11°C umiarkowany deszcz

Tomasz i Krzysztof. Blacharze

Blogi, Tomasz Krzysztof Blacharze - zdjęcie, fotografia

Pan Tomasz i Jego syn Krzysztof. Blacharze. Od dziada pradziada. Blacharzem był bowiem dziad Pana Tomasza, a pradziad Krzysztofa. Wówczas rodzina Łokić mieszkała w Odelsku. To pomiędzy Lidą, a Brześciem. Po pierwszej wojnie światowej rzuciło ich w nasze strony. Ojciec Pana Tomasza urodził się w Grajewie. Też blacharz.

- Myślałem, że może choć syn wyjdzie na ludzi – mówi Pan Tomasz – że uda mi się Go odegnać od zawodu. Już nawet studia skończył, już myślałem, że się udało. Ale gdzie tam! Wdepnął do warsztatu i mamy kolejne pokolenie blacharzy.

- Czemu Pan chciał odegnać syna od zawodu – pytam.

- Bo sam nie lubiłem tego zawodu – mówi Pan Tomasz – Jest strasznie trudny i niewdzięczny.

Pan Tomasz zaciąga się papierosem i po chwili dodaje:

- Ale też jest to zawód dający satysfakcję.

I zaczyna opowiadać jak to kiedyś z ojcem kładli blaszane dachy. I kolejki do nich były długie na rok! Ludzie kładli papę i czekali, aż przyjdą Łokicie blacharze.

- I te domy stoją do dziś! – mówi z dumą Pan Tomasz – Dzisiaj kupuje się blachodachówkę. Gotowe elementy. Każdy je potrafi zamontować.

- To blacharstwo upada? – pytam.

- A gdzie tam! – odpowiadają zgodnie ojciec i syn – Blacharstwo to zawsze była robota indywidualna i na zamówienie. Nic od szablonu. Teraz też. Dachy na zabytkowych budynkach. Blachodachówką nie pokryjesz. Pałac Hasbacha to moja robota. I w Supraślu.

- Robimy też szyldy – dodaje syn Krzysztof – wanny i zlewy kuchenne. Jest na to specjalna metoda.

- A te imiona wypisane na trzonkach młotków i pilników? – pytam.

- To córka wypisała – mówi Pan Krzysztof – dzieciaki strasznie się garną do warsztatu. Raz ich tu 17 przyszło. Odłożyły smartfony i siedziały wpatrzone w ojca, który im na poczekaniu gwizdki z blachy skręcał.

- Jeden to trzy razy po gwizdek przychodził – mówi Pan Tomasz.

- Ciekawą macie nazwę – mówię – Blacharnia. Tak się kiedyś mówiło na milicję.

- Pamięta Pan restaurację na dworcu PKP? – uśmiecha się Pan Tomasz – W czasach białostockiej gorączki złota, gdy kolejarze wozili do Rosjan parasolki i peruki, a z powrotem przywozili złoto, poszliśmy z bratem maszynistą na wódeczkę. Skończyliśmy po północy, autobusy już nie jeździły, taksówek też nie było. Ale patrzymy stoi radiowóz. Jako że byliśmy pod gazem, zapukaliśmy w szybkę i zapytaliśmy czy podwiozą? Bo my też blacharze. I podwieźli! Policja powinna ludziom pomagać. Tylko oczywiście trzeba do nich grzecznie. A wie Pan, ile teraz bilet autobusowy do Barszczewa kosztuje? Pięć i pół złotego! To już taniej do Czarnej Białostockiej dojechać można, choć Barszczewo zaraz za Starosielcami! Niech Pan powie o tym na Radzie Miasta.

(Wojciech Koronkiewicz)

Tomasz i Krzysztof. Blacharze komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na ddb24.pl