną jakość sportową. Miasto jest jak pijany bogaty mecenas, który rzuca na oślep złotymi pieniędzmi tam gdzie głośniej krzyczą albo widzi znajomą postać. A po przyznaniu dotacji  troską magistratu jest to, aby się słupki i papiery zgadzały. To, że to jego główna troska to mnie cieszy. Przeraża mnie jednak, że to  jedyna troska pana wiceprezydenta Rafała Rudnickiego i jego urzędników. Od czasu kiedy on  jest coraz głupiej. Kiedy dotrzemy do granic absurdu?

(Przemysław Sarosiek/ Foto: podlaska.policja.gov.pl)

Reklama

Taka gmina: Białystok dotuje sportowców czyli głupio, głupiej, najgłupiej i teraz komentarze opinie

  • gość 2018-06-03 21:49:35

    Priorytet powinny mieć mieć jednak dyscypliny olimpijskie. Kwota dotacji powinna być skorelowana z wynikami na arenie krajowej i międzynarodowej. Sport zawodowy nie powinien być dotowany

  • Gość - niezalogowany 2018-06-04 09:58:43

    Żadnych pieniędzy podatnika na sport zawodowy.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ddb24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1/47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"