Felietony, gmina Demokracja uliczna - zdjęcie, fotografia

W Białymstoku już niebawem kilka ważnych ulic zmieni nazwę. Samorząd obliguje do tego ustawa dekomunizacyjna, więc musi to zrobić czy tego chce czy nie chce. Mam wrażenie, że w niektórych przypadkach bardzo tego chce; w innych radni i prezydent woleliby udawać, że problemu nie ma. W tej sytuacji wyjścia nie ma: zmiany są obowiązkowe. Mimo to wywołują emocje: zmiany i okoliczności.

Mieszkańców zmiana nazwy ich ulicy nieszczególnie kręci. Z jednej strony to jednak zawsze jakiś problem, bo trzeba zmieniać wizytówki, za jakiś czas dokumenty też będzie trzeba powymieniać. Ogólnie potencjalnie męczące. Dodatkowo męczące mentalnie jest zmiana nazwy. Bo jak się mechanicznie powtarzała przez lata, "mieszkam na Rzymowskiego tyle a tyle" albo taksówkarzowi mówiło się "na Berlinga proszę" to teraz zmiana przyzwyczajeń może irytować. Irytuje tym bardziej, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, a im jesteśmy starsi tym zmiana bardziej denerwuje. Sam pamiętam swojej świętej pamięci babcię, która wiele lat po zmianie nazwy ulicy mówiła, że mieszka na Szosie do Jeżewa choć od dawna patronował jej Gomółka. A kiedy już po latach przywykła do nazewnictwa i ustrój się zmienił co spowodowało, że i partyjny kacyk odszedł do lamusa historii to przyzwyczajona na nowo mówiła, że mieszka na I choć mocno wierząca miała pretensje do znajomego księdza, że uszczypliwie ją pytał czy to wypada, żeby katolik wolał sekretarza od księdza Popiełuszki - nowego patrona ulicy. "Starych drzew się nie przesadza, starych nazw się nie zmienia" - mawiała wspominając przedwojenne czasy, kiedy nazwy ulic były bardziej stabilne i stateczne. Sam zresztą po przeprowadzce do centrum z przedmieść przez wiele miesięcy twierdziłem odruchowo, że mieszkam na Zielonogórskiej. A miałem wówczas lat trzydzieści parę, więc byłem raczej jeszcze w wieku do zmian dostępnym.

Nic dziwnego, że zachwytów zmiany nazw ulicy nie wzbudzają i znajdują się obrońcy nazwy Wojska Obrony Pogranicza, generała Berlina, Wincentego Rzymowskiego (kimkolwiek on był). Jeśli od dzieciństwa mieszkało się na Romana Pazińskiego (niewielka uliczka w Starosielcach) to teraz trudno pożegnać się z patronem nawet jeśli był on komunistą, politrukiem, którego upamiętniano bo zginął pod Lenino.

Czemu piszę o nawykach? Bo ma to związek z niechęcią do wyboru nowego patrona i tłumaczy dlaczego w sumie tak niewielu białostoczan wzięło udział w głosowaniu na nowe nazwy ulic. Bo faktycznie ciężko wyjaśnić dlaczego na sporej ulicy Rzymowskiego, na której mieszka pewnie kilka tysięcy ludzi (tak jak na Berlinga) raptem kilkanaście procent osób wskazało nowego patrona którym zostali święty Jerzy (podobno według najnowszych badań historycznych zwycięzca smoka jest postacią fikcyjną) lub generał Haller (niewątpliwy choć kontrowersyjny bohater). Ale przynajmniej w przypadku tych dwóch nazw można mówić, że głosowały setki osób (a ale nie tysiące jak być powinno). Poza tym dziwi mnie trochę decyzja magistratu, który zadecydował aby o nazwie wypowiadali się mieszkańcy ulicy. Niby dlaczego? Dlaczego także nie rodzice uczniów szkół, które tam są, kierowcy którzy codziennie tamtędy jeżdżą tymi ulicami, klienci sklepów czy zakładów albo pacjenci poradni? Ciekaw jestem co kierowało prezydentami, że zadecydował w tej sprawie pytać mieszkańców, skoro gdy decyduje się budować na przykład Trasę Niepodległości to mieszkańców, których budowa tej trasy dotknie najbardziej pytać o nic nie zamierza. A ignorując ich protesty powołuje się na bliżej nieokreślony interes i zgodę większości, której przykrości związane z powstaniem trasy nie dotykają. Nie wiem z jakich badań mu to wychodzi i skąd czerpie tą pewność, że jego rodacy z miasta akurat tego po nim oczekują. Podejrzewam, że takich danych nie ma, bo gdyby były wymachiwałby nimi na lewo i prawo tak jak robi to z danymi z ankiety dowodzącej, że białostoczanom podoba się jego praca i oceniają go dobrze lub bardzo dobrze. Poza tym twierdzenie, że zmiana ulicy Krasickiego na pułkownika Bogacewicza ma dowodzić, że jest wsłuchany w głos mieszkańców trąci groteską. Tak się składa, że za tą nazwą zagłosował JEDEN mieszkaniec. Samo użycie liczby mnogiej jest w tej sprawie nadużyciem. Poza tym... zmiana nazw to kompetencja radnych i to oni powinni mieć w tej sprawie inicjatywę. Prezydent tymczasem w dążeniu do słuchania głosów obywateli wykazuje dużą nadaktywność jeżeli sprawa dotyczy kompetencji innych organów niż on sam. W sprawach, w których ludzie gromadzą podpisy pod apelami o zmianę jego rozstrzygnięć woli twierdzić, że milcząca większość (czyli wszyscy nie podpisani) są zdania, że jego decyzja jest prawdziwa. Idąc tropem tego myślenia można powiedzieć, że wszyscy poza jednym głosującym są zdania, że ulica NIE POWINNA nazywać się pułkownika Bogacewicza. Absurd? Możliwe ale oddaje ducha tej pozornej demokracji.

Generalnie - źle jest jeśli nazwami ulic czcimy patronów, którzy wzbudzają kontrowersje. Bo każda opcja, zmiana czy idea ma swój początek i koniec. I kiedy przychodzi jej schyłek a zdążyła bliskimi swemu sercu patronom przydzielić ulice to nowa ekipa dokonuje zmian. I cierpią na tym mieszkańcy, którzy muszą w końcu kiedyś zmienić dokumenty i - co bardziej kłopotliwe - swoje przyzwyczajenia i nawyki. W tej sytuacji faktycznie lepsze byłoby nazywanie ulic jak w USA cyframi lub stosowania nazewnictwa jak najmniej zabarwionego ideologią. I nie znaczy to, że jestem przeciw dekomunizacji. Miałbym problem z tłumaczeniem dziecku gdybyśmy szli np. Dzierżyńskiego czy Lenina kim byli ci ludzie i jakie są ich "zasługi". Ale z drugiej strony czuję problem wymiany nazwy ulicy. Życie i tak niesie wiele zmian, do których - chcąc, nie chcąc - musimy przywyknąć. Dlatego wolę aby ulice nazywać jak miasta. Z powodu ideologii (poza szalonym okresem powojennym, kiedy to Katowice nazwano Stalinogrodem) nazwy miast i miejscowości zmiano nie podlegały. Kraków był Krakowem od czasów Piastów aż do dziś, tak jak niezmiennie jest Warszawa, Białystok czy Poznań.

To co mnie dodatkowo drażni w sprawie ulic to pewna hipokryzja Tadeusza Truskoalaskiego. Wiem - jestem w jego sprawie subiektywny, a niektórych może męczyć niezmiennie krytyczne podejście do osoby obecnego prezydenta, ale... naprawdę staram się szukać pozytywów jego działań i powodów do chwały. I jeśli mogę go za coś chwalić to za, że niekiedy zachowuje się jak normalny człowiek, dobry urzędnik i przyzwoity gospodarz. Znam ludzi, których cenię i szanuję twierdzących, że to dobry i przyzwoity człowiek. Wierzę, że może takim być. Niestety - ja go znam jako polityka. I w tej roli akurat tych cech nie eskponuje, a prezentowany przez niego upór i przekonanie o nieomylności powoduje, że często pisząc zaciskam zęby i pięści. Sprawa ulic też niestety taką reakcję wywołuje, bo taka "demokracja dla ubogich" prezentowana w tej sprawie ma tyle samo wspólnego z prawdziwą demokracją, co krzesło z krzesłem elektrycznym.

Kończąc - chcę wierzyć, że to ostatnia za mojego życia masowa zmiana nazw i od tej pory będzie już tylko normalnie. Chcę wierzyć, ale... nie wierzę. Dlatego uzbrojmy się w cierpliwość i pomyślmy o nadchodzących świętach Bożego Narodzenia. Podczas których i ja i prezydent będziemy mówili ludzkim głosem i - kto wie - może przełamiemy się opłatkiem życząc sobie wszystkiego najlepszego?

(Przemysław Sarosiek/ Foto: ASM)

Reklama

Taka gmina: Demokracja uliczna komentarze opinie

  • gość 2016-11-28 06:55:08


    Zmiana nazwy ulic jest bez sensu. Tak to prawda jest przyzwyczajenie i jeśli ktoś to zmienia to człowiek jest bardzo zły, lecz nie mamy na to wpływu. Niestety musi być zmiana. Musimy wierzyć, że jakiś idiota wymyślił to dla jakiegoś dobra, prawda?


Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez ddb24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Grupa Optima Sp. z o.o. z siedzibą w Białystok 15-866, Zagumienna 9/1/47

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"