7°C pochmurno z przejaśnieniami

Taka gmina: Demokracja jest kosztowna, ale jej brak kosztuje więcej

Felietony, gmina Demokracja kosztowna kosztuje więcej - zdjęcie, fotografia

Przypatrując się niemrawej (ale powoli ożywiającej się) kampanii referendalnej w sprawie lotniska dochodzę do wniosku, że demokracja to kosztowna rzecz, ale dotąd nie pojawił się inny ustrój, w którym chciałbym żyć. Dlatego gorąco żałuję, że ten moment w demokracji, który najbardziej lubię czyli wybory zdarza się tak rzadko. Posunę się dalej: on się zdarza za rzadko i dlatego demokracja często zawodzi. Bo tylko przed wyborami rządzący naprawdę starają się działać w naszym - wyborców interesie. I tylko wtedy realnie interesują się tym czego chcemy.

W Polsce wybory mamy średnio co 2 lata, o ile te parlamentarne i samorządowe nie nakładają się na siebie. Znacznie mniej mnie ekscytują te do Sejmu i Senatu, bo realny wpływ mojego wyboru na moje bezpośrednie otoczenie: dom, ulice, osiedle czy miasto nie jest do końca oczywisty. Jasne jest, że wybierając posła czy senatora opowiadam się za partią, którą reprezentuje i kierunkiem, w którym mój kraj pomaszeruje, ale... skutki tego, że wybrałem Kowalskiego zamiast Nowaka i Partię Uczciwości zamiast Partii Miłości jest mało oczywisty. Obietnice składane przy okazji tychże wyborów też są mało konkretne i przeważnie ograniczają się do zniechęcania mnie do głosowania na oponentów Kowalskiego czy też Nowaka. A już żaden z kandydatów nie pyta mnie o zdanie: czego chcę, co powinno powstać blisko mojego domu, jakie inwestycje wolałbym w moim mieście, osiedlu i czy generalnie jestem za budową stadionu, opery czy też kolejnej obwodnicy miejskiej lecącej tym razem przez samiuśki środek Pałacu Branickich. Dlatego takie głosowanie jest zazwyczaj przeciw czemuś lub komuś. Nie wybieram Partii Miłości, bo poza nazwą z miłością nie ma nic wspólnego, rządziła i czuję się oszukany i generalnie wkurza mnie ich menu w restauracji za moje - czyli podatnika - pieniądze konsumowane. Na złość Wam wybiorę Partię Uczciwości albo jeszcze lepiej - na złość Wam wszystkim oddam głos na Stronnictwo Samych Swoich albo Ruch Śpiewu i Lansu. A jak mnie już wszyscy całkiem wkurzą to zagłosuję na Zjednoczony Obóz Narodów Szuflandii, bo wszyscy inni mnie oszukują. A Ci jasno mówią, że będzie źle dopóki rdzenni Szulfandczycy nie będą przy władzy i to ich jedyny postulat. Znaczy jak wybiorę to mnie nie oszukają, a na wypadek gdybym wybrał źle to i tak nie mają szans na wybór, bo poparcie mają liczone w promilach a nie procentach. Inny temat, że jak słucham tego co mówią to też mi jakoś skojarzenie z promilami do głowy przychodzi. Potem przychodzi refleksja: po co iść głosować na kogoś kto i tak przegra? I to jest argument, żeby nie iść wcale do lokalu wyborczego. Ruszam więc do niego wtedy, kiedy którejś ze stron uda się wkurzyć mnie na ich oponentów lub w czasie kampanii strona ta powiedziała coś tak piramidalnie głupiego, że moim zdaniem zasługuje to na karę. Tak wygląda proces myślowy przeciętnego wyborcy w czasie elekcji do parlamentu. Powyższe nie dotyczy gorliwych wyznawców partii, znajomych kandydatów i innych części tzw. żelaznych elektoratów. Wiedza ta pochodzi z licznych obserwacji i rozmów oraz w wielu aspektach z autopsji. Generalnie wyborca dokonując wyboru posła czy senatora nie widzie bliższego związku wyborem a jego skutkiem dla niego samego i bezpośredniego otoczenia. Głosuje przeciw oszołmom, złodziejom, oszustom, a za tymi, którzy mogą ich od władzy odsunąć.

Inaczej sprawa się ma w wyborach samorządowych, gdzie wybierane są rada miasta i sejmik. Ten wybór może mieć wpływ, bo radni spotykając mnie mówią: chcemy tu parking a nie park, chcemy przedszkola zamiast spalarni lub wręcz przeciwnie. A jeśli nie mówią tego to mogę ich spytać, bo albo organizują spotkania z wyborcami gdzieś blisko mojego domu albo spotykam ich jak krążą z ulotkami. I mogę zapytać co taki gość chce zrobić w tej czy innej ważnej dla mnie sprawy. Po odrzuceniu tej części, w której kandydat zapewnia mnie, że nieba mi przychyli i zawsze chce dla mnie dobrze wsłuchuję się w konkretne rozwiązanie. I albo je wybieram albo jak dalej opowiada o ogólnej szczęśliwości to olewam typa i idę dalej. Przy okazji wyborów samorządowych radni i prezydent zaczynają czytać wyniki sondaży i słuchają pilnie opinii publicznej. Jeśli białostoczanie protestują przeciw idiotycznej inwestycji, za wysokim kosztom odbioru śmieci lub idiotycznie ustawionym światłom to istnieje realna szansa, że ktoś ważny zastanowi się nad tym czego to białostoczanie naprawdę chcą zamiast uszczęśliwiać ich na siłę i to bez pytania ich o zdanie. Nie jest to najdoskonalsza formuła, ale...jednak czuję, że moje zdanie ma tu znaczenie. Głosując przeciw Wielkiemu Wizjonerowi w roli prezydenta i opowiadając się za Doświadczonym Biznesnemen lub Nawiedzonemu Społecznikowi wiem mniej więcej jakie mają zdanie na temat budowy ulicy, cmentarza, parkingu i mam zawsze szansę żeby ich o to spytać. Jak mnie oszwabią, to na nich nie zagłosuję następnym razem, choć... wolałbym żebym miał możliwość zrobić to wcześniej niż za 4 lata. Z radnymi jest podobnie: Partia Miłości wkurzała mnie swoją hipokryzją i ogłaszaniem swojego chciejstwa jako woli mieszkańców to zagłosuję na ich oponentów. Wcześniej pytając tychże oponentów co myslą na temat interesujących mnie kwestii: budowy żłobków zamiast ulic (lub odwrotnie) i latarni zamiast sygnalizacji. Mogę też się wybrać na sesję rady miasta (sejmiku) i poprosić o głos. I publicznie powiedzieć co myślę na ten czy tamten temat przypominając obietnice. Ewentualnie w kuluarach opierniczyć moich wybrańców. Lub ich oponentów udając, że ich wybierałem... Tak czy inaczej mam szansę na zmianę. Chciałbym częściej ich wybierać - tak raz na 2 lata, toby starali się częściej mnie pytać o zdanie. I może wtedy faktycznie lokalna Rzeczpospolita byłaby pospolita czyli nasza. I może wtedy korzystalibyśmy z demokracji chętniej. Zamiast jak teraz olać system skoro on olał nas (czyli oszukano nas raz, drugi, trzeci...).

Czemu o tym piszę? Bo przy okazji referendum zapytano nas o to czego chcemy. Pytanie jest może i banalne: "Czy chcesz budowy lotniska" i odpowiedź na nie powinna być oczywista, ale... proszę uprzejmi rządzących województwem o nie robienie durnia z wyborców. A ewidetnie robią durni z nas wszystkich, kiedy mówią, że wybierzemy lotnisko bo nie ma tam pytania o koszty jego budowy lub koszty utrzymania. Debata, która się toczy i ich wypowiedzi doskonale uświadamiają nam, że i budowa i utrzymanie lotniska będzie kosztowała NASZE pieniądze. Nasze - czyli pochodzące z wydatków. Zatem mamy tą wiedzę, że jest wybór i są koszta. Ale MY chcemy zdecydować czy te pieniądze pójdą na drogę, światłowód, kolej czy też lotnisko zamiast na remont teatru, opery czy wyższe penjse i premie dla urzędników. Mam prawo do wyboru i nie dopuszczam myśli, że rządzący wiedzą lepiej. Zacznę od podstawowego przekonania, że NIE WIERZĘ, ŻE RZĄDZĄCY WIEDZĄ LEPIEJ. Dlaczego? Bo rozglądam się wokół i widzę jak moje miasto i jego okolice są urządzone i mam przekonanie, że gdyby spytano ludzi co o tym sądzą sporo rzeczy byłoby urządzonych inaczej. Miałbym park zamiast parkingu i galerię zamiast apartametnów. Lub odwrotnie. Ale wyraziłbym wolę i gdyby więcej moich sąsiadów powiedziało twardo: parking uznałbym ich wolę. A tutaj mam ważnego pana lub panią, który zbudował mi ten parking lub zostawił park dlatego, że ON WIE LEPIEJ czego ja chcę. I wie lepiej nawet nie pytając mnie o zdanie. Park, parking i galeria to przykłady - czasami sprawy idą o rzeczy poważniejsze: pieniądze na rozbudowę teatru czy też filharmonii albo czy wydać kasę na kolej czy też na nowe drogi. Tak - chciałbym o tym zadecydować skoro to z moich pieniędzy.

No tak - ale takie pytanie: czyli wybory i referenda kosztują i to grube miliony. To prawda, ale ile milionów wydano na niepotrzebne nikomu inwestycje, które teraz stoją puste lub okazały się kosztowną pomyłką? Ile wydano kasy na zatrudnienie rzeszy urzędników do obsługi zadań, które kompletnie nikogo nie interesują? Ile kosztował szerokopasmowy inernet, który nie ma kto doprowadzić do mieszkań, bo wcześniej nikt nie zadał sobie pytania czy to opłacalne i przez brak chętnych setki milionów na razie zamrożono nie wiadomo gdzie? Może gdybyśmy decydowali o tym to padłyby pytania i decydenci pomyśleli o tym co się zdarzy po przecięciu wstęg, osiągnięciu wskaźników i ogłoszeniu sukcesu? I wspólnie z mieszkańcami znaleźliby rozwiązanie tematu lub poszukali lepszego sposobu na wydanie pieniędzy? Dlatego uważam, że kasa wydawana na wybory i referendum w sprawach ważnych jest najlepszą inwestycją. I odrzucam argument: te 4 miliony można było wydać na obsługę szpitali. Istotnie można było. Ale ile już wydano na bezsensowne badanie lokalizacji lotniska i jego dokumentacji po to by go nie zbudować? Ile kasy poszło na obchody stulecia województwa, których głównym celem był lans ówczesnych decydentów? Ile poszło na promocję turystyki i województwa, z których wynika, że jeździmy konno z łukami po lasach i tarzamy się nago po śniegu? Chciałbym móc powiedzieć jak wolę promować przez następne powiedzmy 20 lat. I raz na 20 lat proszę mnie o to spytać nawet jeśli to kosztuje. Zamiast wydać te pieniądze i powiedzieć, że na organizację referendum pieniądze zabierze się z pozycji szpitale. Znam budżety samorządów i zapewniam - są tam inne oczywiste pozycje do zmniejszenia. Dlatego chcę by nas pytano o zdanie zanim wyda się jakieś szczególnie duże pieniądze na jakiś cel. Bo może wcale tego nie chcemy. A to czego chcemy to porozmawiać o tym czego chcemy z rządzącymi. I poznać za i przeciw - jak teraz przy lotnisku. Tak - tego chcemy.

(Przemysław Sarosiek/ Foto: ASM)

Taka gmina: Demokracja jest kosztowna, ale jej brak kosztuje więcej komentarze opinie

  • gość 2017-01-09 15:17:11

    "Jasne jest, że wybierając posła czy senatora opowiadam się za partią, którą reprezentuje i kierunkiem, w którym mój kraj pomaszeruje|" - Panie ''Redaktorze'' Sarosiek, trzeba było napisać wprost, że tą partią jest PiS, już wszyscy wiemy o Pana PiSowskiej legitymacji partyjnej :)

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl





Felietony, Białystok - więcej informacji