Felietony, gmina Podzieleni Niepodległością - zdjęcie, fotografia

Śledząc informacje o tym jak Polska przygotowywała się do Święta Niepodległości miałem wrażenie, że właśnie trwają przygotowania do wojny domowej. A już koncentrując się wyłącznie na emocjach wyrażanych w sieci uznałem, że przygotowania się zakończyły i ta wojna wybuchła. Patrząc na obchody 100-lecia odzyskania niepodległości poważnie zastanawiam się jak długo jeszcze my, Polacy, wytrzymamy ze sobą.

Wiem, że nie ma idealnych miejsc, w których wszyscy żyją ze sobą w zgodzie. W Stanach Zjednoczonych Demokraci i Republikanie żrą się ze sobą do tego stopnia, że różnice polityczne wykluczają wręcz małżeństwa między przedstawicielami wrogich frakcji. We Francji, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii antagonizmy między członkami tego samego narodu wywołane religią, światopoglądem czy miejscem zamieszkania również tworzą ogromne napięcia, które przeszkadzają żyć. Ale w USA na Dzień Niepodległości wszyscy zgodnie oglądają fajerwerki, we Francji obchodzą dzień zburzenia Bastylii, a na wyspach urodziny królowej świętują nie tylko monarchiści. Mimo polityki przynajmniej na święta wygasa wzajemny hejt i wszyscy demonstrują jedność. 

W Polsce od niedawna święta i rocznice tylko potęgują wzajemną wrogość. Jeszcze kilka lat temu politycy - na co dzień sobie wrodzy - łamali się opłatkiem na Boże Narodzenie życząc wszystkiego najlepszego, a 11 listopada razem śpiewali hymn przy łopoczącej biało-czerwonej. Mogli przy tym łypać wrogo na siebie myśląc sobie to i owo, ale byli razem mimo podziałów. Dzisiaj to przeszłość. Polska - przynajmniej ta aktywnie polityczna - zwariowała. I z każdej okoliczności czyni okazję do demonstrowania swojej odrębności. Co gorsza demonstruje ją z dumą na lewo i prawo czyniąc to przy głośnym aplauzie zwolenników. Skoro nawet Dzień Niepodległości Ojczyzny nas nie łączy, to co jeszcze mamy ze sobą wspólnego? 

Afery wywołane Marszem Niepodległości świadczą, że  dzieje się z nami coś bardzo groźnego i niedobrego. W imię polityki wykluczamy się nawzajem z udziału w patriotycznej paradzie wyzywając się wzajemnie od faszystów i zdrajców. W Warszawie i Poznaniu prezydenci opowiadają dyrdymały myląc patriotyczny nacjonalizm Polaków z faszyzmem i rasizmem. W stolicy Polski jedni drugim odmawiają prawa do Marszu Niepodległości i demonstracji, choć wcześniej zachłystywali się z oburzenia, kiedy inny włodarz miasta chciał zakazać parad równości. Nie czuję się na siłach wskazać kto wiedzie prym w tym festiwalu hipokryzji, ale jego natężenie zaczyna być bardzo groźne. Każda patriotyczna demonstracja wywołuje wrzaski o faszystowskim nacjonalizmie, a każda dyskusja o większej integracji z Unią i Europą falę oskarżeń o zdradę. Ta rosnąca fala emocji zaczyna wykluczać życie obok siebie w jednym kraju. 

Oddzielne świętowanie 100 lat odzyskania niepodległości czyli jednego z najważniejszych świąt dla Polaków oraz jeszcze eksponowanie tego faktu jako czegoś właściwego świadczy, że właśnie przekroczyliśmy kolejny Rubikon. A jeśli dodać, że przy tej okazji tego święta padają epitety bolszewik czy faszysta skierowane do politycznych rywali w ramach (zamiast?) świątecznych życzeń to pora pytanie co nas - poza wspólnym językiem - jeszcze ze sobą łączy? Czy jeszcze jesteśmy jednym narodem czy już wrogimi wspólnotami? Co będzie następne: nóż zamiast choinki? Trucizna zamiast opłatka? Życzenie śmierci zamiast Wesołych Świąt? 

Czytałem wypowiedzi różnych publicznych osób: Piłsudski przewraca się w grobie jak fryga", "faszystowska hołota" "współcześni bolszewicy" i "świąteczny tupolewizm" sprawiły, że zaczynam zastanawiać się kiedy rzucimy się sobie do gardeł. Z drugiej strony lecą antysemickie epitety, słowa o zdradzie i pachołkach Berlina i Brukseli. Wszystko razem podlane parującym sosem jadu nienawiści.  Przypomina mi to okres przedrozbiorowy, gdzie jedni chcieli coś przebudowywać, drudzy zaś - by im przeszkodzić - biegali zagranicę po pomoc przeciw tym pierwszym. Potem ci pierwsi zaczęli wieszać tych drugich i zaczęliśmy się ze sobą bić na całego. A potem weszły obce wojska i półtorej wieku nosiliśmy kajdany. Rozerwaliśmy je 11 listopada - 100 lat temu. Czy tylko ja mam wrażenie, że historia właśnie zatacza koło? 

Od dawna w Polsce mówimy do siebie ale się nie słuchamy. Zgadzamy się ze sobą tylko w tym, że się nie zgadzamy. A kompromis wszystkim stronom kojarzy się ze zdradą i zaprzaństwem. Nie szukamy wspólnych mianowników koncentrując się na różnicach. Neutralni i niezdecydowani są co chwila bombardowani emocjonalnymi pociskami i porywani do przeciwnych obozów politycznych. Wszyscy - niezależnie od poglądów - z furią kopiemy przepaść, która nas rozdziela. Dzisiaj wykopaliśmy kolejny fragment. 

Nie wiem czym to się skończy, ale jestem bardzo niespokojny o przyszłość. Polacy tak skłóceni ze sobą i nienawidzący siebie bardziej niż wrogów realnie nam zagrażających są największym zagrożeniem dla Polski. I jak tu nie kiwać głową czytając słowa Marszałka, który powiedział "Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy". 

Żeby nie kończyć jednak w Dniu Niepodległości w tak ponurym nastroju zacytuję jeszcze jedną myśl Piłsudskiego. Kiedyś - zapytany jak może pogodzić te kiepskie poglądy o Polakach z patriotyzmem -powiedział: "Choć nieraz mówię o durnej Polsce, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę." Czego sobie i Państwu życzę.

(Przemysław Sarosiek/ Foto: BI-Foto)

Taka gmina: Podzieleni Niepodległością komentarze opinie

  • Wojtek - niezalogowany 2018-11-11 23:03:07

    Dziwne, bo już w czasie obchodów odniosłem inne wrażenie. Że wszyscy tego dnia świętowali razem. Byli może niektórzy którzy nie chceli ale większość raczej czuła atmosferę święta.

  • Iwona - niezalogowany 2018-11-11 23:40:03

    To co pan redaktor opisał to atmosfera panująca w pewnej stacji telewizyjnej polskojęzycznej głównego nurtu, która się zbyt wielu udzieliła.

  • gość 2018-11-11 23:51:07

    Panie Redaktorze,podobne banały piszą i opowiadają wszyscy, przeróżnej maści felietoniści, blogerzy, celebryci, artyści, sądząc, że są oryginalni i odkryli co najmniej Amerykę. Takie wypociny stały się już nudne jak flaki z olejem. Już się nie chce czytać tych dyrdymałów, wkoło pierdoło o podzielonym narodzie, zawiści wydumanym faszyzmie itd. Byłem na dwóch imprezach, gdzie tysiące nieznających się ludzi wspólnie odśpiewało hymn.Było widać, że jest to święto, które łączy a nie dzieli. Kto chciał uczestniczyć to uczestniczył. Niestety jeśli ktoś w świętujących normalnych ludziach, rodzinach z dziećmi widzi faszystów itp. świadczy to o jego nienawiści do własnego narodu i kraju. Zamiast wypisywać to co jest już oklepane może zainicjuje Pan akcję "scalania narodu" (na razie w gminie), na pewno to się uda, przecież to takie proste. Od razu pokochają się komuniści z konserwatystami.

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama