-0°C bezchmurnie

Taka gmina: Obłęd po białostocku z zabytkami

Felietony, gmina Obłęd białostocku zabytkami - zdjęcie, fotografia

Białystok i zabytki? Absurdalna kombinacja. Zdaniem władz miasta zabytkowy jest Pałac Branickich i te kilka obiektów wokół niego, które da się zobaczyć z okien wieżowca na Słonimskiej. Tam właśnie mieści się gabinet prezydenta i jego zastępcy od zabytków. Ten widok to też nie jest takie pewne, bo z 5 piętra można też dojrzeć drewniane Bojary i osiedla Piasta. A sądząc z tego jak szybko znikają tam zabytki podejrzewam, że od tej strony w wieżowcu ratusza są tylko ślepe toalety.

Białystok to nie jest miasto znane z zabytków. Nasza historia architektury zaczyna się tak naprawdę dopiero w połowie XVIII wieku. Pałac Branickich i otaczające go budynki zaczęły okazale wyglądać dopiero za życia hetmana Jana Klemensa Branickiego. Obecnie też wyglądają okazale - także dzięki staraniom prezydenta Truskolaskiego i jego ekipy. I chwała im za to. Poza tym w centrum dobrze wyglądają jedynie białostockie kościoły i cerkwie, za których stan - niekiedy ze wsparciem miasta - odpowiadają duchowni. Ale reszta zabytków - z wyjątkiem tych niewielu nienależących do miasta - to obraz nędzy i rozpaczy. Drewniane domki na Bojarach, resztki fabrykanckiej zabudowy z XIX wieku czy pozostałości po II Rzeczypospolitej ostają się tylko gdy prezydentowi nie podejdą pod linijkę, którą kreśli trasy dróg w Białymstoku. Tym, których  śmieszyła reklama Żalka z Kaczyńskim przy mapie miasta podpowiadam, że podobne obrazy (ale nie nagrywane) muszą się dziać przy spotkaniu Truskolaskiego i deweloperów. Lub przy audiencjach, które udziela urbanistom. Skutki akurat tych spotkań są tragiczne, bo zabytki znikają tak, jak teraz nikną ostatnie liście z drzew. A jeśli takich spotkań nie ma to jeszcze gorzej, bo oznacza że w naszym mieście zamiast konserwatora zabytków i prezydenta grasuje małpa z brzytwą. 

Czasami wyobrażam sobie wycieczkę turystów w przyszłości (nie tak znowu odległej, ot za jakieś 20 lat). Otóż turyści ci jadąc autokarem słyszą słowa przewodnika opowiadającego o atrakcjach Białegostoku: 
- Oto jedziemy aleją Truskolaskich. Tutaj kiedyś stały zabytkowe pałacyki fabrykanckie, zanim postępowy Tadeusz - założyciel dynastii rządzącej naszym miastem - nie kazał ich zburzyć pod obwodnicę śródmiejską. A tu widzimy apartamentowce w dzielnicy imienia Obrońców Konstytucji. Wcześniej były tu brzydkie drewniane zabytkowe domki, które przeszkadzały w uporządkowaniu ruchu drogowego, powstaniu estakady i kilku wysokich bloków mieszkaniowych. I o oto zatrzymujemy się przy ulicy Mniejszości Podlasia - miejscu, gdzie stała kiedyś zabytkowa kamienica z XIX wieku. Postój mamy dzięki wciąż uczącemu się Systemowi Zarządzania Ruchem, dzięki któremu nie ma korków w mieście. Częste postoje przy światłach zachodzą z przyczyny niedojrzałości obywateli miasta, którzy nie dostosowali się jeszcze do światłej wizji prezydenta Truskolaskiego i jeżdżą prywatnymi autami zamiast komunikacją miejską nie zwracając uwagi na podatek od przejazdu przez centrum. 

Przesadzam? Czy aby na pewno? Kto z ręką na sercu powiedziałby 12 lat temu, że z mapy Białegostoku zniknie tak wiele drzew i zieleni i będzie tak łyso, betonowo i asfaltowo jak teraz? Komu przyszłoby do głowy, że wycięciu dziesiątków tysięcy drzew ma zaradzić sporadyczna akcja rozdawania tysiąca sadzonek? Kto przypuszczał, że będziemy musieli się z tego cieszyć, że w ogóle cokolwiek jest sadzone poza klombem przed magistratem. Hejterów uprzejmie proszę o wyłączenie aplikacji "klakier prezydenta" i włączenie dawno nie używanego rozumu. I dopiero po tej operacji o odpowiedź (lub wpisanie komentarza). 

Spieszmy się kochać białostockie zabytki - tak szybko przechodzą do historii.  Władze Białegostoku od lat przedziwnie z nimi sobie poczynają. Zabytki tajemniczo wypadają z list obiektów pod ochroną lub sprzedawane są za bezcen. I potem nikt nie naciska na właścicieli by je - zgodnie z umową i uzyskanym rabatem - remontowali (zabytkowa kamienica Truskolaskiej). Inne z kolei są sprzedawane, a potem gmina z własnych środków dotuje remonty prywatnych lokali (Pałac Lubomirskich). Jeszcze inne niszczeją tak bardzo, że trzeba je rozbierać pod osłoną nocy, by się nie zawaliły (Piasta 6). Patrząc na to wszystko jestem szczerze szczęśliwy, że Pałac Branickich i Kościół Farny od dawna nie należą do miasta. Gdyby ułamek kwoty wydanej na kretyńskie wiadukty przy Trasie Niepodległości przebijającej sypialnie Białegostoku przeznaczyć na zabytki to obecnie byłyby one w stanie wręcz porywającym. No, ale do tego trzeba mieć mózg, serce i charakter. A jak się ich nie ma to musi się ględzić o wizjach, mruczeć o nacisku na rozwój osiedli i dbać, aby syn mógł startować skutecznie do Europarlamentu. 

Czy zabytki, które przetrwały dwie wojny światowe i czasy siermiężnego komunizmu przetrwają władanie wodza z Kapic, który zabytki traktuje jak Czyngis Chan zdobyte miasta? Jeśli ostatnie zabytki znikną to chętnych na wolne działki po nich będzie bardzo wielu i miasto zrobi na tym dobry interes. W czasie kampanii prezydent chwalił się osiągnięciami. Prezentował zdjęcia Pałacu Branickich i otaczających go parków, które pod jego rządami zostały odrestaurowane. Czapka z głowy przed nim za to. Ale należy się też i celny kop w tłusty zadek za to jak traktuje resztę zabytków miejskich. Czy po rządach Truskolaskiego potomni będą podziwiać tylko drogi i obwodnice czytając na tablicach jakie to zabytki były przed ich wybudowaniem? 

(Przemysław Sarosiek/ Foto: ASM)


Taka gmina: Obłęd po białostocku z zabytkami komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl