21°C rozproszone chmury

Taka gmina: Demoralizacja za miliony czyli jak miasto wydaje pieniądze na sport.

Felietony, gmina Demoralizacja miliony czyli miasto wydaje pieniądze sport - zdjęcie, fotografia

Kilka tygodni temu pisałem o złych przeczuciach związanych z dotacjami na sport. Niestety - nie pomyliłem się. Miasto - a w zasadzie prezydent Tadeusz Truskolaski - podzielił je drugi raz w tym roku. Szczegółowo o zasadach tego podziału napiszemy niebawem. Dziś w Takiej Gminie kilka słów o o tym co z tego podziału wynika. A wynika tyle, że władze miasta demoralizują tysiące za miliony. Dla zaspokojenia swojego narcyzmu i dla wyleczenia kompleksów.

Tak jak pisałem: prezydent przyznając dotacje nie zwraca uwagę na wynik sportowy. Zadziwiająca to prawidłowość, bo w końcu to rezultat, miejsce i wynik jest ukoronowaniem pracy sportowców. Wprawdzie baron de Coubertin twierdził, że liczy się udział, a nie wynik, ale to jeszcze nie jest powód, dla którego trzeba hojniej dotować tych. którym się nie udaje niż tych, którzy coś osiągnęli. Gdyby udział, a nie sukces kierował decydentami w miejscach innych niż Białystok to niemal każde komercyjne przedsięwzięcie skończyłoby się klapą. Spektakularną, kosztowną katastrofą. Tymczasem Białystok wspiera sportowców nagradzając klęski i karząc za sukcesy. Przykłady? A proszę bardzo: obie ekipy BAS Białystok. Oba zespoły zaliczyły niepowodzenie, bo nie udało się im awansować ligę wyżej. A oba celowały właśnie w to osiągnięcie. Mimo to kobietom nie udało się wygrać nawet fazy grupowej, w której rywalkami byli średniacy z kilku powiatów z najbliższych województw. Panowie dotarli do fazy play-off i na własnym parkiecie nie zdołali awansować. Mimo to ich dotacja dorównuje kasie jaką dostał short track, który doczekał się olimpijczyków i sukcesów w Pucharze Świata. Dotacja dla siatkówki nie zmalała, a BAS co roku - z różnych szuflad miejskiej kasy - dostaje ponad półtora miliona złotych. A pamięta ktoś jakieś sukcesy białostockiej siatkówki? Nawet awans do II ligi nastąpił po zakupionej dzikiej karcie. Medale w młodzieżowych kategoriach? Zapomnijcie - te były wiele lat temu. Mimo to prezydent solidnie sypie kasę co roku na ten cel. Czy ma to jakiś związek z tym, że jeden z jego radnych aktywnie działa w BAS, a ludzie z tego środowiska są jego zażartymi zwolennikami? Pytanie pozostawię bez odpowiedzi. 

Kolejny przykład: Żubry Białystok. Mimo całej sympatii do działaczy i tej drużyny to miniony sezon zakończył się dla niej klapą. Nie awansowała do I ligi, a cały wysiłek był nastawiony na ten właśnie cel. Nie, nie uważam, że powinni zostać odcięci za karę od dotacji, ale - do licha - nie powinni dostać jej na podobnym poziomie lub nawet więcej. A już na pewno nie bez pogłębionej analizy dlaczego się nie udało. Ktoś wierzy, że prezydent, członkowie komisji lub którykolwiek z urzędników zadał sobie trud, żeby o to zapytać? A może któryś z działaczy Żubrów wyjaśnił to w magistracie? Jeśli ktoś w to wierzy to przejawia świętą naiwność. 

Szczytowym przykładem tego, że wynik nie ma żadnego związku z dotacją są Dojlidy Białystok. Od razu zaznaczam: bardzo lubię tenis stołowy oraz działaczy Dojlid. Ba, z niektórymi wiąże mnie dobra znajomość, ale... to nie ma związku z wynikiem. Medali, nagród i sukcesów sportowych nie osiąga się dlatego, że jest się fajnym, miłym, sympatycznym i popularnym. Wygraną trzeba wywalczyć przy stołach tenisowych, trenując i szkoląc narybek i dając przykład. Nie da się tego zrobić dojeżdżając na mecz na kilka dni przed zawodami i natychmiast potem opuszczając miasto. To bez sensu. 

Dojlidy w poprzednim sezonie  przegrały - i to w fatalnym stylu - miejsce w Superlidze. Spadły z niej po sportowej walce, bo były jedną z najsłabszych sportowo ekip. Nie pomogły zagraniczne transfery, nie pomógł polski Chińczyk, który do Białegostoku dojeżdżał z Wrocławia, gdzie ma swój biznes... Dojlidy przegrały, a Białystok od lat nie wychował żadnego zawodnika z tego miasta w tenisie stołowym, choć wydaje fortunę z miejskiej kasy na szkolenie. Mamy klasy sportowe, ponoć świetnych trenerów i... klapa. Sukces w postaci triumfu Dojlid w kategoriach młodzieżowych, którym ten klub się tak chwali też jest lekko zawstydzający: większość punktów zdobyli importowani Przemysław Walaszek i Aleksandra Jarkowska. Nie ma co się czarować - mimo setek trenujących i wielkich nakładów od lat brak białostoczan wśród medalistów mistrzostw kraju. A Dojlidy z najemnikami i bez wychowanków pomimo  wydania setek tysięcy złotych z miasta spadły z ligi. Znowu w niej są, bo kupiły miejsce w Superlidze na następny sezon za - bagatela - 50 tysięcy złotych i znowu dostały kolejną rekordową dotację - 230 tysięcy na drugie półrocze 2018 roku! Czy ktoś spoza Dojlid uważa, że to ma sens? 

Fajne wyniki robili za to Lowlanders (odszczekuję poprzednie zarzuty o braku osiągnięć) i MOKS Słoneczny Stok. I co? Jedni mają 70 tysięcy na drugie półrocze, a MOKS "w nagrodę" za utrzymanie w ekstraklasie i grę w finale Halowego Pucharu Polski dostał zmniejszoną dotację. I teraz ciekawostka: na MOKS i Lowlanders dość licznie chodzą białostoccy kibice. Na te dwie ekipy plus koszykarzy kibice głosują nogami. O siatce i tenisie stołowym litościwie pomilczę, bo frekwencja - powiedzmy dyplomatycznie - bywała różna. 

Głęboko współczuję dziewczynom z białostockiego Włókniarza i ich trenerom. Po sportowej walce awansowały do II ligi kobiet, w której wreszcie zmierzą się z rywalami spoza własnego województwa. Od lat grają z powodzeniem w młodzieżowych turniejach, w futsalu i widać ich ogromne postępy. W rozgrywkach międzyszkolnych stają na ogólnopolskim podium i mają powody do dumy. Niestety, uprawiają nie tą dyscyplinę sportową co trzeba. Gdyby grały w siatkówkę pewnie ich dotacja sięgałaby setek tysięcy, a tak - na II półrocze - otrzymały całe 10 tysięcy złotych. 11 razy mniej niż siatkarki, którym się nie powiodło. Włókniarki za awans otrzymały 10 tysięcy na dalszy ligowy byt, podczas gdy Genticus na scrabble i komercyjne turnieje piłkarskie 50 tysięcy. Widzi w tym ktoś jakiś sens? 

Jeszcze bardziej bez sensu robi się, gdy wczytać w podział dotacji na szkolenie młodzieży. Tutaj panuje kompletny groch z kapustą i naprawdę nie widać żadnej logicznej polityki miasta. Mimo, że od ponad 30 lat zajmuję się sportem i znam go od środka i od zewnątrz to niczego tu nie rozumiem. Byłem zawodnikiem, prezesem klubu i działaczem, członkiem władz związku sportowego, sędzią, dziennikarzem sportowym, a obecnie zarządzam organizacją sędziowską w największym związku sportowym w kraju i kompletnie nie rozumiem dlaczego Białystok wydaje pieniądze z naszych podatków tak bezsensownie. Czytając podział dotacji nie wiem jakie dyscypliny są priorytetowe dla miasta, dlaczego je wspiera i jakimi kryteriami się kieruje. Wygląda to na wybory kogoś szalonego, kto zachowuje się jak król Julian z kreskówek. Czyli o tym jak się dotuje decyduje klaka, bezkrytyczne uwielbienie i pochlebstwa, które trafiają do przekonania bezdennie zakompleksionego i narcystycznego decydenta (decydentów). To jest straszne, bo Białystok co roku przeznacza na sport ponad 7 milionów złotych. Radni PiS do co roku zwiększają kasę na wiecznie nie doinwestowany sport i wychodzi na to, że robią to na marne. Bo skoro kasa jest dzielona według takich kryteriów jak pisałem powyżej to nawet dwa razy większe środki na ten cel niczego nie poprawią. Mój wniosek z kolejnego podziału dotacji: to co czyni miasto w tym zakresie jest kompletnie bez sensu i bardziej przypomina kretyńskie rozrzucanie pieniędzy na ślepo przez bogatego pijanego władcę niż świadome kreowanie polityki rozwoju sportu. Premiowanie porażek i karanie zwycięzców oznacza to nie tylko źle zainwestowane pieniądze - to demoralizacja i degrengolada. 

Dawno temu nie żyjący już trener Lesław Karski (wychowawca świetnych piłkarzy, obecnie równie dobrych trenerów młodzieży) powiedział tak: 
- Trzeba ciężko pracować, wylać hektolitry potu na treningu i mieć łut szczęścia i to jest przepis na sportowy sukces. Innego nie ma. Nie da się kupić sukcesu, bo on nie ma ceny. To są tylko zmarnowane pieniądze. 
Tłumaczył to w czasach kiedy stawiałem pierwsze kroki jako dziennikarz i działacz sportowy. Przyznaję - byłem wtedy sceptyczny i uważałem, że to taka umaralniająca opowieść. Minęło wiele lat i wiem, że miał rację i to jedyna metoda na solidny sportowy sukces. Droga na skróty to wyrzucanie pieniędzy w przepaść, której nie da się w ten sposób zasypać ani przekroczyć. Kiedyś pieniądze kończą się i wtedy czar pryska: sportowi najemnicy odchodzą i zostaje spalona ziemia i bieda. Wtedy pozostaną tylko rodzime talenty jak Tomasz Frankowski, Wojciech Nowicki czy Kamila Lićwinko. I nadzieja, że skoro raz udało się wychować kogoś takiego w Białymstoku to uda się to jeszcze raz. Na wychowanie sportowca z Białegostoku też trzeba pieniędzy, ale tak wydane pieniądze dają nadzieję innym młodym ludziom z naszego miasta, że to możliwe. Dlatego lepiej wychować, a nie kupić sportowca. Chyba, że chodzi o igrzyska - jak w Jagiellonii. Ale tam jest jasne: widzowie chodzą na widowiska z aktorami sprowadzonymi spoza Białegostoku organizowanymi ku ich uciesze. I chodzi ich wystarczająco wielu, aby wiedzieć że celem jest widowisko, a nie wychowanie białostoczan na Lewandowskich, Grosickich czy Fabiańskich. Samo widowisko zresztą mocno inspiruje potencjalnych nowych adeptów tworząc jakieś nadzieje na przyszłość. To, co potem dzieje się z tymi zdolnymi piłkarzami z Białegostoku  to inna sprawa, bo Jagiellonia połowę z nich zniechęca do futbolu, a część marnotrawi i rozwijają się gdzie indziej. Ale to temat na inny felieton. 

Na razie wychowanie sportowca - zwycięzcy w Białymstoku prezydentowi się nie opłaca. Na razie wystarcza, że działacze znają i lubią Pana Prezydenta i jego zastępców i są w dobrych kontaktach z radnymi. A sportowców sprowadza się z zewnątrz za kasę z naszych podatków. I nawet nie po to, żeby ich sobie pooglądać (jak to robią fani w Jagiellonii), bo na tych, o których pisałem wyżej przychodzi promil widowni, która zasiada na Stadionie Miejskim na Słonecznej. Ale tam wiadomo, że chodzi o igrzyska. A tutaj nie wiadomo o co chodzi. A jak nie wiadomo o chodzi to... 

(Przemysław Sarosiek/ Foto: BI-Foto)


Taka gmina: Demoralizacja za miliony czyli jak miasto wydaje pieniądze na sport. komentarze opinie

  • gość 2018-07-09 01:36:16

    Cały Białystok jest tak zarządzany a nie tylko dział "sport"!

  • Co z Jagielonią - niezalogowany 2018-07-09 08:49:54

    Dlaczego Jagielonia dostaje 3.2 mln dotacji rok do roku, gdy jest prywatną spółką? RENTOWNĄ z zyskiem 11 mln zł.

  • Dobrze napisane - niezalogowany 2018-07-10 15:39:23

    POgonić go z fotela, odciąć od koryta. Jego sposób myślenia i zarzadzania to nic innego jak rozdawnictwo kasy kolesiom, budowanie nowych dróg pod działkami kolegów, nasz miłościwie panujący prezydent bawi się w biznes publicznymi pieniędzmi. Bardzo dobrze to opisałeś "zachowuje się jak król Julian z kreskówek" Celne spostrzeżenie, nic dodać nic ująć.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl