Taka gmina: Medycyna, pieniądze i szacunek

Felietony, gmina Medycyna pieniądze szacunek - zdjęcie, fotografia

Od kilkunastu dni trwa protest lekarzy-rezydentów. W stolicy młodzi medycy głodują, w kilku innych miejscach zorganizowane zostały solidarnościowe protesty wspierające ich, w których brali udział studenci medycyny i lokalni lekarze-rezydenci. Pochodzę z tak zwanej "lekarskiej" rodziny i dawno mnie tak nic nie wpieniło jak te protesty.

Od dawien dawna wiadomo, że służba zdrowia w Polsce jest niedoinwestowana. Liczby nie kłamią: przeznaczamy najmniejszy procent PKB na opiekę zdrowotną. Te kwoty są niskie także w przeliczeniu na euro. W porównaniu do Europy Zachodniej wydajemy o wiele mniej na szeroko rozumianę medycynę. Takie są fakty. Dodatkowo nasza służba zdrowia jest niedoinwestowana od bardzo, bardzo dawna. Czasy PRL-u nie sprzyjały równaniu standardów w górę. Po 1989 roku też nie nastąpił jakiś wielki jakościowo skok w górę: kolejne rządy olewały służbę zdrowia. Każda podwyżka, zmiana na lepsze, dodatkowe pieniądze były wyszarpywane z publicznej kasy pod groźbą strajków, zamknięcia gabinetów, odejścia od łóżek, strajków okupacyjnych i białych miasteczek. Pod tym względem nic się nie zmieniło: strajk rezydentów wpisuje się w ten klimat. Ale różnica między nim, a wcześniejszymi protestami jest i była zasadnicza: tutaj poprzeczka roszczeń wisi wyjątkowo wysoko.

Zgadzam się z żądaniem zwiększenia wydatków budżetu na opiekę medyczną. Wszyscy wiemy, że Polacy się starzeją i trzeba będzie coraz więcej wydawać na nasze leczenie. To jest poza dyskusją. Dyskutować należy natomiast nad drogą do zwiększenia tych wydatków. Ktokolwiek zna podstawy ekonomii wie, że nie jest możliwe skokowe zwiększenie wydaktów na zdrowie w krótkim czasie. Dlatego trzeba przejrzeć możliwości i potrzeby i znaleźć kompromis. Do tego trzeba jednak usiąść do stołu. A tymczasem rezydenci nie zamierzają siadać i dyskutować: oni stawiają warunki i mają one charakter ultimatum. Nie wiem jak wyliczyli, że kwota niezbędna na opiekę zdrowotną musi wynosić 6,75 a nie na przykład 6,65 procent PKB. Spytałem jednego z nich (mam kilku znajomych wśród młodych adeptów medycyny) i usłyszałem, że "ich eksperci to wyliczyli". Kiedy spytałem jacy eksperci usłyszałem jakieś mętne wyjaśnienia bez konkretów. Na argument czy zna wyliczenia ze strony ministra zdrowia usłyszałem, że nie są tym zainteresowani, bo ich wyliczenia są akurat i innych nie trzeba. Trochę opadła mi szczęka na te słowa.

Jeszcze bardziej opada mi szczęka, kiedy ułyszałem odpowiedź ile chcą zarabiać rezydenci i młodzi lekarze. Padały kwoty od 5 do 9 tysięcy złotych. Mówili to lekarze w trakcie specjalizacji (czyli właśnie rezydenci) i studenci medycyny. Przypadkiem wiem jak kształtują się zarobki lekarzy pierwszego kontaktu (wszyscy oni musieli się sprywatyzować i mają własne praktyki) i lekarzy w szpitalach. I od razu powiem, że wybuchnie szeroko pojęty bunt jeśli rezydenci postawią na swoim. Profesor Chazan wyjaśniał, że wykładając na uniwersytecie otrzymuje około 6 tysięcy złotych. Wiem, że część wykładowców i profesorów medycyny dodatkowo dorabia sobie w prywatnych klinikach i praktykach i są to naprawdę spore kwoty, ale... ci ludzie doszli do tego długą pracą, stażami, praktyką i bardzo ciężką pracą. Jaką pracę wykonali medyczna młodzież, która ogłosiła protesty? Owszem - powinni zarabiać więcej niż kasjerka w Biedronce czy sprzątaczka ale to czego oczekują to wzrost niekiedy kilkukrotny!

Wiem dlaczego oczekują takich zarobków: bo na Zachodzie są chętni, żeby płacić im takie kwoty za ich usługi. Rzecz w tym, że szkolą się tu - w Polsce. O ile wiem studia medyczne są za darmo, a koszty szkolenia pokrywane są m. in. z moich podatków. I mam wrażenie, że jest to trochę nie w porządku, kiedy słyszę, że albo ktoś im tu da kilka razy więcej niż teraz albo oni jadą na Zachód. Jeśli taka jest decyzja medyków - proszę bardzo, ale zapłaćcie proszę za studia. Przesadzam? No cóż - nie jest przypadkiem, że lekarzy traktujemy całkiem inaczej niż inne zawody. Zacytuję jednego ze znanych mi lekarzy, którego znam i bardzo cenię, który powoli zbliża się do emerytury:

- Rozumiem tych młodych ludzi, ale początki w medycynie zawsze były ciężkie. Wszyscy mieliśmy dyżury, pracę w pogotowiu, zarwane noce. Ale my chcieliśmy leczyć, a młodzież która zaczyna teraz pracę głównie chce się bogacić. Tymczasem główny powód pracy lekarza to misja i chęć pomocy ludziom. Jeśli ktoś chce się bogacić powinien iść w biznes, a nie liczyć zarobki. Poza tym - w medycynie nie ma drogi na skróty: tu trzeba poświęcić najpierw mnóstwo godzin na naukę, a potem równie wiele czasu na to, żeby tę naukę przełożyć na praktykę.

Kilku innych starszych lekarzy powiedziało mi mniej więcej to samo dodając jeszcze, że jeśli chcieliby na starcie zarabiać to wybraliby inny zawód. Dodali, że ten zawód traktują jako powołanie i nie zarobki decydowały o wyborze profesji.

- Choć każdy z nas oczywiście chciał normalnie zarabiać i mieć dostatnie życie. Ale to było przy okazji, a główny cel to chęć pomocy ludziom.

Nie wiem, może trafiłem na idealistów. Lekarze z mojej rodziny też jednak podchodzili i pochodzą do tematu właśnie w ten sposób. O ile pamiętam to w naszych domach nie przelewało się, a pracujący medycy na początku swojej drogi zawodowej bywali gośćmi w swoich domach. Ale to był ich wybór życiowej drogi i zawodowych ambicji.

Kiedy opowiadałem znajomemu młodemu lekarzowi te swoje wnioski i cytowałem starszych lekarzy usłyszałem w odpowiedzi, że wszystko kiedyś musi ulec zmianie. Także i to, że lekarze się poświęcają i ten zawód wymagać będzie wyrzeczeń. Padło porównanie, że to co proponują to jak zmiana lampy naftowej na elektryczność i odwoływanie się do tradycji nie ma sensu. Posmutniałem.

O ile wiem to każdy zawód - wykonywany z powołania - wymaga wyrzeczeń. I mało kiedy zaczyna się  go wykonywać głównie dla kasy. Pieniądze są owczyiście  niezbędne do życia i utrzymania siebie i rodziny, ale są takie profesje, dla których poświęcenie jest podstawą. To lekarz, policjant, strażak, żołnierz itp. Ludzie z tych profesji powinni być dobrze opłacani, ale to poświęcenie i pasja jest istotą ich pracy. Dlatego te właśnie profesje cieszą się społecznym szacunkiem, który jest jakąś rekompensatą za to, że pieniądze nie zawsze odpowiadają w pełni zaangażowaniu. Wiem, że to nie jest sprawiedliwe, ale świat nie jest miejscem, gdzie króluje sprawiedliwość. Dlatego - mając świadomość, że to niesprawiedliwe - od rozmowy ze znajomym rezydentem czuję znacznie mniejszy szacunek do młodych lekarzy. Wybaczcie, nie można mieć wszystkiego...  

(Przemysław Sarosiek/ Foto: BI-Foto)

Taka gmina: Medycyna, pieniądze i szacunek komentarze opinie

  • gość 2017-10-22 22:11:11


    Profesor Chazan? To ten który odmówił aborcji (legalnej) dziecka z wodogłowiem i które po urodzeniu było skazane na cierpienie i przez 10 dni po urodzeniu umierało? To rzeczywiście autorytet :|


  • Gość - niezalogowany 2017-10-23 09:05:28


    Smutne sedno sprawy to: " Rozumiem tych młodych ludzi, ale początki w medycynie zawsze były ciężkie. Wszyscy mieliśmy dyżury, pracę w pogotowiu, zarwane noce. Ale my chcieliśmy leczyć, a młodzież która zaczyna teraz pracę głównie chce się bogacić. "


  • Gość - niezalogowany 2017-10-23 10:33:17


    Inne kierunki studiów rownież są bezpłatne, nie widzi spam w tym problemu? Czemu tylko lekarze muszą „odpracowywać” studia lub zwracać pieniądze? Co z innymi? Absolwenci innych uczelni rownież tłumnie wyjeżdżają, szczególnie technicznych. A co z absolwentami uczelni humanistycznych, którzy w dużej ilości szukają pracy nie związanej z wykształceniem lub zasilają szeregi bezrobotnych? Jak studia mają być płatne to wszystkie. Co do poświęcenia, studenci uczelni medycznych (mowię tu o większości kierunków) poświęcają swoją młodość na naukę i wcale tu nie przesadzam, nie mieliśmy czasu na tzw. życie studenckie, do którego każdy tęskni, co koledzy z innych uczelni - poświęcenie st pierwszy. Idąc do pracy nikt nie myśli o opierdzielaniu się i tylko zgarnianiu forsy, z tych ludzi których znam, każdy wie, ze dyżury to złoto doświadczenia, nikt nie chce z tego rezygnować. Chodzi o to, aby nie były przymusem, czasami życie sie tak układa, że nie mozna dyżurować. Do tego z zapłatą za nie też jest rożnie, wbrew powszechnej opini nie są to zawrotne kwoty 100zl/h, a raczej do 60zl/h netto, wiec od tego trzeba jeszcze odjąć wszystkie składki. Do tego z braku kadr medycznych jesteśmy zmuszani do dyżurowania, nie dlatego ze jesteśmy pazerni, gdyby nie to byłby ogromny problem z obsada dyżurów, tzn byłby jeszcze większy niż teraz. A praca, którą wykonujemy wierzcie mi jest poświeceniem, ze względu na niedofinansowanie systemu jest to walka ze wszystkim w okol, a najmniej z chorobą. Biurokracja jest tak rozbudowana, ze Ok 70% czasu pracybtrzeba poświecić na klepanie w klawiaturę komputera. Do tego szacunku do lekarza czy innego medyka jest coraz mniej, teraz sie wszystkim należy. Do tego rezydentura trwa do 6 lat i trudno mówić o rezydencie chirurgii 5 czy 6 roku, ze nie ma doświadczenia, gdy samodzielnie wykonuje zabiegi. A do tego cały czas rezydenci muszą sie dokształcać, część kursów jest obowiązkowa część z własnej checi, a takie kilkudniowe kursy potrafią kosztować więcej niż miesięczna pensja, wiec proszę nie myśleć, ze rezydenci kształcą się za darmo. A teraz niech każdy sobie wyobrazi jak sie czuje człowiek, ktory pracuje w miesiącu 300-400h. Do tego w pracy bardzo obciążającej i psychicznie, i fizycznie. W tym proteście nie chodzi głównie o wzrost płac, ale o zapobieganiu takich patologii jakie dzieją sie teraz, a żeby to zrobić trzeba zwiększyć finansowanie na ochronę zdrowia. Kompromis owszem, ale wcześniejsze protesty pokazały, że zaprzestanie go kończy sprawę i nie ma zapowiadanych rozmów, komisji, zespołów, a wszystko z czasem jest zamiatane pod dywan, koniec końców nic sie nie zmienia. Może czas skończyć z mentalnością, skoro my nie mamy/nie mieliśmy to oni tez niech nie mają. Lepiej jest równać w górę niż w dół.


  • gość 2017-10-23 18:02:18


    Dawno taki bzdur nie czytałam. Dawniej to każdy lekarz leczył jak chciał, nikt nie sprawdzał czy leczy zgodnie z najnowszą wiedzą, nie było ciągle aktualizowanych podręczników, masy obowiązkowych szkoleń, zmieniających się nieustannie wytycznych. Pewnie, wróćmy do tych czasów. Najlepiej wykształćmy jeszcze felczerów w liceach medycznych i po sprawie.


  • gość 2017-10-28 00:38:39


    Ale nie tylko lekarze chcą podwyżek, Jakoś nauczyciele niewiele zarabiają. Brutto to wygląda ładne, ale netto czasem niecałe 2000 zł już u dyplomowanych nauczycieli. A już nie mówię o mianowanych czy kontraktowych.


Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama