21°C rozproszone chmury

Taka gmina: Oto ekipa czyli oni nas urządzą

Felietony, gmina ekipa czyli urządzą - zdjęcie, fotografia

Przyznam, że trochę się boję o Białystok. A konkretnie o to co moją gminę spotykać będzie do października, kiedy spodziewane są wybory. Powodów obaw jest kilka i różnie są one rozłożone. I nie jest nim festiwal obietnic, który kandydaci różnej maści będą nam składali. Ale po kolei.

Urząd miasta opuścił Adam Poliński, czyli pierwszy po Truskolaskim. Gdyby mi ktoś powiedział jeszcze kilka miesięcy temu, że brak Polińskiego w ekipie obecnego prezydenta mnie zmartwi to zaśmiałbym się sarkastycznie. A jednak dzisiaj martwię się. Poliński - co by o nim nie myśleć i mówić - miał wizję miasta, kompetencje i doświadczenie. Czasami wywoływał furię we mnie (i nie tylko we mnie) opowiadając duby smalone o inteligencji (alternatywnej chyba) Systemu Zarządzania Ruchem i upierając się, że to coś działa i to jeszcze dobrze. Było to wkurzające, bo chyba każdy kierujący samochodem w Białymstoku doskonale widział, że właśnie NIE DZIAŁA i zamiast mądrzej jest coraz głupiej. Było kilka innych punktów (dość istotnych), w których się Adamem Polińskim nie zgadzałem. Najświeższe przykłady to idiotyzm zbytecznych bus-pasów na części głównych ulic. Tu  zdradzę tajemnicę: bus pasy musiały powstać, bo tak napisano wnioski o kasę z Unii na remont ulic w mieście, że miało to poprawiać sytuację transportu publicznego, a nie transportu w ogóle.

To, że nie warto wydawać milionów na budowę bus pasów było oczywiste, ale magistrat uznał, że to najlepszy patent na przebudowę i remont głównych arterii. W efekcie był wielomiesięczny paraliż komunikacyjny miasta i brak zauważalnej poprawy oraz redukcji korków. Wszyscy wiedzą, że po okresie tzw. trwałości projektu - lub trwałości ekipy Truskolaskiego - każda przytomna władza szybko zniesie te kretyńskie bus pasy na Sienkiewicza czy Legionowej. I temu idiotyzmowi twarz dawał właśnie Adam Poliński. Kolejny temat sporny to propozycje niektórych miejscowych planów, gdzie magistrat robił dobrze deweloperom (nie będę się wgłębiał czy wszystkim czy wybranym) kosztem interesu społeczności. Szczytowym osiągnięciem było zastosowanie specustawy drogowej do wywłaszczenia ludzi z domków jednorodzinnych, żeby można było zbudować uliczki i parking do powstających bloków.

Kretyństwem była też budowa Trasy Niepodległości po linii sprzed 30-40 lat przez środek osiedli mieszkaniowych oraz realizacja tej inwestycji od środka. Okazało się, że część wypasionych wiaduktów na osiedlach jest zbyteczna (wiadomo to było jeszcze przed ich wybudowaniem), a zabrakło pieniędzy na budowę wiaduktu tam właśnie, gdzie ma on naprawdę jakiś sens (na wlocie od Warszawy). Z pierwszym - i najwierniejszym - zastępcą Truskolaskiego nie zgadzałem się wystarczająco często, by jego dymisję przyjąć z satysfakcją. A jednak się nią martwię. Dlaczego? 

Przeraża mnie nie to, że Adam Poliński (kontrowersyjny, ale jednak fachowy) odszedł. Przeraża mnie to kto został u steru.  To Tadeusz Truskolaski, który od dość dawna pełni w mieście rolę celebryty i wizjonera. A dokładniej to zajmuje się otwieraniem, podpisywaniem, pozowaniem, wygłaszaniem mniej lub bardziej kontrowersyjnych opinii i upieraniem się przy niektórych idiotycznych pomysłach (swoich lub pracowników). Służę przykładami: rozebrany parking państwa Bzurów (idiotyczny upór, żeby wbrew wyrokom sądowym nie odbudować go), budowa pasa startowego na Krywlanach za grube miliony (jest on dla rozwoju Białegostoku tak bardzo niezbędny jak rybie są niezbędne skrzydła. Wydawane jest ponad 40 milionów w sytuacji, gdy miastu brak kasy na wykończenie drożejących inwestycji), działanie Stadionu Miejskiego  (nieudolnie kierowana spółka zarządza obiektem w ten sposób, że większość czasu stoi pusty, wydaje tysiące złotych na opracowania, co z tym stadionem dalej robić i ciągle potrzebuje milionów do z miejskiej kasy na przetrwanie), organizacja różnych kretyńskich imprez (np. turniej młodego Bayernu za pieniądze, które miały służyć białostockim sportowcom). Pisząc te słowa popadłem w zadumę i uczciwie analizowałem z jakim pomysłem przypisywanym (słusznie czy nie) prezydentowi się jednak zgadzam i uważam, ze jest niekontrowersyjny. Wyszło mi, że była to reakcja na paszkwil TVN-u o Białymstoku. Poza tym długa lista rozbieżności. Inna sprawa, że Truskolaski otwierający i lansujący się jest wkurzający, ale zdecydowanie mniej szkodliwy niż Truskolaski wymyślający i tworzący wizje, bo wtedy jest jak w dowcipie - jak zaczyna myśleć, to nieszczęście wisi w powietrzu. 

Zastęp jego zastępców już niestety budzi moją grozę: Zbigniew Nikitorowicz i Rafał Rudnicki to byli dziennikarze. Obu znam, z obydwoma pracowałem. Obaj jako polemiści, dziennikarze, facecjoniści czy eksperci od bon-motu są specjalistami dużej klasy. Nieźle radzą sobie z public relations (choć miewają sporo wpadek), ale już ich kompetencje do zarządzania ludźmi czy zajmowania wysokich stanowisk w administracji publicznej to dla mnie prawdziwa zagadka. Jako rzecznicy czy miejscy specjaliści od wizerunku byliby do zaakceptowania, ale konia z rzędem temu, kto mi powie co Rafał Rudnicki wie o edukacji (poza tą wiedzą, którą ma każdy kto ukończył szkoły różnych szczebli)? Jakie są jego kompetencje w zakresie np. sportu czy kultury? I żeby nie było nieporozumień wiem, że od szczegółów są urzędnicy. Niestety pamiętam (a opinie wspólnych znajomych mnie w tym utwierdzają), że słuchanie doradców i dobrych rad to nie jest mocna strona uchodźcy z PiS-u.

Powszechniejszy jest pogląd, że słucha on tylko tych rad, które są zgodne z jego poglądami. A źródło tych poglądów jest zagadką nie tylko dla mnie. Wyniki tego rządzenia Rudnickiego są - łagodnie to określając -  kontrowersyjne (awantura z konkursami na dyrektorów, kompletna aberracja w promocji miasta, totalne pomieszanie w sporcie i względna normalność w kulturze, bo się najmniej aktywnie zajmował). A mówiąc dosadnie - to co się w tych sprawach dzieje w mieście jest żenujące. Czytając odpowiedzi Rudnickiego na interpelacje mam wrażenie, że nie zrozumiał pytania, ale i tak wie wszystko o wszystkim. Jedyne jego kompetencje widzę w tym, że dobrze zna PiS, któremu przez lata szefował w mieście i ta właśnie wiedza o tym wrogim środowisku jest Tadeuszowi Truskolaskiemu do czegoś potrzebna. Do czego tego nie wiem, bo patrząc na to co się dzieje tej wiedzy nie wykorzystuje, a miejskich radnych tej partii i tak by ogrywał dokładnie tak jak robił to z koalicjantami w poprzednich kadencjach. Wracając do kompetencji zastępcy prezydenta: to wiedza Rudnickiego o gospodarce komunalnej czy ochronie środowiska jest zapewne równa mojej wiedzy o fizyce jądrowej. Różnica między nami polega na tym, że ja wiedząc, że nie o tym nie wiem nie rozszczepiam atomu ku uldze swojej i sąsiadów i nie tworzę zagrożenia dla otoczenia. A Rudnicki zarządza sprawami w trzystutysięcznym mieście.


Zbigniew Nikitorowicz - polonista, politolog i dziennikarz oraz - najważniejsza kompetencja - wysoko postawiony członek Platformy Obywatelskiej. Przez lata był wicedyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, choć z tego co wiem to do zajmowania tej funkcji kwalifikowało go tylko posiadanie prawa jazdy. O innych jego predyspozycjach w tym zakresie nic nie wiem (poza członkostwem w PO rzecz jasna). Obecnie w mieście odpowiada za strefę płatnego parkowania i sprawy społeczne. Tutaj mogę przyjąć, że najważniejsze jest wysłuchiwanie opinii mieszkańców i realizacja ich potrzeb i Nikitorowicz z pewnością to potrafi (co udowodnił pisząc przez lata na łamach Porannego), a do wykonywania oczekiwań mieszkańców ma fachowców. Bo "Nikita" potrafi słuchać. On - w przeciwieństwie do Rudnickiego - choć ma opinię bezwzględnego i bezlitosnego satrapy w polityce, uchodzi jednocześnie za człowieka potrafiącego słuchać rad. Teoretycznie może mieć też jakiś sens jego nadzór w sprawach społecznych, choć tutaj nie wystarczy tylko słuchać ludzi ale potrzebna jest własną wizję (mimo lat znajomości dotąd nie wykryłem wrażliwości społecznej u Zbyszka, a do spraw społecznych to niezbędne) oraz głębszą wiedzę o prawie (u Nikitorowicza jej nie dostrzegam). Zaś w temacie nadzoru nad skarbem czy Białostocką Komunikacją Miejską wiedza Nikitorowicza jest równa mojej. Przy czym ja często jeżdżę autobusami jako pasażer, a kolega Zbyszek albo wozi cztery litery służbową limuzyną albo pomyka ulicami swoim wozem jako kierowca.

Przekonanie, że obecność w Radzie Miasta zapewnia wiedzę na ten temat jest równie prawdziwa przekonaniu, że zasiadania na schodach Uniwersytetu Medycznego zapewni wiedzę o medycynie. O zarządzaniu ludźmi u Nikitorowicza sobie pomilczę, bo wojenki partyjne w Platformie koncentrujące się na wycinaniu wrogów, schlebianiu silniejszym i podłączanie się do zwycięzcy wiedzy o kierowaniu ludźmi, dzieleniu kompetencji czy ocenie kwalifikacji nie dają. W mojej wiedzy "Nikita" niewiele wie o zarządzaniu zespołem ludzi nie należących do partii. 

No i ostatni: Przemysław Tuchliński odpowiada za Centrum Aktywności Społecznej, inwestycję i Zarząd Dróg Miejskich... Wieloletni asystent prezydenta przez lata kierował departamentem obsługującym Tadeusza Truskolaskiego. Wie zapewne bardzo dużo o gustach prezydenta: jaką lubi kawą, jakie ciastka, czy woli długopis czy pióro oraz jak uspokoić szefa lub jakie ma słabe strony, ale... jaką to mu daje wiedzę o inwestycjach czy miejskich drogach? Co młody politolog odpowiedzialny dotąd głównie za kalendarz prezydenta i kolejność składania kwiatów i wieńców może wiedzieć o miejskich inwestycjach? Czytając materiały na temat powołania Tuchlińskiego przeczytałem, że ma trzy zasadnicze zalety: jest lojalny, jest dobrym znajomym Krzysztofa i Tadeusza Truskolaski i wiedział, kiedy wstąpić do Nowoczesnej. Rozumiem, że nie dla wszystkich wymienione elementy są zaletami, ale... tak wynika z analizy wszystkich wypowiedzi na ten temat. Szczytem był tekst Truskolaskiego, że "powołanie pana Tuchlińskiego to potwierdzenie mojej woli współpracy ze wszystkimi środowiskami, które dobrze życzą naszemu miastu i naszej ojczyźnie". Jeszcze teraz - po kilku miesiącach - czytając te słowa googluje sobie foto Tuchlińskiego podejrzliwie szukając w nim cech lokalnego Piłsudskiego. No bo skoro reprezentuje on WSZYSTKIE środowiska, które dobrze życzą miastu i ojczyźnie... Inna sprawa, że nie wiedziałem, że Nowoczesna oraz krewni i znajomi Truskolaskich wyczerpują  zbiór osób i środowisk dobrze życzących miastu i Polsce. 

Wiem, że Tuchliński jest przedmiotem zachwytu urzędniczek (o urzędnikach nie słyszałem) w magistracie, bo się szybko uczy i jest pracowity. No i słucha rad mądrzejszych od siebie. Jeśli to prawda to brawo! Ale co mu to pomoże, gdy plac budowy opuści firma budująca rondo przy zbiegu Jana Pawła i NSZ? Poliński jako ekonomista i facet odpowiedzialny za inwestycje przez długie lata wiedziałby co z tym począć, ale Tuchliński? Wątpliwy urok osobisty to ciut mało. Jeśli zaś ma mądrego urzędnika, który mu doradzi to ciekawi mnie czemu ten urzędnik nie został wiceprezydentem, a właśnie Tuchliński? Chodzi o lojalność? Jeśli tak to wobec kogo? Dlatego pytam czy niewątpliwie przebojowy, wierny i sprytny politycznie jegomość odpowiedzialny przez 10 lat głównie za to, żeby prezydent był w dobrym humorze, może decydować o miejskich inwestycjach? I jeszcze co politologia ma wspólnego z drogami - ich budową i remontem? 

Niedawno usłyszałem od znajomego urzędnika ze Słonimskiej (mam tam kilku dobrych znajomych co pewnie obecną ekipę zaskoczy), że na końcu obecnej perspektywy finansowej zmiany w magistracie będą tragiczne w skutkach dla miasta. Dlatego lepiej będzie, jeśli obecnie rządzący i skład urzędniczy zostanie na swoim miejscu, bo uniknie się przez to wielomiesięcznej niepewności i bałaganu w ośrodku decyzyjnym. To ważne w okresie, kiedy dokańczane są najważniejsze inwestycje i nachodzi czas ostatnich szans na uzyskanie środku z Unii do 2020 roku. Uznałem, że to z jednej strony zrozumiałe, ale potem zastanowiłem się dlaczego akurat ta ekipa zapewni gwarancje stabilności. Oczywiście, jeśli do ratusza wkroczy małpa z brzytwą i wszystkich pozwalnia to faktycznie będzie dramat i katastrofa, ale jak dotąd w gronie kandydatów na prezydenturę małpy z brzytwą nie dostrzegłem. Skąd zatem te obawy i przerażenie? Widzę jedno źródło: te lęki i obawy ogłasza obecna ekipa. Bo to nie cały magistrat  działa źle, fatalna jest część jego kierownictwa i najwyższych funkcjonariuszy. I tyle. Od tego są wybory, żeby to skorygować i przywrócić trochę normalności. Bo nie jest normalnie gdy polonista odpowiada za finanse, politolog za drogi, a prawnik omijający stadiony, teatry i muzea zajmuje się sportem i kulturą. No, chyba, że ktoś uważa inaczej.  

Czy obecność Polińskiego cokolwiek by poprawiła? Byłoby cokolwiek lepiej. Poza tym miło było sądzić, że na Słonimskiej w kierownictwie jest choć jeden ekspert (choćby z kontrowersyjnymi poglądami) w czymkolwiek. Bo poza wieloletnią skarbnik -apolityczną raczej Stanisławą Kozłowską - mam wrażenie nie ma tam już nikogo, kto robi to na czym się naprawdę zna. Rządzą nami ambitni amatorzy, samoucy, byli dziennikarze i politolodzy. A na górze siedzi nadąsany profesor mikroekonomii z poczuciem nieomylności. Oto ekipa. 

(Przemysław Sarosiek/ Foto: BI-Foto)

P.S. O ekipie rządzącej województwem napiszę następnym razem. Zapewniam - będzie strasznie i śmiesznie. 


Taka gmina: Oto ekipa czyli oni nas urządzą komentarze opinie

  • gość 2018-05-13 19:27:59

    Jak można być takim debilem(przepraszam panie przemku) aby nie rozumieć po co są bus pasy. Otóż panie redaktorze bus pasy są dla mieszkańców Białegostoku którzy codziennie dojeżdżają do pracy, do domu do szkoły komunikacja miejską , a komunikacja ta pomimo że bardzo licha powinna mieć chociaż jeden argument aby z niej skorzystać PUNKTUALNOŚĆ . Proponowałbym aby pan na tydzień zostawił samochód i pojezdził po Białymstoku MPK i wtedy być może zrozumiałby pan ,że zanim coś się opluje to warto sprawdzić jaka jest prawda.A apropo Polińskiego to wydaję mi się że zmienia okręt na PIS , dalej szkoda słów.

  • gość 2018-05-14 09:09:15

    "Skąd zatem te obawy i przerażenie? Widzę jedno źródło: te lęki i obawy ogłasza obecna ekipa. Bo to nie cały magistrat działa źle, fatalna jest część jego kierownictwa i najwyższych funkcjonariuszy. I tyle. Od tego są wybory, żeby to skorygować i przywrócić trochę normalności." - od lat wiadomo ze urzędników jest zbyt dużo. Wystarczy 50% obecnego stanu. Obowiązywała zasada że każda nowa ekipa nie zwalnia gdy musi swoich zatrudnić. I tak doszliśmy z 300 urzędników do 1200 ( ze strażą miejską ) Dawniej nie było komputerów , miasto nie miało więcej mieszkańców o urzędników było znacznie mniej.

  • Gość - niezalogowany 2018-05-14 22:38:01

    Odszedł Poliński i wszystko działa. Fundusze unijne też będą. Urzędnicy którzy pisali wnioski zostali . Nie wieżę aby Poliński jakikolwiek wniosek o dotację sam wypełnił.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl