-2°C pochmurno z przejaśnieniami

Taka gmina: Inwestycyjna ściema czyli gospodarka, głupcze!

Felietony, gmina Inwestycyjna ściema czyli gospodarka głupcze! - zdjęcie, fotografia

Kto mieszka lub pracuje w Białymstoku, ma auto i ostatnio nie stracił mnóstwa czasu w korkach, ten może uważać się za nieprawdopodobnego szczęściarza. Pomimo to magistrat każe nam cieszyć się, bo nasza gmina fantastycznie inwestuje i te rozkopane drogi to zapowiedź tego jak fantastycznie będzie nam wszystkim już niebawem. No i że prezydent ma pewnie wady, ale inwestycje to akurat jego mocna strona i konik. Ściema! Wszystkim bezkrytycznie wierzącym w te słowa gorąco polecam przeczytać poniższy tekst. Tym niewierzącym zresztą też...

Można odnieść wrażenie, że Białystok w obecnym roku wręcz dusi się od nadmiaru inwestycji. Większość z nich (głównie te drogowe) na nasze nieszczęście realizowane są w tym samym czasie. A to powoduje, że jazda po mieście staje się zarazem testem na refleks i sprawdzianem szczęścia. Tu jest jeden kierunek jazdy (jeszcze kilka dni temu był odwrotny), tu zakaz skrętu, a tam z kolei nakaz. Wszystko się zmienia, bo normalna droga dojazdu została gruntownie rozkopana, a nikt nie pomyślał nad alternatywą lub choćby szansą na korzystanie z jej części. No i gdzieś tam objazd się kończy, a pięć metrów dalej pojawia się kolejna tablica, że się zaczyna kolejny. Jazda przez pół miasta to droga przez mękę, bo rozkopane są praktycznie wszystkie większe osiedla i dzielnice. Część z nich faktycznie musi być budowana szybko, bo kasę unijną trzeba wydać najpóźniej do końca przyszłego roku. Część jednak budowana jest tym tempie, bo to fanaberia prezydenta i urzędników, po to, aby było co otwierać przed wyborami, w których - co za ironia - nie wiadomo jeszcze czy główny otwierający w ogóle zechce wystartować.

Prezydent hamletyzuje w sprawie kandydowania, bo kończy bardzo trudną kadencję,  w której - jak mówił to Donald Tusk - "ktoś przestawił wajchę". Media przestały piać z zawchwytu, dziennikarze przestali bić brawa, mieszkańcy zaczęli narzekać, a Rada Miejska przestała być posłuszna. A prezydent tak bardzo przywykł do hołdów, że uwierzył własnej propagandzie i uznał, że jego geniuszowi to się po prostu należy. Jest genialny i świetny, a kto myśli inaczej ten wróg. Tymczasem jest zwykłym ekonomistą z małej podbiałostockiej wioseczki, z której przywlókł wiejską mentalnością ekonoma. Zarządcy, który nie dba o to co myślą współobywatele i nie interesuje go to, bo przywykł do kierowania parobkami. A tym wydaje się polecenia, zaś krnąbrnych gładko i szybko można się pozbyć. A tu od 2014 roku nastąpiła zmiana reguł i pan profesor zaczął cierpieć z braku zachwytu. Nic dziwnego, że zastanawia się czy warto dalej być prezydentem.

Hamletyzowanie Tadeusza Truskolaskiego jest nie tylko wahaniem człowieka, który odkrywa, że może przegrać wybory, bo przeciwników ma coraz więcej, zaś  zwolenników ubywa. To także ból człowieka z ambicjami, który czuje się niedoceni ony, skrzywdzony i wyśmiewany. Jest tak dlatego, że głęboko uwierzył we wlasną wielkość. A kiedy - wierząc w własną niezbędność - zaczął głośno mówić "odejdę, zostawię Was" to zamiast chóru próśb i przeprosin słyszy drwiące "spadaj, szerokiej drogi". W tej sytuacji łatwo stracić zdrowy rozsądek, dystans i trzeźwą samoocenę. I tego właśnie dowodem jest obecne szaleństwo inwestowania, które ma dwa hasła: "Buduje, bo kto to zrobi, jeśli nie ja" i "Po mnie choćby i potop".

Żeby jeszcze była jakaś pewność, że po tym całym paraliżu drogowym nastąpi jakaś znacząca poprawa to łatwiej byłoby przetrwać ten rok do wyborów. Tymczasem tej pewności nie ma. Kto teraz sceptycznie marszczy brwi myśląc, że autorowi niechęć do prezydenta odebrała rozmów, niech przypomni sobie remont ulicy Sienkiewicza, przebudowę Mickiewicza... Długie korki, paraliż tej części miasta i wreszcie pojawiły się dodatkowe pasy. A jakże, pojawiły - tylko, że dla autobusów. Naprawdę ktoś uważa, że to autobusy aż tak korkowały poruszanie się po ulicach Białegostoku? Dlatego staliśmy w korkach przez wiele miesięcy, żeby autobusom było wygodniej? A teraz historia się powtarza. Czy wiecie, że przez najbliższe miesiące trzeba będzie  stać po kwadrans przed każdym skrzyżowaniem, żeby dla sprawności komunikacji miejskiej na Legionowej, pojawiły się dodatkowe bus-pasy? Jeździmy jak wariaci obiazdami i stoimy w gigantycznch korkach, a w nagrodę wcale nie będzie więcej miejsca dla samochodów osobowych tylko obok pojawi się pusty pas, na który nie będzie można wjechać... Często jadąc ulicą Sienkiewicza zastanawiam się czy warto było kilka lat temu przechodzić to piekło drogowe, żeby dziś na części Piłsudskiego i niemal całej Sienkiewicza mogły swobodnie jeździć autobusy. Gdybym wiedział wtedy to co teraz, to uznałbym, że nie warto. I teraz też uważam, że bus-pasy nie są warte swojej ceny w kasie i naszych nerwach.

Mam i inne wątpliwości: stojąc w korkach tracimy czas i pieniądze. Także i z miejskiej kasy płyną grube miliony na przebudowywane drogi włącznie z obwodnicą zwaną Trasą Niepodległości. Ta trasa i drogi - niech nikt nie ma tu złudzeń - posłużą głównie tirom i ciężarówkom. Jeśli Adam Poliński i jego urzędnicy uważają inaczej, to serdecznie zapraszam na Trasę Generalską. I porównajcie sobie państwo stosunek liczby pojazdów osobowych i ciężarowych oraz tych z białostocką rejestracją i pozostałych. Jeśli policzycie uczciwie, to zwykła przyzwoitość każe Wam przestać opowiadać bajeczki o Trasie Niepodległości, która służyć ma białostoczanom. Nasza gmina odwala robotę za władze wojewódzkie i krajowe wydając pieniądze, za które można wyremontować niewielkie ulice miejskie i osiedlowe. Ani wojewoda ani Urząd Marszałkowski za nas ich nie wyremontują, ale cieszą się że miasto Białystok załatawia za nich całą pracę. Dodam - za nasze pieniądze.

Zastanawiam się też, co po tych inwestycjach, skoro nie przynoszą one dodatkowych miejsc pracy dla białostoczan. Te pieniądze na drogi nie zostają w naszym regionie, nie generują tu zysków i nie przyciągną tu żadnego inwestora. Suwałki mają dużo gorsze drogi niż my, ale to tam, a nie tu, wielkie firmy inwestują  kilkaset milionów w nowe zakłady pracy. Naprawdę ciekaw jestem czy na Słonimskiej ktoś zadał sobie pytanie, jak trzeba zainwestować miejskie pieniądze, żeby ściągnęły inwestorów. I nie chodzi mi o egzotyczne podróże Tadeusza Truskolaskiego i jego urzędników po świecie, ani kolejne rzesze miast partnerskich. Z tego nie ma pieniędzy. Czy ktoś sprawdził jak inwestując miejskie środki ściągnąć tu prywatny biznes?

Bill Clinton wygrał wybory prezydenckie z hasłem "Gospodarka, głupcze!". W Białymstoku kolejne wybory wygrywało się pod hasłem "Komu nowy beton?" "Drogi, głupcze!", a ostatnio obrzucania błotem rywali i deklaracje "Nie obiecuję, gwarantuję". Przy tym ostatnim, aż prosi się zapytać co też autor słów gwarantuje? No i dlaczego? Czy dlatego, że wcześniej obietnice łamał i musi sięgać po silniejsze słowa? W Białymstoku nikt nie zwraca uwagi na gospodarkę, a już na pewno nie przy inwestycjach. Uzbrajamy bez sensu hektary gruntu, na które nie ma specjalnie chętnych (SSSE na Dojidach), budujemy drogi lub bloki przenosząc zakłady gdzie indziej (przecież inwestorzy kochają jak się im tak dezorganizuje działalność - Pilkington, Sklejki), no i budujemy kolejne galerie zagranicznych sieci. A prezydencki syn chodzi i protestuje przeciw ograniczaniu handlu w tychże galeriach, bo przecież w niedzielę tak fajnie robić zakupy. A on - młody liberał - jest za wolnością wyboru. Naprawdę to ciekawa argumentacja. Stosując ten tok rozumowania to poseł Krzysztof powinien również optować za legalizacją narkotyków. Skoro zażywa się je dlatego, że sprawiają przyjemność, a liberalizm jest przeciwnikiem zakazów... Albo też powinien kampanie przeciw ograniczania prędkości na drogach: wielu z kierowców lubi szybką jazdę, a ograniczenia są zamachem na wolność. Argument bezpieczeństwa jak prawdziwy liberał powinien odrzucić ze wzgardą wyjaśniając, że tylko nakaz zatrzymania pojazdów mechanicznych zapewni absolutne bezpieczeństwo na drodze, woęc z ograniczeniem. Aż dziw, że pan Krzysztof z .Nowoczesnej tego nie głosi. Wtedy przynajmniej byłby konsekwentny.

Wracając do gospodarki: nie widać, aby ktokolwiek zadał sobie trud przemyślenia jak zainwestować miejskie pieniądze, aby przyciągnąć tu inwestorów. Twierdzę tak, bo nie dostrzegam żadnych efektów takiego myślenia. Jest tylko ślepa wiara, że szersze drogi i obwodnice sprawią, że u rogatek miasta pojawią się firmy chcące budować w Białymstoku swoje biznesy. Białystok jest w czołówce polskich metropolii pod względem stopy bezrobocia i tak jest od wielu lat. Prezydentura Tadeusza Truskolaskiego niczego w tym zakresie nie zmienia: jeśli spada stopa w całym kraju to bezrobocie zmniejsza się i u nas, ale dalej jesteśmy na czele tej niechlubnej klasyfikacji.

No i jeszcze jedna wiadomość. Województwo podlaskiej zajmuje drugie miejsce w Polsce pod względem wartości inwestycji na jednego mieszkańca. Nie jestem fanem obecnie rządzącej koalicji, ale ten wynik budzi mój szacunek i sprawia, że kiwam głową z uznaniem. A Białystok, którym rządzi Jego Ekscelencja Tadeusz Truskolaski i który ogłosił że inwestycje to dla niego priorytet? Niespodzianka: zajmujemy 14 miejsce na liście miast wojewódzkich. W latach 2013-15 mieliśmy 8. lokatę, a w latach 2014-16 wyprzedzamy tylko tradycyjnie wlokące się w ogonie Kielce oraz Opole, Zieloną Górę i Gorzów Wielkopolski. To co są warte te gwarancje Panie Prezydencie? Jak to jest, że przepisy przeszkadzające w organizacji przetargów nie przeszkodziły 13 innym miastom wyprzedzić Białystok. Wiele z nich przewyższa nas o 40-50% pod względem inwestowanych środków w przeliczeniu na jednego mieszkańca? Zadaję te pytania i wiem, że nie będzie na nie odpowiedzi. Nie dlatego, że Tadeusz Truskolaski i armia jego urzędników nie czyta Dzień Dobry Białystok ani niżej podpisanego. Wiem, że czytają bardzo uważnie i reagują emocjonalnie. Odpowiedzi nie padną, bo ich nie ma. Nasz prezydent i jego doradcy od dawna nie myślą perspektywicznie nad miastem jako całością, koncentrując się głównie na budowie dróg i obwodnic. Zaprawdę - jest tylko jeden powód, dla którego gotów byłbym życzyć Tadeuszowi Truskolaskiemu kolejnej elekcji. To ciekawość, przez którą część miasta zbudowałby kolejną obwodnicę i jakie jeszcze drogi zostały mu do większego zabetonowania...

Na koniec pora na wnioski. A te są smutne: nie jesteśmy Polską w ruinie, jesteśmy miastem w nieustającej budowie. Miastem, w którym cały czas jest gorzej, żeby kiedyś - w bliżej nie określonym czasie - było lepiej. Jesteśmy miastem, gdzie liczą się kilometry asfaltu, a nie ludzie i miejsca pracy dla nich. Białystok ulega nieustającej rekonstrukcji drogowej generującej korki, objazdy i częściowe paraliże komunikacyjne, aby powstała jakaś droga obiecana (na wzór ziemi obiecanej), gdzie będzie można swobodnie jeździć po mieście. Niestety mam pewność, że tworząc tą wizję niezbędna jest nieustanna przebudowa, która gwarantuje jedno: że nigdy się nie zakończy. Białostockie inwestycje są jak podróż do horyzontu: są gdzieś widoczne - w zasadzie zgadzamy się, że istnieją - ale dążenie do nich jest zajęciem bez końca. Mamią oko i tworzą złudzenia. Nie dają tego czego naprawdę potrzebujemy, a tylko to co na co mamy chętkę. Czyli to co jest być może ważne, ale najważniejszego nie mamy: miejsc pracy, możliwości zarobienia pieniędzy. Wydany przez miasto pieniądz służy głównie do sprawnej podróży na dworzec lub gdzie indziej poza miasto - po lepszą przysżłość.

Przemysław Sarosiek

Taka gmina: Inwestycyjna ściema czyli gospodarka, głupcze! komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2017-10-09 19:27:16

    Panie Przemysławie bus pasy sa potrzebne i na legionowej i na Sienkiewicza,a jak pan chce upłynnić ruch na tych ulicach to prosze ruszyc swoje cztery litery i jezdzić autobusem ktory mknie bus pasem ,a nie stać w korku i wymyślać koncepcje sprzed 20 lat jakoby wiecej pasow upłynnialo ruch w miescie.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl