9°C pochmurno z przejaśnieniami

To czego się nie dało i nie można, okazało się, że się jednak da i można

Wiadomości, czego dało można okazało jednak można - zdjęcie, fotografia

To co do niedawna było jeszcze niemożliwe i nierealne, stanie się od września przyszłego roku realne. Czy możliwe? Wszystko zależy od prezydenta Białegostoku i od tego czy wykona uchwałę Rady Miasta o uruchomieniu bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską dla uczniów szkół podstawowych z naszego miasta.

Po raz pierwszy białostoczanie usłyszeli o możliwościach uruchomienia bezpłatnej komunikacji miejskiej jeszcze latem 2014 roku. Pomysł został odrzucony i wówczas nie było nikogo zainteresowanego analizą tego, co podawali pomysłodawcy. Choć trzeba też przyznać, że pierwsza koncepcja przygotowana przez grupę mieszkańców, aktywistów ze Stowarzyszenia Miasto Mieszkańców, zawierała sporo braków i analiz. Ale z drugiej strony od tego są setki urzędników, aby pomagali w takich sytuacjach. Z tym, że nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, chętnych do pomocy w urzędzie miejskim nie było.

Sytuacja z miesiąca na miesiąc zmieniała się w sprawie uruchomienia bezpłatnej komunikacji miejskiej w Białymstoku. Zmieniała się głównie dlatego, że kolejne miasta w Polsce zaczęły wprowadzać takie udogodnienia swoim mieszkańcom. Najpierw robiły to mniejsze miasta, później większe i w końcu duże miasta wojewódzkie, ze stolicą kraju włącznie. Ale dopiero teraz niektórzy białostoccy radni dojrzeli do decyzji o uruchomieniu bezpłatnych przejazdów dla dzieci. Prezydent oraz radni z koalicyjnych z nim klubów, jeszcze nie potrafią zrozumieć dlaczego takie udogodnienia mają sens.

- Przełomową, historyczną właśnie propozycją jest zapis budżetowy dotyczący bezpłatnej komunikacji dla dzieci i młodzieży, ujęty jako „zmniejszenie planu dochodów ze sprzedaży biletów”. Dzięki tej decyzji radnych PiS, nie popartej przez prezydenta, od września przyszłego roku w domowych budżetach znacznej części białostockich rodzin zmniejszą się wydatki – mówił niedawno podczas konferencji prasowej radny Henryk Dębowski, szefujący klubowi PiS w Radzie Miasta.

Kilka dni wcześniej radny Platformy Obywatelskiej – Tomasz Janczyło – ten pomysł nazwał mrzonką. I zresztą była to jedna z propozycji budżetowych, która wpisała się w pakiet innych zapisów określanych przez radnych tego klubu, jako demolowanie budżetu. Z tym, że takie demolowanie budżetu w innych miastach Polski jest akurat chwalone. Jak podkreślano między innymi w Krakowie, Warszawie czy Poznaniu, jeżdżąc bezpłatnie, najmłodsi przyzwyczajają się do korzystania z oferty transportu publicznego. Jest to dość istotny aspekt całej sprawy, ponieważ z każdym rokiem podróżnych ubywa, bo wolą przesiadać się do własnych samochodów.

- Naszym priorytetem jest zwiększenie udziału transportu zbiorowego w obsłudze podróży wykonywanych w Warszawie – z 56,9 do 65 proc., zmniejszenie liczby prywatnych aut wyjeżdżających codziennie na ulice oraz ograniczenie emisji zanieczyszczeń. Dlatego wprowadzamy zmiany w taryfie i bezpłatne przejazdy. Mamy nowoczesną komunikację i serdecznie zachęcam uczniów szkół podstawowych i gimnazjów oraz mieszkańców metropolii do przesiadki. Naprawdę warto – powiedziała Hanna Gronkiewicz-Waltz, Prezydent Warszawy zaraz pod podjęciu stosownej uchwały w tej sprawie na początku tego roku.

I faktycznie, pierwsze miesiące z bezpłatnymi przejazdami – opłaciły się. Pod koniec listopada tego roku pierwsze dane, jakie podał warszawski ratusz pokazały, że wzrosła liczba pasażerów. Nauczyciele podróżujący z uczniami wybierają teraz transport miejski zamiast płatnego i znacznie droższego rozwiązania, jakim było wynajmowanie prywatnych busów i autokarów. Nawet część rodziców woli teraz jeździć z dziećmi komunikacją zbiorową, a nie własnym autem.

Podobnie dzieje się także w innych miastach. Zmiany na plus widać zwłaszcza tam, gdzie wszyscy mieszkańcy mogą korzystać z bezpłatnych przejazdów środkami transportu publicznego. Na parkingach w centrach miast zrobiło się luźniej, a na budowę parkingów i naprawę dróg nie trzeba już wydawać tak dużo jak do tej pory. Zresztą – co bardzo istotne – udział samochodów osobowych w miastach rośnie tak szybko, że władze zwyczajnie z tym sobie nie radzą. Do tej pory jedynym pomysłem było budowanie nowych ulic i dróg, co tylko zachęcało kierowców do porzucenia wcale nie taniej komunikacji miejskiej na rzecz własnych czterech kółek.

- Zmniejszyła się liczba samochodów na ulicach miasta, wielu mieszkańców zaczęło dojeżdżać do pracy czy szkoły i innych miejsc autobusami bezpłatnej komunikacji miejskiej – mówiła już trzy lata temu polskiemu radiu Anna Ujma, doradca prezydenta ds. Promocji, Kultury i Sportu Urzędu Miasta Żory.

Jak bezpłatna komunikacja miejska będzie działała w Białymstoku będzie można ocenić najwcześniej za rok. Uczniowie dopiero od września skorzystają z bezpłatnych przejazdów i to pod warunkiem, że prezydent wykona uchwałę budżetową. A z tym nie zawsze sobie radzi. Z pewnością część rodziców zdecyduje się na jazdę naszą komunikacją miejską, a przynajmniej takie zapowiedzi padają. Mama 10-letniego Kacpra mówi, że do tej pory podwoziła go do szkoły swoim samochodem.

- Może syn do szkoły nie ma daleko, ale teraz nie będę musiała go wieźć. Sam wsiądzie i przejedzie te dwa przystanki. Będę spokojniejsza wiedząc, że wsiądzie i wysiądzie praktycznie pod samą szkołą – mówi naszej redakcji.

Dodała również, że w weekendy, a nawet kiedy będzie jechała z synem na dodatkowe zajęcia, częściej będzie korzystała z oferty Białostockiej Komunikacji Miejskiej. Kupując dwa bilety drożej było dojechać na zajęcia niżeli własnym samochodem. Teraz to się zmieni. Jest jeszcze coś, o czym mówi naszej redakcji pani Katarzyna.

- Kacper nauczy się samodzielności. Pewnie kilka razy będę musiała z nim pojechać i pokazać gdzie się wsiada i wysiada. A po kilku razach sam się nauczy. Syn nauczy się jeździć sam po mieście, a ja w tym czasie będę mogła zająć się młodszym synem – dodaje.

W Warszawie już władze miasta myślą o tym, żeby ofertę bezpłatnych przejazdów rozszerzyć na uczniów szkół średnich. A niektórzy nawet proponują, żeby w ogóle dla wszystkich płacących podatki w Warszawie, zapewnić bezpłatne przejazdy autobusami, tramwajami i metrem.

W naszym mieście na razie wielu rodziców czeka na wrzesień 2018 roku. Okazuje się, że to co się nie dało, jednak się da i bezpłatna komunikacja miejska może służyć dzieciom do września przyszłego roku. Oby tylko prezydent stanął na wysokości zadania.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska)


To czego się nie dało i nie można, okazało się, że się jednak da i można komentarze opinie

  • gość 2017-12-27 10:06:29

    Szkoda że dalej nie można umożliwić dostępu do podstawowych mediów jakimi są wodociąg i kanalizacja mieszkańcom ul Jachtowej i wszystkich okolicznych uliczek . Mieszkają jak w średniowieczu ale niby w metropolii jaką jest M Białystok :))

  • gość 2017-12-27 18:04:15

    za darmo nic niema jak ktoś będzie jeździł za za darmo to ktoś musi za niego zapłacić tak jak za 500+.

  • pol - niezalogowany 2017-12-27 19:27:50

    Do gość. A kto mówi,że za darmo wystarczy setki mil złotych , np z budowy trasy niepodległości przeznaczyć na transport publiczny.

  • gość 2017-12-27 21:16:26

    "za darmo nic niema jak ktoś będzie jeździł za za darmo to ktoś musi za niego zapłacić tak jak za 500+." Ekonomista się nam objawił :D .

  • gość 2017-12-28 00:40:18

    Brawo! Wybory się zbliżają. Niech RADA MIEJSKA zabłyśnie, a prezydent niech "wykona uchwałę". Najpierw dzieciaki z podstawówek, a następnie szkoła średnia i studenci. Ludziom się to spodoba, a wtedy prezydent porządzi jeszcze w nadchodzącej kadencji ;)

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl